sobota, 16 grudnia 2017

Witaj żabciu

Po długiej przerwie powrót. Dziś kolejne hasło z słoikowego wyzwania. Przyznaje się szczerze, że jestem z nimi nieco w plecy, więc teraz może zacznę nadganianie i posty będą pojawiać się częściej.
Hasło na dzisiaj "Żaba"


Ktoś powiedział jej kiedyś , że nawet najgorsza potwora znajdzie swojego amatora.  Pokiwała głową, udając, że słucha, ale tak naprawdę miała gdzieś jego słowa. Po co miała się tym przejmować? Do potworzycy było jej daleko. Była najładniejszą dziewczyną na całym roku. To nie była zawyżona samoocena.  Taka była prawda i ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Widziała jak mężczyźni reagują gdy puszcza im oczko, albo rzuca przeciągłe spojrzenie spod długi rzęs, pozwalając im utonąć w ich bezkresnej zieleni.  Bawiło ją to jak nie byli w stanie oderwać wzroku gdy kręciła biodrami. Dziewczyny zazdrościły jej długich, ognistorudych włosów i delikatnych piegów.  Była królową. Wszystko miała na wyciągnięcie ręki.
Tak było kiedyś. Do momentu gdy tamtego feralnego dnia postanowiła wracać sama. Powinna wiedzieć, że coś było nie tak. Już na imprezie przesadziła. Nie powinna była naśmiewać się z tamtej dziewczyny. To nie jej wina, że zamiast urody los podarował jej coś innego. Gdyby tylko wiedziała co takiego…
Zdziwiła się gdy zobaczyła ją na końcu alejki. Wyszła z zabawy kilka godzin przed nią, dlaczego miałaby jeszcze kręcić się po okolicy? Na początku nie zwróciła uwagi na jej cichy, melodyczny szept. Pomyślała jedynie , że tamta przesadziła nieco z drinkami. Zastanawiała się przez chwilę czy nie zadzwonić po taksówkę dla niej. Może i nie była urodziwa, ale niektórym nie na tym zależało. Nie chciała mieć na sumieniu tego co mogłoby się jej stać. Ale wtedy ta brzydula ruszyła w jej stronę nadzwyczaj pewnym krokiem. Rzuciła w jej stronę jakimś proszkiem. Jedyne co zdążyła zrobić to zasłonić się ramieniem. Zobaczyła jak otula ją połyskująca zielenią mgła.
- Zobaczymy czy wciąż będziesz taka dumna…żabciu- złośliwy uśmiech pojawił się na twarzy brzyduli. Co dziwne, przez chwilę nie wyglądała tak źle. Prawdę mówiąc wydawała się …naprawdę piękna. Jednak zdawała się być dziwnie wysoka. Wszystko zaczynało stawać się dziwnie duże…
To było dwa miesiące temu. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Nie było już imprez. Nie było chłopaków odwracających się za nią na korytarzach. Nie było uczelni. Zazdrosnych przyjaciółek. Niczego do czego przywykła.  Była tylko ona, regularnie przynosząca jej jedzenie. Była woda i kamień.  I odbicie w szklanych ścianach jej nowego domu. Odbicie które codziennie przypominało jej o tym kim teraz jest. Zielona skóra. Długie nogi. Duże oczy. Błony między palcami.
-Witaj żabciu.

piątek, 17 listopada 2017

Cena pokoju- IV Spotkanie



IV
Spotkanie


„Tak wiele rzeczy musi się wydarzyć, aby doszło do spotkania dwojga ludzi.”


Gdy tylko poczuła chłodny powiew świeżego powietrza stwierdziła, że jest jej zdecydowanie lepiej.  Bez ciężaru cudzych spojrzeń mogła się rozluźnić. Szybkim korkiem, właściwie niemal biegiem, przemierzyła marmurowe schody prowadzące do ogrodu. Wiedziała doskonale, że za krzewami ukryta jest fontanna. Zaś kawałek za nią, w cieniu drzew mały zagajnik, w którym chowała się jako dziecko. Dziś postanowiła skorzystać z tej samej kryjówki.
                Znała te ścieżki doskonale. Właśnie dlatego nawet się nie rozglądała. Mogłaby trafić do swojego celu nawet z zamkniętymi oczami. Poza tym sądziła , że wszyscy są w środku, a ogród, jak zwykle podczas takich wydarzeń, jest całkowicie pusty. Przynajmniej do czasu gdy komuś nie zbierze się na amory. Na to zaś było jeszcze zdecydowanie za szybko. Dlatego właśnie gdy kątem oka zauważyła ruch, aż podskoczyła i z trudem powstrzymała krzyk.
-Nie chciałem Cię przestraszyć. Aż tak.-usłyszała melodyjny głos w którym pobrzmiewała nutka rozbawienia. Odwróciła się w stronę z której dobiegał, jednak nikogo tam nie zobaczyła. Zmrużyła oczy.  Znała ten rodzaj sztuczek.
-Gdybyś nie chciał mnie przestraszyć pokazałbyś się, zamiast ukrywać się pod płaszczem niewidzialności- -zauważyła krzyżując ręce na piersi.
-Pod płaszczem niewidzialności? Nie. To nie to. Spróbuj zgadnąć raz jeszcze- tym razem głos dobiegał z drugiej strony, nieco bliżej.
-Nie przyszłam tu bawić się z jakimiś triksterami- stwierdziła, a odpowiedział jej śmiech.-Liczyłam na chwilę ciszy i spokoju. Ale skoro nie mam na to szans, równie dobrze mogę wrócić do środka.
-Nie sądzę byś bawiła się tam dobrze.  Dlatego przyszłaś tutaj. Ale odrobina kompanii  może Ci się przydać.  Albo przynajmniej łyczek na odwagę?-zasugerował głos, a tuż przed nią zmaterializowała się postać trzymająca w wyciągniętej ręce butelkę szkockiej.
-Wiesz, co? Akurat tym nie wzgardzę.-stwierdziła, bez większego zastanowienia przyjmując ofertę. Sięgając po butelkę, przyjrzała się swojemu niespodziewanemu towarzyszowi.  Wysoki z jasną karnacją, rudymi włosami i nieco zamglonym spojrzeniem zielonych oczu. Nie rozpoznawała go. Nie był więc z ich stron.  Musiał więc należeć do tego samego rodu co reszta tajemniczych gości. Jej wzrok odruchowo powędrował w stronę jego prawej dłoni, gdzie spodziewała się dostrzec sygnet z klejnotem, którego kolor zdradziłby jej nieco więcej o swoim rozmówcy. Zmarszczyła brwi, nie odnajdując go tam.
-Zielony. –powiedział gdy już oddała mu butelkę, krzywiąc się lekko od smaku alkoholu. –Klejnot który chciałaś zobaczyć na mojej ręce. Jest zielony.  Zazwyczaj nie noszę go na widoku.
-Zieleń? Raczej rzadko spotykana forma- stwierdziła, odruchowo dotykając czerwonego kryształu zdobiącego jej dekolt.
-Widać jestem wyjątkowy.-zaśmiał się puszczając jej oczko.- Czerwień jest popularniejsza. Ale te wszystkie odcienie…Przyznam szczerze , że sam nie zagłębiałem się w szczegóły ile osób z waszego…Jak Wy to mówicie? Rodu?  U Was ma to więcej sensu niż u Nas. W każdym razie, nie wiem ile u Was nosi czerwień. Pewnie całkiem sporo, prawda?
-Samą czerwień rzeczywiście wielu. Ale ten odcień tylko piątka.
-Tylko piątka? Hmm…Mało bękartów się dorobiłaś widocznie. A może mężulek jest wierny?- szczerze zdziwił się mężczyzna.
-Okeeey. To widocznie znak dla mnie, że pora wracać do środka, a dla Ciebie by więcej nie pić- stwierdziła zniesmaczona, odwracając się na pięcie- Poza tym, jeśli chcesz wiedzieć to nie mam ani dzieci ani męża.-dodała jeszcze przez ramię.
***
                Po powrocie na sale wciąż czuła na sobie ciekawskie spojrzenia, ale postanowiła je ignorować. Zamiast tego weszła na parkiet i tańczyła. Najpierw z Lucasem, później z swoimi braćmi, następnie udało się jej wyciągnąć kilku kuzynów. W końcu jednak, nieco zmęczona ciągłymi piruetami w obcasach, zajęła miejsce na jednym z fotelów ustawionych pod ścianami.  Obok oczywiście stał mały stoliczek, na którym za sprawą Lucasa pojawiła się od razu lampka wina.
-Masz już dość?-spytał nawet nie próbując ukryć cienia nadziei w swoim głosie.
-Dajmy im jeszcze pół godziny. Potem możemy wymyśleć wymówkę by się zmyć.-odparła. To była niemal ich tradycja. Gdy nudzili się na wspólnych imprezach i wiedzieli, że nie są dłużej potrzebni, zawsze znajdowali jakiś sposób by się wymknąć. Czasami któreś z nich naglę źle się czuło. Innym razem dostawali telefon z ważną, nie ciepiącą zwłoki informacją. A od czasu do czas, po prostu gubili się w tłumie, by niespodziewanie odnaleźć się na sam koniec spotkania.
-Mogę zemdleć- zaproponował Lucas- Wciśniesz im, że za dużo wypiłem i musisz mnie odwieźć do domu. Kochany wujcio raczej nie zaproponuje mi noclegu.
-Po tym jak zarzygałeś mu kanapę to dziwię się, że w ogóle mogłeś tu wejść.
Naglę muzyka ucichła. Wszyscy, odruchowo, spojrzeli w stronę podestu dla muzyków. Teraz oprócz zespołu stał tam także gospodarz, oraz złotowłosy mężczyzna, mniej więcej w tym samym wieku.
-Witam wszystkich ponownie. Chyba nie muszę się przedstawiać, sądzę, że wiecie u kogo gościcie. Zapewne zastanawiacie się z jakiej to okazji zebraliśmy się tu wszyscy. Miło mi oznajmić, że po długich latach negocjacji z obecnym tu Odynem...-wskazał na swojego towarzysza który uśmiechnął się i skinął lekko, w geście powitania- W końcu mamy pokój!
Na całej sali, jak na znak, rozległy się owacje i radosne okrzyki. Sille i Lucas także zaczęli klaskać, aczkolwiek nieco zdezorientowani. Do tej pory nie wiedzieli nawet, że takie rozmowy pokojowe miały miejsce. Gdy owacje nieco ucichły głos zabrał drugi z mężczyzn:
-Wierzę, że ten sojusz będzie korzystny dla nas wszystkich. Razem będziemy w stanie odzyskać potęgę która niegdyś spoczywała w naszych rękach…. Nie jestem dobry w długich mowach. Mamy sojusz. To najważniejsze. Nie byłoby to możliwe gdyby nie pomoc i poświęcenie wielu z nas. Dwie osoby wyróżniają się tu najbardziej…Loki, proszę podejdź tu-mówiąc to wskazał na rudzielca który właśnie, chyłkiem próbował przemknąć się w stronę baru. Był zbyt daleko, by Sille usłyszała jego głos, ale sądząc po jego minie, zdecydowanie był zdezorientowany obrotem sytuacji. Posłusznie ruszył jednak w stronę podium.
-Sille, moja droga siostrzenico, mogłabyś?-dodał Zeus patrząc prosto na nią. Nie zdążyła odpowiedzieć w jakikolwiek sposób. Poczuła jak na jej ustach pojawia się przymilny uśmiech, a jej ciało posłusznie ruszyło do przodu. Dopiero teraz zwróciła uwagę na ognistowłosą kobietę, która stała w cieniu podestu. Wykonywała ona subtelne, niemal niezauważalne ruchy rękoma. Jęknęła w myślach, z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Mogła się domyślić.
Czuła się jak obserwator we własnym ciele. Nie mogła nic zrobić. Widziała jak zbliża się do podium i podaje rękę swojemu wujowi. Stanęła po jego prawej stronie, podczas gdy Loki z Odynem zajęli miejsce obok niej.
-Dzięki tej dwójce pokój zyska na sile, a więzy łączące nas wszystkich staną się nierozerwalne.- mówiąc to Zeus złączył ich dłonie.

