Jak to w Święta, gdy Kevin znów został sam w domu, a śledziki zniknęły z talerzy nadeszła pora by w słodkim lenistwie obejrzeć jakiś film. Wraz z rodzicami zdecydowaliśmy się właśnie na „Życie nie gryzie”. Mamie nie spodobał się za bardzo. Tata uznał go za idealny, lekki film na wieczór. Przewidywalny ale miły. A mnie przeraził. Bo był lekki i przyjemny do oglądania. Chyba , że w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że przypominasz główną bohaterkę. Ale , żeby o tym pomówić najpierw lekko nakreślę fabułę filmu.
Megan (Keira Knightley) ma dwadzieścia parę lat. Od czasów liceum nic nie zmieniło się w jej życiu. Mimo ukończenia studiów wciąż pracuję u ojca jako „dziewczyna ze znakiem”, zadaję się z swoją licealną paczką, mieszka z swoją sympatią z tamtych czasów. Nie wie co chcę robić z swoim życiem, więc pozwala innym decydować za siebie. W pewnym momencie okazuję się , że już nie pasuję do swoich przyjaciół, którzy zaczęli „poważnieć”, a ona wciąż chcę pozostać dawną sobą. Do tego wszystko na raz wali się jej na głowę. Widzi ojca zdradzającego jej matkę. Zostaję poproszona by zostać chrzestną. Chłopak się jej oświadcza. Wtedy Megan panikuję. I o dziwo właśnie w tym czasie jej ścieżka krzyżuję się z nastoletnią Anniką i jej ojcem. Dziewczyna stoi na krawędzi dorosłości i boi się dać ten ostatni decydujący krok…
Sama mam 20 lat. Nie jest to tak dużo jak Megan , ale znam jej rozterki. Dlatego ten film tak bardzo mnie przeraził. Bo widziałam w nim siebie za kilka lat. Już teraz widzę jak moi znajomi zakładają rodziny, statkują się, poważnie myślą o przyszłości. Z drugiej zaś strony jestem ja. Moje plany co do przyszłości ograniczają się do tego, że od jesieni chcę wrócić na studia. Tym razem zaoczne. Gdy wracam z pracy najczęściej zjadam obiad, spędzam chwilę z rodziną, oglądam odcinek serialu i padam z nóg. Nie chcę mi się nawet wychodzić do ludzi ( choć to akurat może być efektem tego , że w pracy muszę być miała dla ludzi nawet jak mnie wkurzają).
Jeśli ktoś z was też boi się tego co może przynieść za sobą dorosłość, polecam ten film. Może tak jak ja zaczniecie myśleć o tym co nadchodzi nieco poważniej. A może zauważycie , że dorosłość nie jest taka zła?
Chociaż jedno jest pewne. Najlepsze już za nami. Nigdy nie będziemy znowu dziećmi które radują się z wszystkiego, a gdy usną w salonie w magiczny sposób przenoszą się do łóżka. Zostaje nam tylko nadzieja na to, że tak jak kiedyś tak i w przyszłości wciąż będziemy potrafili oglądać świat widząc w nim odrobinę magii.
Tymczasem….Skoro na tę święta nie spadł śnieg, może zobaczymy go chociaż na Wielkanoc? Nieco spóźnione Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! I obyście na zawsze choć po części zostali dziećmi!