Koniec tego wstępu. Miłego czytania!
Babeczka
Muzyka rozbrzmiewała w jej słuchawkach, gdy powolnym krokiem
przemierzała ulice. Zastanawiała się czy dobrze robi. Czy powinna tam iść? Może
jednak zawróci? Jeszcze nie było za późno. Ledwo zauważalnie pokręciła głową.
Wiedziała, że tego nie zrobi. Dla niej już dawno było za późno. Wpadła jak
śliwka w kompot. Nie potrafiła wyplatać się z tej dziwnej sytuacji. To wydawało
się jedynym rozwiązaniem.
Zanim zdążyła się zorientować stała już pod dobrze znanym jej
blokiem. Wpisała kod do domofonu i weszła do windy. W dłoniach trzymała pudełko.
Niepozorne. Z białego plastiku z zieloną pokrywką. Czy na pewno powinna to
robić? Winda zatrzymała się na trzecim piętrze. Wzięła głęboki oddech.
Przywołała uśmiech na twarz, pukając do ostatnich drzwi na korytarzu. Nim zdążyła
policzyć do trzech, drzwi otworzyły się ukazując wysokiego, przystojnego chłopaka
o czarnych włosach i jasnych oczach, w których nie raz tonęła.
-Wchodź, reszta już jest- powiedział ściskając ją krótko na
powitanie.
Odpowiedziała mu uśmiechem i skierowała się do pokoju, z
którego dobiegały odgłosy wesołych rozmów.
-Cześć maleńka! -przywitał ją blondyn siedzący najbliżej
drzwi. Poza nim w pokoju było jeszcze dwóch chłopaków, którzy pomachali jej na
powitanie. Zanim zdążyła usiąść, jeden z nich wręczył jej butelką piwa.
-Też coś dla Was mam- powiedziała otwierając pudełko i
stawiając je na stole. Oczom wszystkich ukazało się pięć apetycznie
wyglądających babeczek.
- Wiesz, że nie przepadam za słodyczami-powiedział
czarnowłosy siadając obok niej.
- Uwierz mi, tym razem będą Ci smakować- odparła posyłając
mu najbardziej przekonywujący uśmiech na jaki byłą ją w tym momencie stać.
Reszta zdążyła się w tym czasie poczęstować i cichymi
pomrukami wyrażała swoją aprobatę. W końcu i ciemnowłosy się skusił. Gdy wziął niepewny,
pierwszy kęs, szczerze się zdziwił. Smakowały wprost wyśmienicie!
-A Ty nie jesz? -spytał biorąc kolejny kęs.
-Lepiej nie. Zrobiłam je specjalnie dla Ciebie i Twoich
przyjaciół- odpowiedziała, a jej uśmiech stał się naglę dziwnie mroczny. Chłopak
rozejrzał się po pokoju. Reszta towarzystwa albo już spała albo właśnie
zasypiała, tak jak siedziała.
-Co w tym jest? Coś Ty zrobiła? - przerażony odrzucił
babeczkę, pozwalając by upadła na podłogę. Ale było już za późno. Jego także
zmorzyła nagła senność.
Uśmiech całkowicie zniknął z twarzy dziewczyny:
-Co było w środku? No cóż…- przypomniała sobie jak ostatniej
nocy przygotowywała wszystkie składniki. Mąka, cukier, proszek do pieczenia, to
co zazwyczaj… Oraz kilka igieł z korony świętego drzewa, parę kropel wody z najmroczniejszego
stawu, pył z rozdroża i kilka innych dodatków, o których nie wspominał żaden
przepis znaleziony w Internecie. To wszystko znalazła w starej księdze, którą
przekazywało się w jej rodzinie od pokoleń. – To nie jest teraz ważne. Liczy
się to, że teraz uśniesz. A gdy się obudzisz będziesz robił wszystko o co tylko
poproszę. A wtedy w końcu wszystko będzie proste…