-Wasze małżeństwo przypieczętuje nasze losy.-dodał Odyn.

sobota, 11 listopada 2017

Kanapa

Słoik nie ma litości. Po piratach i batmanie podało na…Kanapę.  Tekst jednak jakimś cudem powstał. Czy jest dobry? To oceńcie sami.


To nie jest moja historia. Nikt, nigdy nie chce słyszeć historii takich jak ja. Ale mi to nie przeszkadza. Mój los nie jest ciekawy. Sam niewiele robię. Jednak jestem świadkiem wielu rzeczy. Tym razem jednak powiem Wam coś o sobie. Żebyście lepiej zrozumieli ICH historię.
Pochodzę z krainy zwanej „Ikea”. Nie pamiętam jak się tam znalazłem. Pamiętam jedynie ciemność i ciszę , przerywaną mechanicznymi odgłosami. Podobno byłem w części nazywanej „Magazynem”. Aż zjawiły się One. Wybrały mnie. Następne co pamiętam to niezbyt wygodna podróż. Potem ktoś mnie niósł narzekając na to ile ważę. Twierdził, że jestem ciężki. Nie zgadzam się. Jestem jedynie słusznej postury. W końcu, by być wygodnym, muszę być nieco puszysty, prawda? Gdyby ktoś chciał siedzieć na samych deskach to kupiłby krzesło. One natomiast kupiły właśnie MNIE. Pamiętam gdy pierwszy raz je zobaczyłem. Trzy uśmiechnięte dziewczyny, zerwały folie która mnie krępowała. Od razu rzuciły się w moje objęcia, radując się z tego jaki wygodny byłem. Już pierwszego dnia dowiedziałem się, że niedawno skończyły coś, co nazywa się „studiami” i teraz dekorują pierwsze własne mieszkanie. Byłem jedną z pierwszych rzeczy które kupiły. Spędziłem z nimi długie lata. Byłem tam gdy oglądały horrory, ukrywając się za moimi poduszkami. Gdy piły wino odpoczywając po ciężkim dniu. Gdy chorowały, starałem się ogrzać je swoim ciepłem. Byłem gdy urządzały nocne seanse filmowe. Na imprezach też byłem. Byłem gdy przychodziły przyjaciółki. Gdy pozwalały by ich ukochani obejmowali je czule i wtedy gdy płakały gdy odchodzili. Widziałem uśmiechy, łzy. Słyszałem śmiech, fałszywe śpiewanie, krzyki złości. Pozwalałem by na mnie spały, skakały, tańczyły i robiły inne rzeczy. Znosiłem kocie pazury, plamy po kawie i okruszki ciastek. Cieszyłem się z tego, że jestem częścią ich życia. I jestem tu dzisiaj.
Jedna wyprowadziła się już do innego miasta. Druga właśnie pakowała swoje rzeczy by zamieszkać z  narzeczonym. Patrzyłem na nią tęsknię gdy zamykały się drzwi.
-Zostałam tylko ja- powiedziała ostatnia, owijając się kocem,  po raz kolejny padając w moje ramiona.

Chciałem jej powiedzieć, że to nieprawda. Przecież wciąż miała mnie.  Ale przecież nie mogła mnie usłyszeć. Człowiek nigdy nie zrozumie słów kanapy. 

wtorek, 7 listopada 2017

Cena pokoju- III Bal

III
Bal
„The other night
I had a dream
There was a world full of kings and queens
But it was cold
Dark as the night
We were the fire on the monolith skies

We were divided
We were the same
And we were free
But we all wore chains
We could've see it
What we created
The place between truth and overrated”
               
                Czarna limuzyna sunęła powoli, po żwirowym podjeździe, w stronę białej willi na wzgórzu.  Dojazd zapewne byłby zdecydowanie szybszy gdyby nie fakt, że na podjeździe zatrzymywały się już inne samochody. Zaś dwójka młodzieńców zatrudnionych do ich parkowania z ledwością nadążała z swoim zadaniem.
-Twój brat jak zwykle nie przemyślał wszystkiego. Przy takiej ilości gości potrzeba przynajmniej czterech parkingowych- stwierdziła Persefona, z wyraźnym znudzeniem patrząc za szybę.
-Miał ważniejsze sprawy na głowie- odparł spokojnie mężczyzna, poprawiając czerwony krawat. Oprócz czerwonego pierścienia był to jedyny kolorowy akcent w jego czarnym stroju.
- Oczywiście. Ale czy nie od tego ma wszystkich tych pracowników by pomyśleli o tym zamiast niego?-zauważyła- Chyba w końcu za coś im płaci.
-Odpuść kochanie.-poprosił czarnowłosy, przenosząc swoją uwagę na dwójkę młodzieńców między którymi siedziała Sille. Jak zwykle ubrani całkowicie w czerń, jedynie na prawych dłoniach połyskiwały czerwienią klejnoty w ich sygnetach- Zgaduje, że Wasza dwójka  jak zwykle będzie milczeć i nie obdarzy wuja ani słowem?
Odpowiedziały mu tylko dwa uśmiechy które pojawiły się na twarzach młodzieńców nadzwyczaj synchronicznie. Uśmiechy, które kryły w sobie jakąś groźbę…
-Moi bracia sugerują, że mógłbyś nie zadawać pytań na które znasz odpowiedzi.-powiedziała dziewczyna uśmiechając się łagodnie. Kontras między jej uśmiechem, a tym prezentowanym przez bliźniaków był tak wielki, że wydawało się to jeszcze bardziej niepokojące. 
Chłopacy równocześnie skinęli głowami, patrząc ojcu prosto w oczy.
-Tylko postarajcie się nikogo o zawał nie przyprawić, dobrze? Będzie tu dziś kilka osób nieprzyzwyczajonych do…Was. Tym razem nawet ja nie chcę scen.  Cała Wasza trójka ma się dziś zachowywać przyzwoicie.- „przywozicie” w jego ustach znaczyło tylko jedno. Jeśli zrobią coś źle w domu czeka na nich piekło. Dosłownie. To tylko potwierdziło przekonanie Sille, że dziś ma wydarzyć się coś nadzwyczaj niezwykłego i ważnego. Zazwyczaj, bowiem, ojciec, nie zwracał uwagi na ich ekscesy. Co najwyżej sam się z nich śmiał. Spojrzała na braci w poszukiwaniu jakiegoś tropu. Niepotrzebnie. Oni też nic nie wiedzieli.
Samochód zatrzymał się, jednak gdy rodzeństwo zaczęło podnosić się by wyjść, mężczyzna zatrzymał ich gestem:
-Jeszcze jedno. Proszę Was byście pamiętali o jednym. Choć jestem Waszym ojcem to nie zawsze moje zdanie ma znaczenie. Czasem liczy się to co najważniejsze dla naszego rodu. Musimy robić wszystko by przetrwał-powiedział poważnym głosem, patrząc, całej trójce po kolei w oczy. Potem przeniósł wzrok na swoją żonę a jego twarz wyraźnie się rozpogodziła. –A teraz idźcie. Bawcie się dobrze i pokażcie wszystkim , że jesteście prawdziwie z mojej krwi. Rozkręćcie tą imprezę- nakazał posyłając im szeroki uśmiech. Odpowiedzieli mu tym samym.
  Do budynku wkroczyli jak zwykle. Małżeństwo na przedzie, oczywiście pod ramie, a kilka kroków za nimi rodzeństwo. Sille pomiędzy swoimi przyrodnimi braćmi, którzy prowadzili ją pod ramie. Teraz wyglądali, jakby  różnica wieku między nimi była mała, chłopacy wyglądali na jakieś dwadzieścia osiem lat, czyli zaledwie pięć lat więcej niż ich siostra. Prawda jednak, jak zwykle była o wiele  bardziej skomplikowana.
-Witaj wuju. Miło nam znów Ciebie widzieć- powiedziała Sille, kłaniając się lekko w stronę  siwowłosego, dostojnego mężczyzny witającego swoich gości.
-Sille, Archi, Télos. Cieszę się móc znów Was widzieć. Niemal się nie zmieniliście. Ty, księżniczko, jak zwykle olśniewasz swą urodą, zaś Twoi bracia wyglądają jakby mieli niedługo zająć miejsce Waszego ojca. -mężczyzna uśmiechnął się , uścisnąwszy im dłonie.
- Na szczęście nie spieszy im się do tego. –zapewnił mężczyzna, zajmując miejsce obok swych potomków. –Bracie.
-Hadesie. Liczę, że znajdziesz chwilę na rozmowę, gdy powitam już wszystkich gości.- dziwnym trafem nie zabrzmiało to ani trochę na pytanie. Jego spojrzenie sugerowało wręcz, że nie ma cienia szansy na zaakceptowanie odmowy. – Do tego czasu, wszyscy, bawcie się dobrze. Zapewniam Was, że dzisiejszy wieczór będzie doskonałą okazją do zawarcia kilku nowych znajomości.  Tymczasem, przepraszam Was, ale muszę wracać do swoich zajęć.
Sille skinęła wujowi na pożegnanie i pociągnęła braci w głąb sali, gdzie dostrzegła już znajomą, blond czuprynę swojego przyjaciela.
***
                Wieczór powoli się rozkręcał. Rytmiczna, ale klasyczna muzyka rozbrzmiewała w tle, podczas gdy schodzili się coraz to liczniejsi goście. Sille musiała przyznać racje wujowi. Wielu z tych osób nie znała. Jednakże zauważyła jedno. Wszyscy, dziwni, nowoprzybyli obserwowali ją uważnie. Niektórzy starali się być dyskretni i odwracali wzrok, gdy patrzyła w ich stronę. Innych zaś nie raziło nawet gdy Ona zaczynała przypatrywać się im. Jednak gdy próbowała podejść i rozpocząć z nimi rozmowę, od razu znajdowali sobie inne zajęcie. Jak gdyby obawiali się jej towarzystwa.
Po pewnym czasie stało się to nieco męczące. Dlatego Sille, mimo niemym protestom jej braci i głośnym prośbą  Lucasa, postanowiła odpocząć trochę od tego całego towarzystwa. Potrzebowała tylko albo wymówki, albo szansy by zniknąć niepostrzeżenie. Na szczęście, druga opcja szybko stała się możliwa. Zjawili się bowiem  kolejni goście, jednak tym razem  musiał to być ktoś ważniejszy, bowiem uwaga wszystkich skupiła się na drzwiach wejściowych. Ciemnowłosa bez cienia wątpliwości, skorzystała z okazji i ukradkiem czmychnęła przez drzwi balkonowe, po drodze zabierając lampkę szampana. Trzecią tego wieczoru.
***
                Stali tam wszyscy razem, jak gdyby nigdy nic. Rozmawiali. Śmieli się. Tańczyli. Jaki to niby miało mieć sens?  Przecież doskonale wiedzieli, że to wszystko pozory. Maski które przybrali ze względu na jakiś, kolejny, głupi plan. Przecież do tej pory nie mieszaliby się. A gdyby tak, to jedynie w walce. Może ma to coś wspólnego , z tym ludzkim powiedzonkiem? „Wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem.” Czy jakoś tak.  Koniec końców mieli teraz wspólnego wroga. Najgorszego z możliwych. Takiego którego nie da się pokonać . Chociażby próbowało się całe wieki nie da się przed nim uciec. Zapomnienie. To było najgorsze co mogło ich spotkać. Widocznie zaczęło to martwić głowy najwyższych skoro zebrano ich tu wszystkich razem. Nie rozumiał jednak dlaczego i On musiał przybyć. Wiedzieli przecież, że nie będzie z niego żadnego pożytku. Już od dawna odcinał się od swojej rodziny jak tylko było to możliwe. Chyba jednak kiepsko pojmowali aluzje, skoro zmusili go do przyjścia.
Na szczęście już na samym początku „balu” udało mu się wymknąć przez ogromny taras do ogrodu. Tutaj nikt go nie niepokoił. Mógł spokojnie siedzieć , na ławeczce, ukrytej w cieniu, za fontanną i popijać szkocką prosto z butelki.

