Ludzki świat cały czas się
zmienia. Codziennie. Tak było od zawsze i tak już będzie. Niektórzy tego nie zauważają. Czasami są tu za
krótko by to dostrzec. Ale taka jest prawda. Przez tysiące lat świat uległ
niepojętym zmianom. Kiedyś ludzie kryli się w jaskiniach. Potem budowali
pałace. Teraz żyją w wieżowcach sięgających nieba. Najpierw ich walki toczone
były na kamienie. Później na miecze. Łuki. Strzały. Kule. Bomby. Teraz nawet
one nie mają takiego znaczenia. Istnieje bowiem coś o wiele gorszego. Coś co
posiada całą potęgę tego świata, a nie zajmuje nawet odrobiny miejsca. Wiara. Ludzka wiara jest kluczem do
wszystkiego. Kiedyś wierzyli w swoje bóstwa. Wielcy wojownicy składali krew
swoich wrogów w ofiarach. Kobiety modlił się łaskę i dobrobyt. Każdy krzew miał
duszę. Każde wydarzenie miało swój cel, bo przecież bogowie tego chcieli. Teraz
jest inaczej. Teraz ludzie już nie wierzą w bogów. Choć na ziemi wciąż stoi
wiele świątyń, to nie Bóg dla których je wzniesiono ma prawdziwą siłę. Nie.
Teraz ludzka wiara pokłada się w czymś innym. Ludzie nie czczą bogów jak
kiedyś. Teraz liczą się pieniądze i władza. Kto je posiada ten ma wszystko.
Nawet ludzką wiarę. Czasami zaś ona jest cenniejsza niż można sobie wyobrazić.
-Wiara jest bezcenna.-stwierdził siwowłosy mężczyzna, opuszczając tłumną ulice
by wejść do parku. Wyglądał na biznesmena. Ubrany w czarny, dobrze skrojony
garnitur i okulary przeciwsłoneczne dobrej marki. Czuć było od niego władzę.
Wyglądało na to, że doskonale wie dokąd zmierza. Mijał
kolejne alejki, aż doszedł do wielkiego dębu. Tam, ukryta w cieniu, stała
ławka. Na niej zaś siedział rosły mężczyzna w średnim wieku, o zadbanej złotej
brodzie i takich samych włosach.
-Decyzja podjęta?-zapytał na widok siwowłosego.
- Zgadzamy się na te warunki.-stwierdził ten siadając obok
niego. - Wybrałeś już ?
-Tak. Ta. Będzie odpowiednia. – wyciągnął z kieszeni złożoną kartkę i podał
swojemu towarzyszowi. Ten rozłożył ją w milczeniu i przez chwilę wpatrywał się
w nią.
-Rozumiem. On już wie o wyborze?-spytał po chwili.
- Nie. Nikt nie powinien wiedzieć wcześniej. –blondyn był w
tej kwestii wyjątkowo stanowczy.
- Niech więc tak będzie. Umowa zostanie zawarta i nie będzie
już odwrotu. –siwowłosy podniósł się i wyciągnął dłoń ku drugiemu mężczyźnie.
-Za wiarę- powiedział ten również się podnosząc. Uścisnął
jego dłoń.
-Za wiarę.
Wiara jest potęgą. Potęga zaś ma swoją ceną. Czasami wręcz
niewyobrażalną.
I
Ciemność w świetle
„Mam wrażenie, że
ciemność jest naszym przyjacielem jak długo nas otacza. Ale z chwilą kiedy ją
oddalamy od siebie, oddzielamy się od niej (…) wówczas staje się nam wroga”
Wiedziała, że słońce świeci już w
zenicie, chociaż nawet pojedynczy promień nie przebijał się przez ciężkie
zasłony w oknach jej pokoju. Od kilku minut leżała wpatrując się w sufit. Nie
pamiętała co dokładnie jej się śniło, ale uczucie niepokoju jakie przepełniało
ją w śnie nie zniknęło po przebudzeniu. Coś wisiało w powietrzu…Ale czy nie tak
było od zawsze? Nie powinna się tym przejmować. Powinna już do tego przywyknąć.
-Wstawaj Sille. Nie ma sensu zmarnować całego dnia przez
głupi sen.-powiedziała do siebie, zrzucając
aksamitną pościel. Jej bose stopy dotknęły doskonale znanej fraktury drewnianych paneli. Powoli podeszła
do okna i jednym, zamaszystym ruchem rozsunęła zasłony.
