Bez większego przeciągania....Część 2. Miłego czytania!
_______________________________________________________________________________
Słońce właśnie chyliło się ku
zachodowi, a z tego miejsca wyglądało najpiękniej. Cmentarz stał na krawędzi
urwiska. Jakieś dwanaście metrów pod nim roztaczał się przykry obraz dolnego
miasta. Stare bloki mieszkalne w większości nadawały się do rozbiórki, a
nieliczne domy jednorodzinne otoczone były niezadbanymi podwórkami. Place
między budynkami zawalone pełne były gruzów, o ulicach lepiej nie wspominać.
Żeby nimi przejechać potrzeba by monster trucka. Mimo to Natasha, bo tak na
imię miała dziewczyna w szarej bluzie, lubiła oglądać zachody słońca właśnie
stąd. Dlaczego? Ponieważ oprócz ruin dawnej metropolii w oddali widać było las
a na wschodniej granicy horyzontu błękitem połyskiwało ogromne jezioro. To był
jeden z niewielu tych w miarę ładnych widoków jakie mogła dostrzec nie
ryzykując wypadów gdzieś daleko w głąb górnego miasta. Widok który przypominał
o tym, że poza tym przeklętym miejscem jest coś jeszcze. Dziewczyna kucnęła i wokół lewej ręki
obwiązała sobie linę, drugi jej koniec przywiązała już wcześniej do muru.
Odwróciła się przez ramię i pomachała dziewczynce która niepewnie jej
odmachała, za co dostała ostrą burę od matki. Wzięła głęboki wdech, rzucając
ostatnie tęskne spojrzenie lasowi w oddali….i skoczyła .Świst powietrza
zagłuszył wszystkie inne dźwięki. Jak zawsze w takich momentach jej serce
przyspieszyło jakby zaraz miało wyskoczyć jej z piersi. Ziemia była coraz bliżej...Pięć metrów…trzy…
Gdy dziewczyna była dwa metry nad ziemią sznur napiął się a ostre szarpnięcie
wyrwało by dziewczynie barek z stawu gdyby nie fakt , że była na to przygotowana.
Co prawda zabolało ją to, ale wiedziała , że nie doznała trwałego urazu. Gdy
tylko wyhamowała, puściła linę i zgrabnie wylądowała na ponurej ulicy. Nikt nie
zwrócił na nią uwagi, chodź na ulicy panował spory ruch. Ludzie już dawno nauczyli
się nie zwracać uwagi na nic dziwnego. Tak było im po prostu łatwiej. Zresztą wszyscy pogrążeni byli we własnych
sprawach i doskonale wiedzieli , że wypychanie swoich nosów w cudze mogłoby się
źle dla nich skończyć.
Szybkim krokiem przemierzyła
ulice zmierzając w stronę obrzeży miasta. Nie zatrzymała się ani na chwilę. Żebraków
proszących ją o jałmużnę nie obdarzyła nawet jednym spojrzeniem. Raz tylko
kopnęła poszarpaną piłę do dzieci które bawiły się w jednej z bocznych alejek. Gdy była już blisko swojego celu zobaczyła
idących z naprzeciwka kilku Strażników Pokoju. Zaklęła pod nosem i spuściła
wzrok, upewniając się , że włosy zasłonią jej twarz. Nie mogła teraz wpaść w
ich ręce. Potrafili zatrzymać człowieka za jedno krzywe spojrzenie, albo za nie
zajście im z drogi na czas. Z pokojem który mieli reprezentować niewiele ich łączyło.
Zaś to co niosła teraz w torbie mogłoby zagwarantować jej wiele nieprzyjemnych
pytań a końcowo jeszcze mniej przyjemny wyrok. Wiedziała jednak , że gdyby
zaczęła uciekać, albo chociaż mocnej naciągnęła kaptur, nie uszłoby to ich
uwadze i rzucili się za nią w pogoń. Tak więc zebrała się w sobie i nakazała
sobie w duchu spokój.
-Słyszeliście? Znowu się gdzieś włamał. Tym razem skończyło
się tylko na kradzieży. –zaczął niezbyt przyjemnym tonem jeden z strażników gdy
mijali dziewczynę.
-Jeśli nie złapiemy tej Skazy Krwi to będziemy mieli
przesrane. Facet sprawia za dużo kłopotów.-dodał drugi z nich, z wyraźnym
trudem hamując swój gniew.