                Gdy tak rozmyślał o plusach posiadania zdolności pozwalających na niepostrzeżone wymknięcie się z tłumu, zobaczył, że ktoś pojawił się na tarasie. Nie widział jej zbyt dobrze- może to przez odległość, może przez wieczorową porę , a może przez alkohol jego organizmie. Widział jednak czerwoną suknię i czarne włosy.  I nerwowe oglądanie się za plecy, by, jak podejrzewał, upewnić się, że nikt nie zauważył jej zniknięcia. Ktoś jednak zauważył. On. Uśmiechnął się mimowolnie. Może pora na odrobinę zabawy? Tym bardziej, że zbiegłszy schodów, ruszyła prosto w jego stronę.

poniedziałek, 30 października 2017

Na Na Na Batman!


    Kolejne hasło z słoikowego wyzwania. „Na na na Batman”. Sama raczej kiepsko znam świat nietoperzego bohatera, więc nie chciałam zanudzać Was całkowicie ogólnikowymi bzdetami. Zamiast tego poprosiłam dwójkę znajomych o pomoc. Stąd inny niż zazwyczaj styl notki. To miał być wywiad ale rozmowa właściwie sama się poprowadziła, bez mojej pomocy. Dziś więc za post specjalne podziękowania dla Anny Cecylii i Szymona. Dwójki wiernych fanów nietoperzego bohatera. Poniżej zapis ich zażartej dyskusji z moimi krótkimi wtrąceniami. Dowiecie się, kto jest jednym prawdziwym głosem Batmana. Co łączy naszego bohatera i Alicję w Krainie Czarów. Kto jest najlepszym antagonistą i jaka postać kobieca nadaje charakteru uniwersum. Oraz, czy w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Miłego czytania.

Dany: Gotowi ? To możemy zaczynać J Moja wiedza na temat uniwersum Batmana jest dość ograniczona, dlatego poprosiłam Was o pomoc. Oboje jesteście fanami nietoperzego bohatera. Pamiętacie może kiedy i w jaki sposób po aż pierwszy zetknęliście się z tym uniwersum ?

Anna Cecylia: Na początku były kreskówki na Cartoon Network. Kiedy byłam w podstawówce puszczali tam Justice League i Batman Beyond. Ale to jeszcze nie była miłość, w tamtym czasie oglądałam ciągiem prawie wszystko, co leciało na CN.  Potem naszło mnie na obejrzenie wszystkich filmów aktorskich o Batmanie. Ale to też było tylko chwilowe zainteresowanie tematem. Chyba związane było z moją ówczesną fascynacją kinem Burtona. Kiedy poszłam do liceum na ekrany kin zawitał Mroczny Rycerz. Film ten obejrzałam jakiś rok później i pamiętam, że byłam pod dużym jego wrażeniem. Ale to nadal nie było to. Próbuję sobie przypomnieć dlaczego nagle na studiach zaczęłam oglądać Batman: The Animated Series. Chyba wyszłam od obejrzenia ostatniego sezonu Teen Titans, kreskówki, którą uwielbiałam i z której otwartym zakończeniem długo nie mogłam się pogodzić. I wydaje mi się, że poprzez postać Robina przeszłam do Batman TAS. I to już była miłość. Do dzisiaj to jest dla mnie jedyny prawdziwy Batman i wiem, że nie jestem w tym twierdzeniu odosobniona. Potem obejrzałam jeszcze Superman: The Aniamted Series, jeszcze raz JL i BB (tym razem z oryginalnym dubbingiem) oraz wszystkie dostępne wtedy w intrenecie filmy animowane. Przeczytałam też kilka najważniejszych komiksów oraz te, w których pojawiają się motywy z Alicji w Krainie Czarów (a jest ich całkiem sporo). Dzisiaj moja fascynacja może trochę osłabła, nie nazwałabym się też znawczynią tematu. Ale to nie zmienia faktu, że Batman nadal zajmuje drugie miejsce w moim fanowskim serduszku i na zawsze tam już pozostanie <3

Szymon: Pamiętam, jak jako dzieciak oglądałem na Polsacie kreskówki Batman TAS i Batman Beyond. Miałem może ze cztery lata, ale intro z muzyką Danny'ego Elfmana nadal definiuje dla mnie tę postać. W pierwszej klasie podstawówki przeczytałem pierwszy komiks - TM-Semica z lat 90. o walce Batmana z nastoletnim kadetem, który wykorzystując nauki Sun Tzu i Cezara przejął władzę nad gangami Gotham. Były też gry na Pegazusa i edukacyjny point and click na Peceta. Dopiero w liceum przeczytałem takie cuda jak Batman: Year One, czy Black and White i obejrzałem filmy aktorskie  oraz animacje, które wypada znać.

A.C.: Czyli dla ciebie Batman jest bardziej częścią dzieciństwa niż dla mnie. Mi on się tam gdzieś pojawiał, ale tak naprawdę zainteresowałam się nim dopiero na studiach.

S: Tak, choć jest obecny w takiej, czy innej formie na każdym etapie mojego życia. Ciężko to zdefiniować. Na przykład w gimnazjum czytałem ciekawostki z portalu Bat Cave i oglądałem The Brave and the Bold, a już w liceum grałem w Arkham Asylum i rozpływałem się nad Michaelem Keatonem w roli Gacka. Batman się nigdzie nie wyniósł, tylko jego obraz ewoluuje. Chyba dlatego, że bardzo mi zaimponował na początku i się do niego przywiązałem. To coś między fascynacją postacią i jej interpretacjami, a zwyczajną sympatią. Nie wiem czy tak byś to ujęła, ale to więź.

A.C.: W pełni rozumiem. Zresztą Batman postacią o tak wielu twarzach, że spokojnie można z nią dorastać i w zasadzie nigdy nie "wyrosnąć". To kolejna cecha, która łączy go z moją ukochaną Alicją w Krainie Czarów. Obie postacie na początku pojawiają się w utworach dla dzieci, ale szybko trafiają do wyobraźni dorosłych, gdzie ulegają zupełnej reinterpretacji. I w ten sposób na każdym niemalże etapie życia człowiek może znaleźć takiego Batmana, który będzie mu odpowiadał. A swoją drogą, skoro tak ci się podobał Keaton jako Batman, to oglądałeś Birdmana? Jakie były twoje wrażenia?

S: Niestety nie, ale pewnie nadrobię. Keaton świetnie zagrał Vulture'a w nowym Spider-Manie. Batman i Alicja w krainie czarów są po prostu ponadczasowi. Aż żal, że Mad Hatter nie pojawił się w żadnym filmie.

A.C.: Mad Hatter jest chyba za mało charyzmatyczny dla kina. Poza tym ludzie powszechnie uważaliby go za "mało pomysłowy crossover" a nie oryginalną postać, która funkcjonuje w uniwersum Batmana od lat 40. Wspomniałam o Birdmanie, ponieważ w tym filmie twórcy zgrabnie pogrywają faktem, że gra go Keaton, który przedtem grał Batmana. Sam film zresztą polecam.