Promienie dnia rozświetliły nie tylko jej luksusowy pokój w
którym najwięcej miejsca zajmowało łóżko z baldachimem. Biorąc pod uwagę
porozrzucane na podłodze książki i ubrania cudem wydawało się, że podchodząc do
okna nie potknęła się o nic. Dla odmiany na dębowym biurku panował całkowity
porządek. Przy srebrny laptopie leżał zamknięty notes, za pasek którego
wetknięty był długopisy, a w prawym rogu stała lampka. Słońce oświetliło także
dziewczynę , przeciągającą się przy oknie. Czarne włosy opadały jej w
delikatnych falach na ramiona pokryte ciemnymi wzorami. Była wysoka, a czerwona
koszula nocna w której spała idealnie podkreślała jej zgrabną sylwetkę. Odwróciła się na pięcie, kierując swe kroki w
stronę ogromnej szafy na drugim końcu pokoju. Zniknęła za jej drzwiami, by po
chwili wyjść ubrana w krótkie czarne szorty i luźną białą bluzkę z logiem
jakiegoś zespołu. Nawet nie spojrzała na swoje odbicie w wielkim lustrze które
mijała. Gdyby to zrobiła, zauważyłaby czarną mgłę która ciągnęła się za nią
niczym karykatura cienia. Ale tak nie zrobiła. Zamiast tego sięgnęła po komórkę
która leżała na podłodze przy łóżku i
zapatrzona w nią wyszła z pokoju.
Gdy tylko przekroczyła próg,
usłyszała wesołe szczekanie. Uśmiechnęła się mimowolnie. Zbliżał się do niej
sporych rozmiarów doberman, wyraźnie ciesząc się na jej widok.
-Witaj Cerbi.-pogłaskała zwierzaka po głowie, pozwalając mu
poocierać się o swoją nogę. –Reszta już na dole?- spytała a pies jak gdyby rozumiejąc jej słowa ruszył
biegiem w stronę schodów na końcu korytarza.
Dziewczyna ruszyła za nim, zbiegła po krętych schodach i
minęła szeroki, jasny hall którego ściany były ozdobione złotymi płytami ,
okładkami albumów i plakatami promocyjnymi zespołu o nazwie Erber. Swoją drogę
zakończyła wkraczając do przestronnej jadalni połączonej z kuchnią. Tam kręciły się już cztery osoby.
Niezwykła piękność o kasztanowych włosach i karmelowej karnacji nalewała sobie
soku pomarańczowego a nawet przy tak błahej czynności miała w sobie nadzwyczaj
wiele gracji. Zaparcie ignorowała czarnowłosego mężczyznę siedzącego przy
stole, który coś do niej mówił. Wyglądał na wczesną czterdziestkę, a jedno
spojrzenie na niego wystarczyło by stwierdzić, że jest powiązany z branżą
muzyczną. Liczne tatuaże, złote pierścienie połyskujące na palcach, rozbiegane
spojrzenie, szklaneczka brandy w ręce mimo stosunkowo wczesnej pory. Kolejnymi
dwoma osobami byli niemal identyczni młodzieńcy o włosach czarnych jak noc i
takich samych oczach. Ubrani w ciemne spodnie i czarne koszule wyglądali niczym
anioły śmierci. Oni zaś zdawali się całkowicie ignorować całe swoje otoczenie, skupiając
się jedynie na posiłku i gazetach przed nimi.
-Rodzinka w komplecie jak widzę.-powiedziała na powitanie.
- Sille, dlaczego nie założyłaś tej ślicznej czerwonej
sukienki?-zapytała na jej widok kobieta, patrząc na nią z przyjazną naganą.
- Bo nie widzę powodu stroić się na normalny dzień?
Myślałam, że już to przerabiałyśmy Persefono.- odparła ta nasypując sobie
płatków do miseczki.
-Wiem. Ale po prostu uważam, że wyglądałabyś w niej
olśniewająco- odparła ta posyłając jej idealny uśmiech, którym złamała niejedno
męskie serce.
- Dlatego zostawię to na moment gdy będę chciała kogoś
olśnić.-odpowiedziała czarnowłosa puszczając jej oczko.
-Więc będziesz miała ku temu okazje dziś wieczorem.-do
rozmowy wtrącił się dorosły mężczyzna. Widząc zdziwione miny pozostałej czwórki
dodał- Mój brat urządza dziś przyjęcie. Wszyscy jesteśmy zaproszeni. Ty także
córko.
- Ja także? Cóż to za okazja, że zaproszenie obejmuje nas
wszystkich?-spytała szczerze zdziwiona, zajmując swoje miejsce przy stole.
Mężczyzna przeniósł swoje spojrzenie na nią. W jego oczach
widać było powagę której zazwyczaj tam brakowało.