-Właściwie…nie wiadomo czy to mężczyzna, nikt go przecież
nigdy nie widział….-zaczął kolejny z strażników. Natasha zadrżała i minimalnie
przyspieszyła kroku.
-Sugerujesz , że to może być kobieta? Daj spokój
prze..-dalszego ciągu wypowiedzi dziewczyna nie usłyszała ale mimo to
uśmiechnęła się pod nosem. Ona znała prawdę, ale za żadne skarby świata nie
wydałaby jej tym pazernym, sprzedajnym gnojkom.
Kilka minut później przekroczyła już próg „Czerwonej groty”,
jej ulubionego baru. Jak zwykle
wszystkie stoliki były zajęte, a powietrze było ciężkie od mieszanki
ostrych zapachów wśród których dało się wyróżnić aromat piwa, papierosów czy
mocnych kobiecych perfum. Choć zwykłego człowieka ta woń mogłaby drażnić, dla
Natashy był czymś co dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że
strażnicy ani nikt z Kręgu nigdy nie ośmieli się tutaj zapuścić. Prawda była
taka , że to właśnie tutaj spotykali się najgroźniejsi i najbardziej
niebezpieczni ludzie z całej metropolii.
Jak w takim miejscu można czuć się bezpiecznie? Jest kilka sposobów.
Można tu pracować co dawało całkowitą
nietykalność, znać odpowiednie
osoby albo wzbudzać jeszcze większy strach niż zwykli goście. Jest jeszcze
jedno rozwiązanie. Można też, tak jak Natasha , być otoczonym tajemnicą i
plotkami tworzącymi legendę.
-To co zwykle Henry-powiedziała do czarnowłosego barmana po
czterdziestce z twarzą poznaczoną starymi bliznami.
-Przykro mi księżniczko, ale to ostatni raz.-odparł
mężczyzna stawiając przed nią szklankę wypełnioną do połowy bursztynowym
płynem.
-Racja…Tyle wystarczy na spłacenie mojego długu?-spytała
wyciągając z kieszeni świstek banknotów i odliczając 8 z nich.
-Czterysta? Wisisz mi o całą setkę mniej-odparł niepewnie
przyjmując kwotę.
-Znasz mnie przecież niedługo znów będę piła na krechę-
powiedziała dziewczyna a słabe światło oświeciło jej uśmiech ukryty w cieniu
kaptura.
-Rozumiem , że zlecenie się udało? Jeśli szukasz następnego to…-zaczął mężczyzna
cichym głosem , pochylając się w jej stronę, niestety przerwała mu w połowie:
-Dzięki, ale mam na razie dosyć kasy i kłopotów. Zwłaszcza
tego drugiego. Ostatnio za głośno zrobiło się o Skazie Krwi by swobodnie
wybierać się do góry na spacerki. –po tych słowach za jednym przyłożeniem
opróżniła szklankę.
-Co do tego muszę Ci przyznać racje. Powinnaś na jakiś czas
się uspokoić, żeby nie wpakować się w to przed czym uciekasz. Ale jest jeden
natrętny klient. Był tu dwa dni temu, wczoraj i dzisiaj. Przed chwilą wyszedł.
Koniecznie chce nawiązać zatrudnić
właśnie Skaze…Powiedział, że jutro wróci o zachodzie słońca. Pogadaj z nim .
Spław jeśli chcesz, ale postaraj się by tu nie wracał. Ludzie tacy jak on
przynoszą pecha instytucją takim jak moja-powiedział Henry patrząc prosto w
oczy ukryte pod kapturem. Był jedną z
niewielu osób która mogła sobie na to pozwolić. Innej Natasha od razu zagroziłaby
bronią. Nikt nie powinien widzieć jej twarzy.
-Dobra staruszku. Jutro. Teraz znikam.-dziewczyna wstała i
ruszyła w stronę wyjścia. Miała jeszcze kilka spraw do załatwienia, a jeśli
chciało się uniknąć kłopotów lepiej było wrócić do domów przed 23, o której
zaczynała się godzina policyjna. Wedle prawa jeśli złapano by kogoś po tej
godzinie, groziły mu 3 dni więzienia. W praktyce, jakoż iż więzienia były
przepełnione, karano chłostą. Kobiety na ogół wcześniej gwałcono a mężczyzn
bito. Nie ma to jak przyjemna służba policyjna, czyż nie? Zwłaszcza gotowa by
zabić , zranić i zabrać co chcą, nigdy by pomóc.