S.: Sprawdzę koniecznie.

D:Widzę, że dyskusja prowadzi się sama, bez mojej pomocy. Zacnie. Teraz krótka piłka: film, animacja czy komiks ? Co zajmuje bliższe waszymi sercu miejsce ?

A.C.: Jak już pisałam, DC Animated Universe.

S: Chyba komiks. Bo może pokazać to, na co kreskówka nie ma czasu, albo na co film nie może, albo nie chce sobie pozwolić. Na przykład nie powstał film o detektywistycznym aspekcie Batmana. Jest osobny komiks tylko o kryminalnych opowiadaniach i było to w kilku odcinkach kreskówek, ale filmowy kryminał o Batmanie ma dopiero powstać. Ale kreskówka nie może być zbyt brutalna. Nie zaadaptuje poważnej historii, w której Robin wymierza sprawiedliwość chłopakowi maltretującemu psychicznie i fizycznie młodą dziewczynę, która przerażona popełnia samobójstwo

A.C.: Masz racje. Gdyby  pytanie było o najlepszy utwór o Batmanie, to bez zastanowienia powiedziałabym Arkham Asylum. Serious House on Serious Earth, a potem zastanawiałabym się nad innymi komiksami. Poza wymienionymi przez ciebie cechami, komiksy są często dużo ciekawsze 
graficznie. Ale jeżeli pytana jestem o serce, to Batman ma głos Kevina Conroya.

S: Film nie daje takich możliwości. Ekranizacja aktorska Azylu byłaby chyba niemożliwa.

D: Co zaś tak bardzo podoba się Wam w nietoperzym bohaterze? Czy chodzi właśnie o tę różnorodność dzięki której można odnaleźć "właściwego" Batmana do każdego etapu życia?

S: Bohater jest bardzo charyzmatyczny i jest taki jakim chcielibyśmy być (bogaty celebryta w dzień, superbohater nocą). Ale dużo robi to, jaki jest ludzki w porównaniu z innymi bohaterami. No i otoczenie. Sprzymierzeńcy i przeciwnicy są niezwykle różnorodni i złożeni, jak sam Batman. Każdy ma swoją historię, jest na swój sposób pokrzywdzony. Jeśli chodzi o ludzki aspekt Batmana, to istnieje komiks, w którym bohater po porażce w trakcie ratowania dziecka uzależnia się od substancji zwiększającej jego siłę fizyczną.

A.C.: Ludzkość, nadludzkość i nieludzkość Batmana to temat na głębszą dyskusję. Wiele w tym względzie zależy od konkretnego utworu i tego w jaki sposób jest w nim pokazany. Ale zgodzę się, że jedną z najciekawszych rzeczy w Batmanie jest ten "ludzki aspekt" nie tyle samej postaci głównego bohatera, a całego świata przedstawionego. Batman stoi niejako w kontrze do jasnego Supermana. Nie jest postacią, która mamy naśladować. Powód, dla którego walczy ze złem, wynika z nieprzepracowanej traumy. I de facto niewiele się w tym różni od swoich przeciwników. W przeciwieństwie do innych komiksów, w których wrogowie są często nieciekawymi kukłami do bicia, przeciwnicy Batmana, jak zauważył Szymon, mają swoje własne historie. Stanowią niejako personifikacje ludzkich słabości i problemów.  W opowieściach o Batmanie uwielbiam właśnie ten aspekt psychologiczno-filozoficzny. A poza tym bardzo lubię występujący tam temat szaleństwa oraz graficzny projekt świata przedstawionego, o stonowanej gamie kolorystycznej i onirycznym charakterze. Oczywiście nie mówię o serialu z lat 60. czy komiksach z lat 40. - to jest zupełnie inna bajka i zupełnie inny Batman ;)

S: Co do tego, co Anna napisała o nienaśladowaniu Batmana: w Batman: Hush Nietoperz przyznaje przed Supermanem, że jest złym człowiekiem, bo determinacja i trauma popychają go do balansowania na krawędzi prawa. Batman to antybohater i dobrze o tym wie.
 Właśnie. Nie wiem, czy można mówić o jednym Batmanie. Chyba i ty, i ja, i każdy fan ma swojego Batmana. Syntezę tego, co kochamy w tej postaci. Jest bardziej lub mniej poważny, brutalny, szalony czy kolorowy. Sam lubię dojrzałe historie, których ton kontrastuje z głupkowatością postaci. Celują tu odcinki TAS, np. : Feat of Clay lub Heart of Ice. Z komiksów historie z lat 70. Są bardzo kolorowe, ale i dość szalone i brutalne.

A.C.: Wielu superbohaterów zostaje dopasowanych do czasów obecnych, a u Batmana wydaje mi się, że jeszcze lepiej to widać, ponieważ on i jego przeciwnicy wręcz odzwierciedlają współczesne społeczeństwo, jego emocje i dylematy. Nie przepadam za zbytnią brutalnością, ja akurat najbardziej lubię te filozoficzne, nieco oniryczne opowieści, pełne alegorii, pytań i rozważań nad naturą ludzką.

S: Brutalność w komiksach z Batmanem to dla mnie element realistyczny albo i nawet naturalistyczny. To element kontrastu, który sobie cenię. Może ona prowadzić do takich rozważań, o jakich mówisz. Tak właśnie jest w świetnym Batman: Ego.

A.C.: Naturalistyczność nie jest elementem, którego wymagam od komiksu. Brutalność może dla mnie być jako środek do celu, ale nie jako cel sam w sobie. Dużo większe wrażenie zrobi na mnie wywiad lekarski z Mad Hatterem niż Joker zdejmujący swoim ofiarom skórę z twarzy. Ale tego drugiego też nie odrzucę, jeżeli poprzez ten środek wyrazu ma coś ciekawego do opowiedzenia.

D: Jak widać gama powodów jest szeroka a samo pojmowanie postaci Batmana czy jego świata zróżnicowane. Może zdradzicie mi teraz czy macie jakąś ulubioną postać kobiecą w tym uniwersum?

A.C.: Trudne pytanie... Chyba najbardziej lubię Poison Ivy, w dużej mierze za sprawą głosu Diane Pershing w DCAU. Ale poza tym uważam, że jest to ciekawa postać, w przeciwieństwie do innych żeńskich w tym uniwersum oderwana od męskiego wpływu, powracająca do pierwotnych wierzeń w więź kobiety z naturą. Bardzo podoba mi się motyw jej przyjaźni z Harley Quinn, którą próbowała wyrwać z toksycznego związku z Jokerem. A poza tym lubię Wonder Woman, przynajmniej tę z animowanej JL. Silna, ale jednocześnie kochana i współczująca. Bez większych traum, przyjaciółka, jaką każda chyba chciałaby mieć. Bo jasne postacie też są nam w życiu potrzebne.

S: Barbara Gordon. Choćby za to, że pokazała charakter i siłę woli, gdy przykuta do wózka inwalidzkiego po postrzeleniu przez Jokera zaczęła działać jako Oracle, baza danych dla superbohaterów. Mimo niepełnosprawności była bohaterką, nie załamała się. Świetny wzór dla ludzi po wypadkach.

D: Widzę, że macie przemyślane wybory. Ciekawe czy i w przypadku złoczyńców tak jest. Jakiś ulubiony antagonista ?

S: Lubię Riddlera. Jego zagadki to także wyzwanie dla odbiorcy, więc każdy jego występ to niezamierzone burzenie czwartej ściany. Two-Face z kolei świetnie przedstawia dualizm natury człowieka ze swoimi dwiema osobowościami. Dodatkowo jako przyjaciel Bruce'a Wayne'a ma ciekawą dynamikę z Batmanem. Toczy się walka o duszę sprzymierzeńca. Bardzo wzruszająca jest historia Mr Freeze'a. Jego działania dyktowane są przez dobro chorej żony i próby wyleczenia jej. Po przeczytaniu Rise of the Batmen zaciekawił mnie Clayface. Z przestępcy zamieniono go w sprzymierzeńca Batmana. Jest resocjalizowany, co ciekawe dalej chodzi na castingi pod ludzką postacią, bo dalej marzy o powrocie do dawnego życia aktora

A.C.: Generalnie cenię sobie wszystkich antagonistów Batmana, ale nie jestem w stanie wybrać z nich swojego ulubionego. Oni wszyscy są bardzo interesujący, ale za bardzo przerysowani, by wzbudzić moją szczerą sympatię (nawet wspomnianą wcześniej przeze mnie Poison Ivy postrzegam bardziej jako ikonę, archetyp niż pełnokrwistą postać). Natomiast z całego uniwersum DC naprawdę lubię Lexa Luthora. Podoba mi się fakt, że arcywrogiem największego herosa jest człowiek, rządny władzy polityk, który pogrywa z Supermanem na płaszczyźnie moralnej. Jest on też w tym wszystkim najbardziej "ludzki" i "normalny", znamy takich ludzi - ambitnych, pozbawionych skrupułów, przybierających różne maski w zależności od sytuacji - z historii i ze współczesnej polityki, a czasem może nawet z własnego życia (choć działających na mniejszą skalę).

S: Faktycznie, osoby publiczne, niejednoznaczne moralnie są mniejszością wśród wrogów Batmana, zwykle pojawiają się na jedną historię. Dużo więcej jest klasycznych gangsterów jak Rupert Thorne. To chyba wynika z targetu, jaki sobie wybrał Mroczny Rycerz. Zwalcza raczej skorumpowanych policjantów, a nie lobbystów, z czego znany był na początku kariery Superman.

A.C.: Tak i też czemu innemu służą. Joker, główny antagonista Batmana jest często postrzegany jako jego druga osobowość, co tłumaczy, dlaczego muszą z sobą wiecznie walczyć i Batman nigdy go nie zabije (mówię o pewnej idei, nie żeby to nigdy nie miało miejsca). Ale na podobnej zasadzie działają pozostali przeciwnicy Batmana. Natomiast gangsterzy nie-wariaci nigdy nie wyszli specjalnie interesująco (a przynajmniej ja takich nie znam). Natomiast Luthora lubię w zestawie z wszechmocnym Supermanem i pojawiający się w nim konflikt moralny herosa. Tego jak uosobienie ludzkiego zepsucia (ale tego powszechnie akceptowanego, a nawet podziwianego przez społeczeństwo) walczy z mitycznym bohaterem bez skazy. Luthor jest jak Frank Underwood i na podobnej zasadzie mnie intryguje. Dlatego też bardzo żałowałam, że w Batman v Superman: Dawn of Justice z Luthora zrobiono pseudo Jokera. A tak jeszcze wracając do kobiecych postaci, jak odbierasz Harley Quinn?

