piątek, 13 października 2017

Arr...Piraci atakują.

Moi drodzy czytelnicy, którzy wciąż jakimś cudem wciąż tu powracacie. Najpierw kilka informacji organizacyjnych, ale spokojnie, będzie krótko.  By zmotywować się do częstszego dodawania notek podjęłam się dwóch wyzwań. Pierwsze jest proste i zachęcił mnie do niego znajomy ze studiów.  Co dziesięć dni będę dzieliła się z Wami rozdziałem nowej historii pod tytułem „Cena pokoju”. Drugie zadanie będzie nieco inne i nie ma określonej częstotliwości. Wraz z współlokatorkami z akademika posiadamy pewien tajemniczy słoik. W nim na karteczkach zapisanych jest kilkadziesiąt haseł. Po wylosowaniu jednego z nich tworzymy własne interpretacje. Dziewczyny zobowiązały się do rysunków, ja zaś do krótkich opowiadań bądź innego rodzaju tekstów poruszających ową tematykę. Okazjonalnie ich dzieła będą pojawiały się także tu. Pierwsze losowanie za nami. Tak więc….PIRACI.


Piraci to stary, nigdy nie starzejący się, motyw na dobrą historię. Jest tysiące, jak i nie miliony interpretacji. Skupię się jednak na czterech. Każdej innej. Nie tylko fabularnie ale i gatunkowo. Film. Animacja. Książka. Gra.

Wybór filmu jest dość oczywisty. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku, naszą akademikową lodówkę- Snape- zdobił wizerunek z właśnie tej serii. „Piraci z Karaibów”. Chyba nie t
rzeba ich przedstawiać, prawda? Trójka głównych bohaterów jest znana raczej wszystkim. Cwany, wiecznie pijany KAPITAN Jack Sparrow. Mężny, uczciwy i odważny Will Turner. Oraz oczywiście piękna dama w opałach, która uczy się jak o siebie zadbać- Elizabeth Swann. Oraz Czarna Perła, która, choć nie jest człowiekiem, jest najważniejszym bohaterem tej sagi. Ich losy niespodziewanie łączą się i w pewien sposób, już na zawsze, splatając się ze sobą. Piękne ujęcia, fantastyczne krajobrazy, ciekawe przygody, zapadające w pamięć teksty, barwne postacie. Krótko mówiąc dobry film na pochmurne październikowe wieczory, by na chwilę pomarzyć o słońcu. Moim ulubieńcem była małpka- mały Jack.
Animacja. Miała premierę gdy miałam zaledwie siedem lat. Żadna nowość. Więc zapewne i Wy kiedyś już ją widzieliście. Nie trudno o to. Dość często leci w telewizji. Mowa o „Planecie Skarbów”. Klasyczna historia młodego półsieroty który w poszukiwaniu przygody i lepszego życia
wyrusza w podróż. Jednak zamiast pływać po morzach i oceanach…leci w kosmos. Przyznam się , że oglądałam to dość dawno, więc nie pamiętam wszystkich szczegółów, ale jedno mogę Wam zagwarantować. Animacja godna obejrzenia. W każdym wieku. Różowy glutek najlepszy.
Książka. Znów odbiegnę od klasyki. Coś co czytałam dość dawno temu. 13-letnia ja uwielbiała tą serię.  „Wampiraci” autorstwa Justina Sompera. Opowiada historie rodzeństwa- Grace i
Connora Tempest. Po śmierci ojca, który często opowiadał im o swoich przygodach na wielkiej wodzie,  wypływają na morze. Tam, rozdzieleni przez sztorm trafiają na dwa statki. Grace na statek wampiratów, a Connor na statek piracki. Nie wiedząc co robić, próbują przystosować się do nowych warunków i odnaleźć swoje rodzeństwo, niepewni, czy nie pochłonęło ich morze.  Sami „wampiraci” jak można się domyśleć to wampiry które trudnią się pirackim fachem. Wątpię bym jeszcze kiedyś powróciła do tej serii, ale mam do niej pewien sentyment.
Ostatni punkt programu. Gra komputerowa. Sama niezbyt często grywam, jestem raczej typem, który woli zająć miejsce obok gracza i zajadając chipsy udawać, że podpowiadam. Jednak w tą gierkę grałam. „Piraci Nowego Świata”. Premierę miała w 2003 roku.  Nie spodziewajcie się więc powalającej grafiki i szokującej fabuły. Jesteś piratem. Masz zdobywać statki i miasta. Ta dam. Mimo prostoty była naprawdę miłą odskocznią.


To zaś byłoby  chyba wszystko na dzisiaj. Taka rozgrzewka przed kolejnymi wpisami.  Niedługo będziecie mogli przeczytać rozdział pierwszy „Ceny pokoju”. Tymczasem… „Hej, ho! Na umrzyka skrzyni / I butelka rumu / Hej, ho! Resztę czas uczyni /I butelka rumu”