Dziś jednak w końcu postanowiłam się za to zabrać. Dlaczego? Bo po raz pierwszy od dawna mam wolny weekend by coś przeczytać i obejrzeć w spokoju. Poza tym zmotywowałam się. Moja przyjaciółka , która także postanowiła założyć bloga mniej więcej w tym czasie co ja , wstawiła ostatnio swój pierwszy post. Dlaczego więc nie miałabym zrobić tego samego.
Na początku chcę się Wam poskarżyć. Na seriale. Człowiek , po pewnej przerwie postanawia zabrać się za nadrabianie zaległości. Wybiera seriale które najbardziej pasują mu do humoru i skończyły się w takim momencie, że nie można doczekać się ciągu dalszego. Albo po prostu dlatego , że chcę.
Każdy chciałby zobaczyć wtedy dużo akcji, trochę humoru , coś co poruszy serce. Ja wybrałam „Once Upon A Time” oraz „Doctora Who”. (Oba seriale postaram się w najbliższym czasie wam przybliżyć i ocenić). Jednak to co zobaczyłam zdecydowanie odbiegało od tego co chciałam zobaczyć. Bo ja rozumiem, że można zabić jakąś postać. Ale pytam się czy scenarzyści zmówili się by w tym samym tygodniu zabić dwie bardzo lubiane przeze mnie postacie w różnych serialach?
Uwaga Spoiler!
Rozumiem decyzję jaką podjęto w odcinku „Face the Raven” Doctora. Clara gościła na ekranie już dość długo. A jeśli Doctor czegoś uczy ,to właśnie tego by się nie przywiązywać , bo każdy zginie. Zarówno jak w prawdziwym życiu, tak i tutaj strata nie jest czymś niezwykłym. Jej śmierć bolała , ale nie była zaskakująca. Po prostu nadszedł jej czas.
Zaś jeśli chodzi o „ Once Upone A Time” scenarzyści zdecydowanie przesadzili. Na początku sezonu wprowadzili postać , która chyba zdobyła serca wszystkich. A jakże by inaczej? Idealne połączenie magii, humoru, dojrzałości, tajemniczości i… spójrzmy prawdzie w oczy- przystojności. Merlin. Bo to o Nim oczywiście mowa, nie był szarą postacią. Wniósł do tego sezonu wiele. Skąd więc decyzja , by po kilku odcinkach go zabić? Miażdży to serce. Dosłownie i w przenośni. Jego wątku nie uznaje za zakończony. Liczę na to, że serial jeszcze w jakiś sposób wykorzysta jego postać. Zwłaszcza biorąc pod uwagę , że nasz czarodziej widocznie przewidział swoją śmierć, więc jak mógł do niej tak zwyczajnie dopuścić?
Żale zakończone. A wraz z nimi będę kończyć tą notkę. Wieczorem wybieram się na „Kosogłosa” , zostało mi także tylko pół książki „Ja, potępiona”. Możecie się więc spodziewać kolejnych rozmyślań całkiem niedługo. Tymczasem…
Miłego Mikołajkowego wieczoru!