S: Wiem, jak fandom uwielbia HQ, ale sam uważam, że jest tylko ok. Dodaje Jokerowi ciekawej dynamiki, sama dobrze współgra z Panem J. i Ivy. Radzi sobie jako solowa postać, jak każdy przeciwnik Batmana. Ja jednak nie uważam, że to wystarczający powód, żeby ją lubić AŻ TAK. Dużo na pewno zrobił Suicide Squad, ale on akurat wypaczył obraz Harley. Nie zmienia to faktu, że jak każdy lubię Mad Love. Wracając jeszcze do Luthora: najlepsze w nim jest to, że on jest tylko człowiekiem, a dorównuje Supermanowi dzięki intelektowi. W Action Comics, które teraz wydał u nas Egmont, Lex przekonany o śmierci Supermana zajmuje jego miejsce. Nosi specjalny strój i gdy przychodzi co do czego, walczy u boku Clarka, nie ustępując mu ani na moment.

A.C.: Nie słyszałam o tym komiksie, ciekawy koncept. Tak, to że Lex jest człowiekiem jest w tym najlepsze. A co do HQ, pytam, ponieważ mnie ta postać przeraża. Przeraża mnie, ponieważ jest niesamowicie prawdziwa. Uosabia szaloną, poddańczą, destrukcyjną miłość, z którą niestety często spotyka się w rzeczywistym świecie. Oglądając zachowania Harley nie sposób nie pomyśleć o wielu innych kobietach, które postępują podobnie, godząc się na różnego rodzaju upokorzenia i wykorzystywanie w imię "miłości".  Relacja HQ i Mr. J w Suicide Squad jest inna, ponieważ tam Jokerowi zależy. I chociaż zupełnie zmienia to podstawowy koncept tych postaci, ale miło było choć raz zobaczyć Harley w, powiedzmy, dobrym związku. Poruszyłam temat HQ, ponieważ jest to i kobieta i antagonistka, której wprawdzie nie mogę powiedzieć, że "lubię", ale która na pewno mocno na mnie oddziałuje.

S: Jest żywą alegorią toksycznego związku i jednocześnie postacią wymyśloną na potrzeby kreskówki. Kolejny dowód na to, że Batman TAS to arcydzieło. Nie zwróciłem uwagi na ten aspekt jej postaci. Tak na prawdę "Szalona miłość" może trafić się każdemu. Chyba powinienem przeczytać coś więcej o Harley.  Nie wiem, czy słyszałaś, ale Bruce Timm wrócił z animacją inspirowaną TAS - Batman and Harley Quinn.

A.C.: Słyszałam, że powstała taka animacja, ale nie wiedziałam, że stoi za nią Bruce Timm. Oglądałeś już ją?   Tak wracając do jednego z poprzednich pytań, w Batmanie intryguje mnie właśnie ta archetypiczność bohaterów, to jak poszczególne postaci prezentują różne rodzaje szaleństwa, które może ogarnąć człowieka.

S: Widziałem jakieś fragmenty na yt, ale nie całość. Słyszałem, że średnie, bo dostali kategorię R za żarty, fabuła to zaadaptowany odcinek pt. Harlequinade, a Harley nie gra aktorka z TAS tylko Bernadette z Teorii Wielkiego Podrywu.  Różnorodność szaleństwa rzeczywiście jest ciekawa. Są obsesje, urojenia, schizofrenia. Mało ludzi zwraca na to uwagę, ale jak działają razem Jim Gordon i Batman. Gdzieś było coś takiego, że Gordon reprezentuje prawo, a Batman sprawiedliwość. I w sumie jest to prawda. Czy to oznacza, że prawo nas ogranicza, a jedyne, co nam potrzebne do bycia sprawiedliwymi to sumienie?  Wszystko się zgadza, o ile Robin jest sumieniem.

A.C.: O, ciekawa koncepcja, nie pomyślałam o tym!  Myślałam o tym na zasadzie takich bardziej "codziennych", często nie leczonych szaleństw. Uzależnienia od adrenaliny (Catwoman), obsesji na punkcie wyglądu (Clayface), kompleksu niższości (Pingwin), obsesyjnej potrzeby kontroli otoczenia (Mad Hatter), dwulicowość (Two Face), itp.

S: Riddler to z kolei chorobliwa próba udowodnienia wszystkim swojej wyższości, a Brzuchomówca i Scarface jest trochę duszoną frustracją i myśleniem "Kiedyś mu wygarnę, na pewno!"

A.C.: To jest też różnica między Supermanem i Batmanem. Superman działa wg ustalonych zasad i prawa. Dlatego ma taki problem z Lexem. Natomiast Batman żyje w skorumpowanym świecie, w którym prawo przestało działać w imię sprawiedliwość. Jest vigilante, który sam wymierza sprawiedliwość wg własnego sumienia. Ale jednocześnie vigilante nie jest prawidłowym sposobem funkcjonowania społecznego, dlatego Batman jest antybohaterem i jest ścigany przez prawo. Dyskurs prawo kontra sumienie to kolejny ciekawy motyw pojawiający się w Batmanie. Riddler jest jak aktor na scenie, przestępstwo jest tylko drogą do zwrócenia na siebie uwagi, nie celem samym w sobie. I kto z nas nigdy nie był jak ten Brzuchomówca i nie marzył o byciu kimś silniejszym, groźniejszym i bardziej poważanym.

S: W starej grze, o której wspominałem pojawia się wiadomość od Two-Face'a "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my". Sens gry jest taki, że "Pan Dwie Twarze" się myli. Jednak, jakby się nad tym zastanowić, to nie ma sprawiedliwości, bo każdy, powiedzmy, że w Gotham City, definiuje ją inaczej. Batman uzna, że sprawiedliwym jest bronić tych, którzy nie mają możliwości obrony, bez względu na podjęte środki. Z kolei np. Killer Crock uzna, że sprawiedliwym jest to, co jest dla niego i tylko dla niego korzystne. Po między nimi jest Rene Montoya, która wierzy, że prawo=sprawiedliwość. Wtedy Batman posługiwałby się własnym sumieniem, ale miałby świadomość, że jego poczynania obserwuje Robin, co też jest istotne, bo niejako łagodzi decyzje i skłania go do refleksji nad brutalnością i bezpieczeństwem.

A.C.: Ja bym powiedziała, ze mamy tu do czynienia ze starciem trzech sił: prawa, sprawiedliwości i sumienia. Z pozoru wydają się one tożsame, ale w gruncie rzeczy różnice są ogromne. Robin i cala BatFamily to jeszcze osobna kwestia i pewien wspaniały dysonans charakteru naszego bohatera.

D: Cóż, z mojej strony to już wszystko. Widać, że moja pomoc w nakierowaniu dyskusji nie była nawet potrzebna. Dziękuję Wam za rozmowę, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy o Batmanie i jego świecie. Życzę Wam nowych komiksów i udanych kreskówek oraz filmów. Dzięki  J

      Mam nadzieję, że ta dyskusja pomogła Wam dostrzec jak zróżnicowane jest uniwersum Batmana. Każdy chyba znajdzie tu coś dla siebie. Sprawiedliwość, szaleństwo, przygody, walki, zagadki, miłość. Są  komiksy, filmy aktorskie, animacje. Cała gama powodów by spróbować zagłębić się w świat nietoperzego bohatera. Myślę, że moi rozmówcy wyczerpali temat już na tyle, że nie muszę nic dodawać. To jak? Widzimy się w kinie na Justice League?


      Jeszcze raz podziękowania dla Anny Cecylii i Szymona. Jesteście wspaniali a fandom w Was jest silny J 

sobota, 28 października 2017

Cena pokoju- II Przygotowania

 II
Przygotowania

„Zastanawiasz się zapewne, po co zajmować się ciszą – przecież cisza to nic? Tak, ale tylko w pewnym sensie. W takim samym sensie zero jest niczym, a mimo to jest ono liczbą i pojęciem, bez którego nie moglibyśmy zrozumieć świata.”