-Ojcze?-spytała nie doczekawszy się odpowiedzi.
-Przekonasz się wieczorem.- odpowiedział przywołując na
twarz uśmiech. –Skorzystaj z rady mojej wspaniałej żony i ubierz się tak by
nikt nie mógł oderwać od Ciebie spojrzenia.
-Nie podlizuj się tak bo i tak nie odpuszczę Ci tego, co
powiedziałeś na ostatnim wywiadzie- odparła kobieta rzucając mu ostre
spojrzenie.
-Uroczy pranek w domu…-westchnęła dziewczyna wywracając
oczami.-Do wieczora jestem wolna, prawda?
-Tak. Ciesz się dniem.-odparł bez zawahania mężczyzna.-Tylko
pamiętaj o krysztale jeśli chcesz wyjść.-dodał znacząco postukując w czerwony
klejnot w jednym z jego pierścieni.
-Jasne, jasne…-mruknęła już go nie słuchając. Właśnie
wysłała smsa do swojego najbliższego przyjaciela proponując mu spotkanie.
***
Odgłos pukania do drzwi zdawał
się być donośny niczym uderzenia kowadła tuż przy głowie. Jęknął przeciągle
naciągając poduszkę na głowę. Liczył na to, że ktokolwiek chcę się z nim
zobaczyć szybko się rozmyśli i da mu spokój. Jednak ten kto stał po drugiej
stronie drzwi wyraźnie nie miał zamiaru odpuścić. Pukanie stawało się coraz głośniejsze , a ból
głowy jaki wywoływało zaczynał być nie do zniesienia. Przeklął w myślach i nie
otwierając oczy, po omacku próbował znaleźć coś czym mógłby rzucić by uciszyć
nieproszonego gościa. Jednak w tym momencie odgłos ucichł, zastąpiony czymś
innym. Ktoś majstrował przy zamku. Powinien się tym przejąć. Powinien
zareagować. Ale to zdecydowanie był
jeden z tych poranków, że nawet gdyby się paliło, nie ruszyłby się z miejsca.
Tak więc dźwięk otwieranych drzwi nawet nie zachęcił go to otworzenia oczu. Tak
samo jak ciężkie kroki. Dopiero trzaśnięcie drzwiami wywołało jakąś reakcje z
jego strony. Jęk sprzeciwu.
-Wstawaj bracie. Południe już minęło- oznajmił donośny głos.
-Więc do nocy wciąż mam jeszcze wiele czasu-odpowiedział
mężczyzna nie ruszając się z swojego miejsca.
-I masz wiele do zrobienia.-wraz z tą informacją, nadszedł
dźwięk rozsuwanych zasłon. Co gorsza wraz z nim nadeszła fala światła która
zalała pomieszczenie.
-Cholera jasna. Zasłoń te okna!-warknął nawet nie próbując
ukryć swojego niezadowolenia.
-Nie ma szans. Musisz wstać. I zanim zaczniesz jęczeć,
zapewniam Cię, że widok Ciebie w takim stanie jest ostatnim czego bym sobie
życzył. Ale muszę przywrócić Cię do życia przed wieczorem.-oznajmił stanowczo,
stając nad niemal bezwładnym ciałem na kanapie. Zmarszczył przy tym nos. Choć
sam nie gardził kuflem dobrego piwa, czy czasem czymś mocniejszym, intensywny
zapach trunków unoszący się od jego brata brzydził nawet jego. Nie potrafił
dłużej zaprzeczać, że niegdyś najdostojniejszy z jego rodu, teraz coraz
bardziej się stacza. Nie miał jednak
ochoty dłużej biernie tego obserwować.
Gwałtownym ruchem zerwał koc z postaci na kanapie,
odsłaniając plątaninę blond włosów z rudymi przebłyskami która osłaniała bladą
twarz i przekrwione oczy. Zdecydowanie nieświeże ubranie, nosiło ślady czegoś
co mogło być albo winem, albo krwią. Znając swojego brata wiedział, że obie te
możliwości są równie prawdopodobne. Teraz jednak nie chciał wiedzieć.
-Zostaw mnie w spokoju- warknęła postać, podnosząc się
chwiejnie do pozycji siedzącej. Nie dodało mu to jednak autorytetu. Rzucił
wściekłe spojrzenie wysokiemu, umięśnionemu blondynowi przed nim.
-Przykro mi bracie. Masz wieczorem do spełnienia ważne
zadanie. Ja zaś muszę dopilnować byś do tego czasu się pozbierał.- mówiąc to
złapał go pod ramie i ignorując odgłosy sprzeciwu pociągnął w stronę łazienki.