czwartek, 5 lipca 2018

InterTony 2018- rodzinna zabawa z ciężkim brzmieniem



Już w 2016 roku opisywałam pierwszą edycje tego festiwalu z punktu widzenia pełnej energii wolontariuszki. Tym razem będzie trochę inaczej. Do końca nie byłam pewna czy uda mi się dotrzeć, więc tym razem nie pisałam się na pomoc. Jednak dzięki przychylności losu udało mi się dotrzeć i to nawet niemal na czas! Bo czym są dwie godziny poślizgu… W ten sposób, moimi spostrzeżeniami na temat tegorocznej edycji mogę się podzielić z Wami, z punktu widzenia zwyczajnego, nieco padniętego gościa. Gotowi? No to lecim!

Dla mnie zabawa zaczęła się gdy tuż przed siedemnastą wraz z pewną dziewczyną z włosami w kolorze dobrej whisky stanęłyśmy przed wejściem na stadion Kolejarz w Chojnicach. Jaskrawe bransoletki które pojawiły się na naszych nadgarstkach były dowodem, że trafiłyśmy w dobre miejsce. Niestety na scenie trwała akurat przerwa między zespołami. Bynajmniej nie oznacza to, że nic się nie działo! Już na samym wejściu można było poczuć aromatyczne zapachy dobiegające z dwóch food trucków i grilla (frytki belgijskie tym razem wygrały). Wśród zbierających się tłumów spacerował sobie Iron Man i damska wersja Kapitana Ameryki. Widać sprawdzali kto jeszcze przeżył zagrywkę Thanosa. Tak jak i poprzednio tak i teraz można było skorzystać z wysięgnika i obejrzeć panoramę miasta z wysokości około 30/40 metrów. Gdy trzy dziewczyny z lękiem wysokości także postanowiły spróbować (przepraszam Milena…przepraszam Martyna xD) dostały nawet owacje od zagranicznych wolontariuszy. Jak zwykle można było zasięgnąć informacji o wydarzeniu a także działalności Centrum Młodzieżowego i Eurodesku w specjalnym punkcie informacyjnym. Z nowości była także Strefa Kultury która w artystyczny a zarazem klimatyczny sposób przyozdobiła tamtejszy pomnik. Można było kupić kilka ciekawych płyt na specjalnym kiermaszu. Osobiście, między koncertami powiększyłam swoją małą kolekcje o album „Meteora” Linkinów. Oczywiście można było także nabyć festiwalaową koszulkę lub płytę albo T-shirt licznych zespołów które tego dnia zagościły na scenie. Zaś jeśli chodzi o samą scenę to wystąpili tam: Decapitated, Octopussy, Weathered, Mass Insanity, No Shelter, The Black Thunder oraz Perpetual. The Black Thunder był pierwszym zespołem na który zdążyłam i chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Rozgrzali atmosferę i przygotowali do dalszej zabawy. Nawet gdy na ostatni kawałek padło nagłośnienie muzycy nie przerwali, nie stracili humoru i bawili się dalej. Dzięki temu widownia także bawiła się do końca. Kolejne zespoły bynajmniej mnie nie zawiodły. Można było szaleć do ostatniej minuty i nuty, a nawet trochę dłużej.
Pewnie czytacie to i zastanawiacie się czemu w tytule napisałam „rodzinna zabawa”, prawda? Cóż, każdy kto tam był rozumie. Dla reszty jest to krótkie wyjaśnienie. Różnica wieku między osobami na festiwalu była spora. Bawili się wszyscy. Od maluszków w wózkach po osoby starsze. Tak. Były tam dzieci. Całkiem sporo. Które bawiły się przednio i poprawiały humor także innym osobom. Biegały między ludźmi, walczyły na sztuczne miecze, a nawet skakały pod sceną. Bo takie maluchy nie mają uprzedzeń i dla nich nie ważne jest miejsce. Wystarczy, że ktoś chcę bawić się z nimi. A tu było pełno takich osób.
Podsumowując. Zabawa była przednia, nawet mimo pogody która nie potrafiła się zdecydować czy chce nas uraczyć słońcem czy też mocnym wiatrem. Należą się wielkie podziękowania i gorące oklaski dla wszystkich osób które podjęły się organizacji tego przedsięwzięcia i pomocy przy nim. Brawa dla Was. Jesteście wielcy!
No to co? Widzimy się za rok? 😉