                Uwielbiała spędzać dnie z Lucasem. Rozumiał ją lepiej niż ktokolwiek. Pod wieloma względami byli tacy sami. Znali się od kiedy pamiętała.  Dorastali razem. Oboje zawsze w cieniu innych, idealnych osób z swoich rodzin. Teraz razem studiowali, a raczej okazyjnie pojawiali się na uczelni. Nie pasowali tam. Nie pasowali nigdzie. Ani do swoich znajomych z uczelni, ani do ludzi z barów gdzie często chodzili na drinki, ani do swoich rodzin. Byli inni. Ale było im z tym dobrze. Przez to się rozumieli, jak nikt inny na tym świecie. Mogli rozmawiać o wszystkim- dziś wysłuchiwała jak poszła mu ostatnia randka z rudowłosą pięknością z którą sama go zapoznała, a on wysłuchiwał jak narzekała na ostatni pomysł jej ojca, a mianowicie by wystąpiła w teledysku jego nowej piosenki. Wspólnie zastanawiali się także, co takiego ma mieć miejsce dziś wieczorem skoro WSZYSCY są zaproszeni. Nie znaleźli jednak żadnego dobrego wyjaśnienia.
-Przekonamy się wieczorem.-podsumował chłopak gdy zatrzymali się pod jej mieszkaniem. –Dasz się zrobić Persefonie na bóstwo?
-Chyba nie musi się specjalnie starać, co?-odparła ta uśmiechając się znacząco.
-Racja. Bóstwem będziesz zawsze. Na razie mała- pożegnał się uścisnąwszy ją krótko. 
Odprowadziła go spojrzeniem i dopiero gdy zniknął za rogiem weszła do środka.
-Nie lubię tego chłopaka- powitał ją chłodny głos ojca. Stał przy oknie i nie miała najmniejszych wątpliwości, że przyglądał się im, gdy żegnali się na schodach.
-Wiem. Wspominałeś kiedyś.-westchnęła wywracając oczami. –Tylko nie byłeś w stanie podać konkretnego argumentu dlaczego.
-Po prostu uważam, że powinnaś spędzać z kimś…bardziej odpowiednim.-stwierdził dziwnie zamyślony, po czym dodał-  Ale, w sumie,  dobrze, że spędziłaś ten dzień po swojemu. Teraz jednak powinnaś już pójść do góry i zacząć szykować się do wieczoru. Musisz być olśniewająca.
-Wiesz, że dziwnie się zachowujesz?-spytała przyglądając się mu uważnie. Nigdy nie był typowym ojcem. Ale też nigdy się tego po nim nie spodziewała. Już samo to, że był znanym, ekscentrycznym muzykiem a jego żoną była znana modelka raczej nie dawało szans na normalne dzieciństwo. Do tego dochodził fakt, że Ona nie była jej matką, tak samo jak bliźniacy byli jedynie w połowie jej braćmi. Własną matkę widziała ostatni raz kilka lat temu. Do tego zaś dochodziły wszystkie nietypowe rzeczy związane z rodziną jej ojca… Tak. Harry, jak większość go nazywała, zdecydowanie nie był normalnym ojcem. Nigdy też specjalnie nie przejmował się tym co robiła. O ile tylko pamiętała o noszeniu klejnotu i dochowywaniu tajemnicy.  Oraz zachowywaniu się jak jego „prawowita dziedziczka” gdy trzeba. Tak jak dzisiaj.
-Każdy ma do tego czasem prawo, czyż nie?-odparł ten posyłając jej olśniewający uśmiech, po czym podszedł do niej i potargał jej włosy- Nawet się nie zorientowałem kiedy tak wyrosłaś. Jeszcze niedawno bawiłaś się lalkami. A teraz? Jesteś już dorosła.
-Oj, zdecydowanie jest coś nie tak- stwierdziła szczerze zdziwiona jego zachowaniem.
-Daj spokój. Zwyczajnie dopadła mnie drobna melancholia. Leć już do góry. Wieczorem masz być tak piękna, żeby nawet moja bratanica padła z zazdrości- nakazał puszczając jej oczko. Machnął ręką a wokół jego dłoni pojawiła się czarna mgła, która momentalnie zgęstniała i zamieniła się w szklaneczkę z burbonem.
-Nie przesadź z tym przed wieczorem. Wątpię by wujek cieszył się jeśli będziemy musieli wtoczyć Cię na bal.-ostrzegła uśmiechając się półgębkiem.
-Nie pouczaj ojca!-ostrzegł mężczyzna odwzajemniając jej uśmiech.
***
Ubrany w dopasowany smoking z taką samą kamizelką, nieskazitelnie białą koszulą i czerwoną chusteczką w butonierce, pod kolor krawatu, ani trochę nie przypominał zapitego mężczyzny z rana. Dodatkowo był gładko ogolony, a włosy miał starannie zaczesane, tak, że nawet pojedynczy kosmyk nie zasłaniał jego twarzy i przenikliwego, aczkolwiek nieco znudzonego, spojrzenia zielonych oczu.
-Wciąż nie rozumiem dlaczego koniecznie muszę tam być- mruknął zapinając spinki przy mankietach.
-To przestań nad tym rozmyślać i po prostu przygotuj się do wyjścia- odparł mu głos brata dobiegający z łazienki, gdzie ten aktualnie walczył z swoimi włosami.
-Nic dobrego z tego nie wyjdzie- ostrzegł rudowłosy wyciągając z szuflady małą butelkę wódki. Zerknął przez ramie, upewniając się, że jest sam w pokoju i pociągnął z niej spory łyk, krzywiąc się przy tym lekko.
-Przestań marudzić. Dobrze Ci zrobi wyjście gdzieś z rodziną. Ostatnio albo siedzisz sam albo upijasz się w barach, robiąc wokół siebie niezły szum. Kiedy ostatni raz byłeś trzeźwy więcej niż przez pół dnia?
-Na trzeźwo świat jest nudny. –odparł ten poprawiając krawat.
-Dzisiaj będziesz musiał go takim wytrzymać.
***
-Wyglądasz przepięknie- zapewniła ją Persefona , patrząc na jej odbicie w lustrze, podczas układania jej włosów.
-Skoro Ty się mną zajmujesz to nie mam innego wyjścia-odparła ta posyłając jej uśmiech w lustrze. Miała na sobie dopasowaną, ciemnoczerwoną sukienkę, sięgającą kostek, z rozcięciem zaczynającym się na udzie. Jej nogi ozdabiały czarne buty na wysokim , niemal piętnastocentymetrowym obcasie.  W dekolcie jej sukni połyskiwał czerwony klejnot w czarnym obramowaniu.  Jej oczy zostały podkreślone czarnymi smugami, a usta krwistoczerwoną szminką.
-Nawet Afrodyta będzie Ci zazdrościć-stwierdziła posyłając jej uśmiech. Jednak nie był to szczęśliwy uśmiech, krył się w nim jakiś dziwny smutek.
- Coś się stało, prawda? Czegoś mi nie mówisz. –stwierdziła Sille ujmując jej dłoń, gdy ta kończyła szykować jej fryzurę.
-Nic się nie stało- zapewniła Persefona  odwzajemniając jej uścisk.-Jesteś po prostu niezwykłą, młodą kobietą na którą czeka jeszcze wiele przygód i wyzwań. Chcę  tylko, żebyś pamiętała, że wszędzie i zawsze można odnaleźć szczęście.
-Ale ja nie mam z tym problemu. Jasne, czasem zdarzają mi się gorsze dni, ale ogólnie jestem szczęśliwa. Takie życie mi pasuje. Mam Ciebie, ojca, bliźniaków, Lucasa…
-Wiesz, że gdy poznałam się z Twoim ojcem za nic nie chciałam z nim być?-spytała, opierając się o toaletkę, tak by spojrzeć swojej przybranej córce w oczy. Ta zaśmiała się krótko:
- Łagodnie mówisz o porwaniu- zauważyła.
-Tak…Początek naszego związku zdecydowanie nie był najlepszy. Właściwie nie pozostawił mi wyboru.  Musiałam zostać Jego żoną…Ale teraz? Jesteśmy szczęśliwi. Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niego.  Nie wiem jak potoczyłby się mój los bez niego. I nie chcę tego wiedzieć.  Znalazłam szczęście, tam gdzie nawet nie chciałam go szukać.-głos kobiety był nadzwyczaj łagodny, a zarazem pobrzmiewała w nim dziwna nuta. Smutku? Melancholii?
-Cieszę się, że tak wyszło. Jesteś najlepszym co trafiło się mojemu ojcu podczas całego życia. Dla mnie jesteś jak druga matka…Ale nie rozumiem  dlaczego teraz o tym mówisz.
-Chcę po prostu żebyś pamiętała, że szczęście, a czasami nawet miłość, można odnaleźć nawet wtedy gdy pozornie nie ma na to szans. –odparła ta uważnie przyglądając się swojej podopiecznej.  Naglę uśmiechnęła się szeroko, przepędzając smutek w swoich oczach i zaklaskała w dłonie- No dobrze, skoro Ty jesteś już taka piękna, to ja lecę się przygotować. Muszę dać Ci jakąś konkurencje- stwierdziła, po czym pocałowała powietrze obok policzka dziewczyny i wyszła, nie mówiąc nic więcej.


środa, 18 października 2017

Cena pokoju - I Ciemność w świetle

Ludzki świat cały czas się zmienia. Codziennie. Tak było od zawsze i tak już będzie.  Niektórzy tego nie zauważają. Czasami są tu za krótko by to dostrzec. Ale taka jest prawda. Przez tysiące lat świat uległ niepojętym zmianom. Kiedyś ludzie kryli się w jaskiniach. Potem budowali pałace. Teraz żyją w wieżowcach sięgających nieba. Najpierw ich walki toczone były na kamienie. Później na miecze. Łuki. Strzały. Kule. Bomby. Teraz nawet one nie mają takiego znaczenia. Istnieje bowiem coś o wiele gorszego. Coś co posiada całą potęgę tego świata, a nie zajmuje nawet odrobiny miejsca.  Wiara. Ludzka wiara jest kluczem do wszystkiego. Kiedyś wierzyli w swoje bóstwa. Wielcy wojownicy składali krew swoich wrogów w ofiarach. Kobiety modlił się łaskę i dobrobyt. Każdy krzew miał duszę. Każde wydarzenie miało swój cel, bo przecież bogowie tego chcieli. Teraz jest inaczej. Teraz ludzie już nie wierzą w bogów. Choć na ziemi wciąż stoi wiele świątyń, to nie Bóg dla których je wzniesiono ma prawdziwą siłę. Nie. Teraz ludzka wiara pokłada się w czymś innym. Ludzie nie czczą bogów jak kiedyś. Teraz liczą się pieniądze i władza. Kto je posiada ten ma wszystko. Nawet ludzką wiarę. Czasami zaś ona jest cenniejsza niż można sobie wyobrazić.
-Wiara jest bezcenna.-stwierdził  siwowłosy mężczyzna, opuszczając tłumną ulice by wejść do parku. Wyglądał na biznesmena. Ubrany w czarny, dobrze skrojony garnitur i okulary przeciwsłoneczne dobrej marki. Czuć było od niego władzę.
Wyglądało na to, że doskonale wie dokąd zmierza. Mijał kolejne alejki, aż doszedł do wielkiego dębu. Tam, ukryta w cieniu, stała ławka. Na niej zaś siedział rosły mężczyzna w średnim wieku, o zadbanej złotej brodzie i takich samych włosach.
-Decyzja podjęta?-zapytał na widok siwowłosego.
- Zgadzamy się na te warunki.-stwierdził ten siadając obok niego. - Wybrałeś już ?
-Tak. Ta. Będzie odpowiednia.  – wyciągnął z kieszeni złożoną kartkę i podał swojemu towarzyszowi. Ten rozłożył ją w milczeniu i przez chwilę wpatrywał się w nią.
-Rozumiem. On już wie o wyborze?-spytał po chwili.
- Nie. Nikt nie powinien wiedzieć wcześniej. –blondyn był w tej kwestii wyjątkowo stanowczy.
- Niech więc tak będzie. Umowa zostanie zawarta i nie będzie już odwrotu. –siwowłosy podniósł się i wyciągnął dłoń ku drugiemu mężczyźnie.
-Za wiarę- powiedział ten również się podnosząc. Uścisnął jego dłoń.
-Za wiarę.
Wiara jest potęgą. Potęga zaś ma swoją ceną. Czasami wręcz niewyobrażalną.
I
Ciemność w świetle
„Mam wrażenie, że ciemność jest naszym przyjacielem jak długo nas otacza. Ale z chwilą kiedy ją oddalamy od siebie, oddzielamy się od niej (…) wówczas staje się nam wroga”

Wiedziała, że słońce świeci już w zenicie, chociaż nawet pojedynczy promień nie przebijał się przez ciężkie zasłony w oknach jej pokoju. Od kilku minut leżała wpatrując się w sufit. Nie pamiętała co dokładnie jej się śniło, ale uczucie niepokoju jakie przepełniało ją w śnie nie zniknęło po przebudzeniu. Coś wisiało w powietrzu…Ale czy nie tak było od zawsze? Nie powinna się tym przejmować. Powinna już do tego przywyknąć.
-Wstawaj Sille. Nie ma sensu zmarnować całego dnia przez głupi sen.-powiedziała do siebie, zrzucając  aksamitną pościel. Jej bose stopy dotknęły doskonale znanej  fraktury drewnianych paneli. Powoli podeszła do okna i jednym, zamaszystym ruchem rozsunęła zasłony.
Promienie dnia rozświetliły nie tylko jej luksusowy pokój w którym najwięcej miejsca zajmowało łóżko z baldachimem. Biorąc pod uwagę porozrzucane na podłodze książki i ubrania cudem wydawało się, że podchodząc do okna nie potknęła się o nic. Dla odmiany na dębowym biurku panował całkowity porządek. Przy srebrny laptopie leżał zamknięty notes, za pasek którego wetknięty był długopisy, a w prawym rogu stała lampka. Słońce oświetliło także dziewczynę , przeciągającą się przy oknie. Czarne włosy opadały jej w delikatnych falach na ramiona pokryte ciemnymi wzorami. Była wysoka, a czerwona koszula nocna w której spała idealnie podkreślała jej zgrabną sylwetkę.  Odwróciła się na pięcie, kierując swe kroki w stronę ogromnej szafy na drugim końcu pokoju. Zniknęła za jej drzwiami, by po chwili wyjść ubrana w krótkie czarne szorty i luźną białą bluzkę z logiem jakiegoś zespołu. Nawet nie spojrzała na swoje odbicie w wielkim lustrze które mijała. Gdyby to zrobiła, zauważyłaby czarną mgłę która ciągnęła się za nią niczym karykatura cienia. Ale tak nie zrobiła. Zamiast tego sięgnęła po komórkę która leżała na podłodze przy łóżku  i zapatrzona w nią wyszła z pokoju.
Gdy tylko przekroczyła próg, usłyszała wesołe szczekanie. Uśmiechnęła się mimowolnie. Zbliżał się do niej sporych rozmiarów doberman, wyraźnie ciesząc się na jej widok.
-Witaj Cerbi.-pogłaskała zwierzaka po głowie, pozwalając mu poocierać się o swoją nogę. –Reszta już na dole?- spytała  a pies jak gdyby rozumiejąc jej słowa ruszył biegiem w stronę schodów na końcu korytarza.
Dziewczyna ruszyła za nim, zbiegła po krętych schodach i minęła szeroki, jasny hall którego ściany były ozdobione złotymi płytami , okładkami albumów i plakatami promocyjnymi zespołu o nazwie Erber. Swoją drogę zakończyła wkraczając do przestronnej jadalni połączonej z  kuchnią. Tam kręciły się już cztery osoby. Niezwykła piękność o kasztanowych włosach i karmelowej karnacji nalewała sobie soku pomarańczowego a nawet przy tak błahej czynności miała w sobie nadzwyczaj wiele gracji. Zaparcie ignorowała czarnowłosego mężczyznę siedzącego przy stole, który coś do niej mówił. Wyglądał na wczesną czterdziestkę, a jedno spojrzenie na niego wystarczyło by stwierdzić, że jest powiązany z branżą muzyczną. Liczne tatuaże, złote pierścienie połyskujące na palcach, rozbiegane spojrzenie, szklaneczka brandy w ręce mimo stosunkowo wczesnej pory. Kolejnymi dwoma osobami byli niemal identyczni młodzieńcy o włosach czarnych jak noc i takich samych oczach. Ubrani w ciemne spodnie i czarne koszule wyglądali niczym anioły śmierci. Oni zaś zdawali się całkowicie ignorować całe swoje otoczenie, skupiając się jedynie na posiłku i gazetach przed nimi.
-Rodzinka w komplecie jak widzę.-powiedziała na powitanie.
- Sille, dlaczego nie założyłaś tej ślicznej czerwonej sukienki?-zapytała na jej widok kobieta, patrząc na nią z przyjazną naganą.
- Bo nie widzę powodu stroić się na normalny dzień? Myślałam, że już to przerabiałyśmy Persefono.- odparła ta nasypując sobie płatków do miseczki.
-Wiem. Ale po prostu uważam, że wyglądałabyś w niej olśniewająco- odparła ta posyłając jej idealny uśmiech, którym złamała niejedno męskie serce.
- Dlatego zostawię to na moment gdy będę chciała kogoś olśnić.-odpowiedziała czarnowłosa puszczając jej oczko.
-Więc będziesz miała ku temu okazje dziś wieczorem.-do rozmowy wtrącił się dorosły mężczyzna. Widząc zdziwione miny pozostałej czwórki dodał- Mój brat urządza dziś przyjęcie. Wszyscy jesteśmy zaproszeni. Ty także córko.
- Ja także? Cóż to za okazja, że zaproszenie obejmuje nas wszystkich?-spytała szczerze zdziwiona, zajmując swoje miejsce przy stole.
Mężczyzna przeniósł swoje spojrzenie na nią. W jego oczach widać było powagę której zazwyczaj tam brakowało.
-Ojcze?-spytała nie doczekawszy się odpowiedzi.
-Przekonasz się wieczorem.- odpowiedział przywołując na twarz uśmiech. –Skorzystaj z rady mojej wspaniałej żony i ubierz się tak by nikt nie mógł oderwać od Ciebie spojrzenia.
-Nie podlizuj się tak bo i tak nie odpuszczę Ci tego, co powiedziałeś na ostatnim wywiadzie- odparła kobieta rzucając mu ostre spojrzenie.
-Uroczy pranek w domu…-westchnęła dziewczyna wywracając oczami.-Do wieczora jestem wolna, prawda?
-Tak. Ciesz się dniem.-odparł bez zawahania mężczyzna.-Tylko pamiętaj o krysztale jeśli chcesz wyjść.-dodał znacząco postukując w czerwony klejnot w jednym z jego pierścieni.
-Jasne, jasne…-mruknęła już go nie słuchając. Właśnie wysłała smsa do swojego najbliższego przyjaciela proponując mu spotkanie.
***
Odgłos pukania do drzwi zdawał się być donośny niczym uderzenia kowadła tuż przy głowie. Jęknął przeciągle naciągając poduszkę na głowę. Liczył na to, że ktokolwiek chcę się z nim zobaczyć szybko się rozmyśli i da mu spokój. Jednak ten kto stał po drugiej stronie drzwi wyraźnie nie miał zamiaru odpuścić.  Pukanie stawało się coraz głośniejsze , a ból głowy jaki wywoływało zaczynał być nie do zniesienia. Przeklął w myślach i nie otwierając oczy, po omacku próbował znaleźć coś czym mógłby rzucić by uciszyć nieproszonego gościa. Jednak w tym momencie odgłos ucichł, zastąpiony czymś innym. Ktoś majstrował przy zamku. Powinien się tym przejąć. Powinien zareagować.  Ale to zdecydowanie był jeden z tych poranków, że nawet gdyby się paliło, nie ruszyłby się z miejsca. Tak więc dźwięk otwieranych drzwi nawet nie zachęcił go to otworzenia oczu. Tak samo jak ciężkie kroki. Dopiero trzaśnięcie drzwiami wywołało jakąś reakcje z jego strony. Jęk sprzeciwu.
-Wstawaj bracie. Południe już minęło- oznajmił donośny głos.
-Więc do nocy wciąż mam jeszcze wiele czasu-odpowiedział mężczyzna nie ruszając się z swojego miejsca.
-I masz wiele do zrobienia.-wraz z tą informacją, nadszedł dźwięk rozsuwanych zasłon. Co gorsza wraz z nim nadeszła fala światła która zalała pomieszczenie.
-Cholera jasna. Zasłoń te okna!-warknął nawet nie próbując ukryć swojego niezadowolenia.
-Nie ma szans. Musisz wstać. I zanim zaczniesz jęczeć, zapewniam Cię, że widok Ciebie w takim stanie jest ostatnim czego bym sobie życzył. Ale muszę przywrócić Cię do życia przed wieczorem.-oznajmił stanowczo, stając nad niemal bezwładnym ciałem na kanapie. Zmarszczył przy tym nos. Choć sam nie gardził kuflem dobrego piwa, czy czasem czymś mocniejszym, intensywny zapach trunków unoszący się od jego brata brzydził nawet jego. Nie potrafił dłużej zaprzeczać, że niegdyś najdostojniejszy z jego rodu, teraz coraz bardziej  się stacza. Nie miał jednak ochoty dłużej biernie tego obserwować.
Gwałtownym ruchem zerwał koc z postaci na kanapie, odsłaniając plątaninę blond włosów z rudymi przebłyskami która osłaniała bladą twarz i przekrwione oczy. Zdecydowanie nieświeże ubranie, nosiło ślady czegoś co mogło być albo winem, albo krwią. Znając swojego brata wiedział, że obie te możliwości są równie prawdopodobne. Teraz jednak nie chciał wiedzieć.
-Zostaw mnie w spokoju- warknęła postać, podnosząc się chwiejnie do pozycji siedzącej. Nie dodało mu to jednak autorytetu. Rzucił wściekłe spojrzenie wysokiemu, umięśnionemu blondynowi przed nim.

-Przykro mi bracie. Masz wieczorem do spełnienia ważne zadanie. Ja zaś muszę dopilnować byś do tego czasu się pozbierał.- mówiąc to złapał go pod ramie i ignorując odgłosy sprzeciwu pociągnął w stronę łazienki.

piątek, 13 października 2017

Arr...Piraci atakują.

Moi drodzy czytelnicy, którzy wciąż jakimś cudem wciąż tu powracacie. Najpierw kilka informacji organizacyjnych, ale spokojnie, będzie krótko.  By zmotywować się do częstszego dodawania notek podjęłam się dwóch wyzwań. Pierwsze jest proste i zachęcił mnie do niego znajomy ze studiów.  Co dziesięć dni będę dzieliła się z Wami rozdziałem nowej historii pod tytułem „Cena pokoju”. Drugie zadanie będzie nieco inne i nie ma określonej częstotliwości. Wraz z współlokatorkami z akademika posiadamy pewien tajemniczy słoik. W nim na karteczkach zapisanych jest kilkadziesiąt haseł. Po wylosowaniu jednego z nich tworzymy własne interpretacje. Dziewczyny zobowiązały się do rysunków, ja zaś do krótkich opowiadań bądź innego rodzaju tekstów poruszających ową tematykę. Okazjonalnie ich dzieła będą pojawiały się także tu. Pierwsze losowanie za nami. Tak więc….PIRACI.


Piraci to stary, nigdy nie starzejący się, motyw na dobrą historię. Jest tysiące, jak i nie miliony interpretacji. Skupię się jednak na czterech. Każdej innej. Nie tylko fabularnie ale i gatunkowo. Film. Animacja. Książka. Gra.

Wybór filmu jest dość oczywisty. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku, naszą akademikową lodówkę- Snape- zdobił wizerunek z właśnie tej serii. „Piraci z Karaibów”. Chyba nie t
rzeba ich przedstawiać, prawda? Trójka głównych bohaterów jest znana raczej wszystkim. Cwany, wiecznie pijany KAPITAN Jack Sparrow. Mężny, uczciwy i odważny Will Turner. Oraz oczywiście piękna dama w opałach, która uczy się jak o siebie zadbać- Elizabeth Swann. Oraz Czarna Perła, która, choć nie jest człowiekiem, jest najważniejszym bohaterem tej sagi. Ich losy niespodziewanie łączą się i w pewien sposób, już na zawsze, splatając się ze sobą. Piękne ujęcia, fantastyczne krajobrazy, ciekawe przygody, zapadające w pamięć teksty, barwne postacie. Krótko mówiąc dobry film na pochmurne październikowe wieczory, by na chwilę pomarzyć o słońcu. Moim ulubieńcem była małpka- mały Jack.
Animacja. Miała premierę gdy miałam zaledwie siedem lat. Żadna nowość. Więc zapewne i Wy kiedyś już ją widzieliście. Nie trudno o to. Dość często leci w telewizji. Mowa o „Planecie Skarbów”. Klasyczna historia młodego półsieroty który w poszukiwaniu przygody i lepszego życia
wyrusza w podróż. Jednak zamiast pływać po morzach i oceanach…leci w kosmos. Przyznam się , że oglądałam to dość dawno, więc nie pamiętam wszystkich szczegółów, ale jedno mogę Wam zagwarantować. Animacja godna obejrzenia. W każdym wieku. Różowy glutek najlepszy.
Książka. Znów odbiegnę od klasyki. Coś co czytałam dość dawno temu. 13-letnia ja uwielbiała tą serię.  „Wampiraci” autorstwa Justina Sompera. Opowiada historie rodzeństwa- Grace i
Connora Tempest. Po śmierci ojca, który często opowiadał im o swoich przygodach na wielkiej wodzie,  wypływają na morze. Tam, rozdzieleni przez sztorm trafiają na dwa statki. Grace na statek wampiratów, a Connor na statek piracki. Nie wiedząc co robić, próbują przystosować się do nowych warunków i odnaleźć swoje rodzeństwo, niepewni, czy nie pochłonęło ich morze.  Sami „wampiraci” jak można się domyśleć to wampiry które trudnią się pirackim fachem. Wątpię bym jeszcze kiedyś powróciła do tej serii, ale mam do niej pewien sentyment.
Ostatni punkt programu. Gra komputerowa. Sama niezbyt często grywam, jestem raczej typem, który woli zająć miejsce obok gracza i zajadając chipsy udawać, że podpowiadam. Jednak w tą gierkę grałam. „Piraci Nowego Świata”. Premierę miała w 2003 roku.  Nie spodziewajcie się więc powalającej grafiki i szokującej fabuły. Jesteś piratem. Masz zdobywać statki i miasta. Ta dam. Mimo prostoty była naprawdę miłą odskocznią.


To zaś byłoby  chyba wszystko na dzisiaj. Taka rozgrzewka przed kolejnymi wpisami.  Niedługo będziecie mogli przeczytać rozdział pierwszy „Ceny pokoju”. Tymczasem… „Hej, ho! Na umrzyka skrzyni / I butelka rumu / Hej, ho! Resztę czas uczyni /I butelka rumu”

wtorek, 30 maja 2017

Muzyka w filmie,

Albo film w muzyce.  Czyli rzecz o musicalach i innych filmach gdzie ktoś nam podejrzanie dużo śpiewa.  Początkowo chciałam rozpocząć od poinformowania, że nie przepadam za tego typu dziełami. Jednak gdy szukając informacji zajrzałam na TOP 100 musicali według filmwebu uświadomiłam sobie mój błąd. Przecież do tego gatunku możemy zaliczyć także niemal wszystkie bajki Disneya, czyż nie? Nawet jeśli się głośno do tego nie przyznajecie to i tak je kochacie. Każdy uwielbia Disneya. Ale nie o bajkach dzisiaj. Korzystając, ze wcześniej wspominanego rankingu postanowiłam napisać o tytułach  z listy które osobiście widziałam. Zaczynając od niższych pozycji, kierując się ku szczytowi.  Gotowi? Zaczynamy.

„Metallica: Through the Never” miejsce 62. Ocena filmwebu-  7,3. Moja ocena 8/10. Nie lada gratka dla fanów Metaliki. Nie jestem zaś pewna czy ktoś spoza grupy lubiącej ten gatunek muzyczny mógłby obejrzeć ten film i wystawić mu pozytywną ocenę. Fabuła prosta- członek ekipy koncertowej dostaje proste zadanie- odebrać paczkę. Jednak jak to bywa z łatwymi zadaniami wszystko, szybko się komplikuje. Na ulicach bowiem zapada chaos. Piosenki zespołu odnajdują swoje urzeczywistnienie właśnie tam. Cały film to przeplatanka przygód młodego chłopaka i scen z koncertu. W roli głównej rewelacyjny Dane DeHaan. Gorąco polecam. Ale tylko dla fanów mocnego brzmienia.

„Mała Syrenka” miejsce 60. Ocena filmwebu 7,28.Moja ocena 7/10. Klasyczna bajka zawsze dobra, czyż nie?  Piosenki Sebastiana oczywiście najlepsze.
„Piotruś Pan” z 1953r. Miejsce  51. Ocena filmwebu 7,34. Moja ocena 8/10. Każdy kto mnie zna wie o mojej słabości  do przygód zagubionych chłopców i całej koncepcji Nibylandii.  Wciąż żałuje, że musiałam dorosnąć.  Nigdy nie dorastać , wiecznie się bawić i walczyć z piratami. Brzmi jak plan.
„Sing” Miejsce 47. Ocena filmwebu 7,4.Moja ocena 8/10.Kolejna bajka na liście, co udowadnia , że to właśnie animacje przodują w filmach muzycznych.  Całkiem niezła historia w towarzystwie naprawdę dobrych piosenek.  Film dobry dla osób w każdym wieku. Można obejrzeć z młodszym bratem, przyjaciółmi czy chłopakiem.  Pokazuje, że jeśli naprawdę się uprzesz w tym co robisz i robisz to dobrze to musi Ci się udać.  Poza tym. Śpiewać każdy może.
„Dzwonnik z Notre Dame”. Miejsce 41. Ocena filmwebu 7,39. Moja ocena 7/10. Bajki rzeczywiście podbijają tą listę. Sama animacja porusza temat o którym często współczesne społeczeństwo ignoruje. To nie wygląd się liczy ale to co ma się w sercu. Szkaradny dzwonnik nie musi być potworem. Może uratować życie pięknej cygance.

„La La Land” Miejsce 30. Ocena filmwebu 7,5. Moja ocena 6/10. Tegoroczny zdobywca Oskarów. Niedawno obejrzany. Jeden z dwóch tytułów dzięki którym postanowiłam napisać tą notkę. Nie idzie zaprzeczyć, że bardzo dobrze zekranizowany. Naprawdę ładny…Ale jakoś do mnie nie przemówił. Właściwie pełnie zainteresowania zdobył dopiero na koniec gdy wszystko zaczęło się toczyć inaczej niż można było się spodziewać.  Jednak pozostawił po sobie niezapomiane wrażenie. Zwłaszcza piosenka która utknęła mi w głowie i za nic nie mogę się jej pozbyć… „And maybe this appeals. To someone not in heels. Or to any girl who feels. There's some chance for romance. (…)What a waste of lovely night”

,,Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street” Miejsce 24. Ocena filmwebu 7,55.Moja ocena 8/10. W końcu coś o nieco mroczniejszym klimacie. Film nietypowy. Ale czego można się spodziewać gdy reżyserem jest Tim Burton a w główne role wcielają się Johnny Depp i Helena Bonham Carter. Po tym filmie każdy  mężczyzna korzystający z usług golibrody, przed następnymi odwiedzinami zastanowi się czy przypadkiem nie ma czegoś na sumieniu.

„Piękna i Bestia” z bieżącego roku. Miejsce 22. Ocena filmwebu 7,59. Moja ocena 8/10. Klasyczną wersje zna chyba każdy. Ta jest niemal identyczna a mimo to wciąż powalająco piękna. Chociaż gdy widziało się Emme Watson jako Belle podczas sceny w bibliotece…Nie odnieśliście wrażenia , że równie dobrze mogłaby grać w tym momencie Hermione?  Ta sama reakcja. Ulubiona scena? W gospodzie. Piosenka „Gaston”.


Kraina Lodu” Miejsce 17. Ocena filmwebu 7,61. Moja ocena 7/10. Podczas takich upałów przydałaby się taka Elsa która śpiewając „Mam te moc” wyczarowałaby trochę śniegu. Choć oryginały piosenek są wspaniałe, to przeróbki także podbijają serce. Harley Quinn śpiewająca  „Do you want to kill the batman?”.Cudo. Zaś chyba każdy student zna „Olcać to”. Zbliża się sesja. Pora zacząć to nucić.

„Zaplątani” Miejsce 13. Ostatni film jaki znam z listy.  Ocena filmwebu 7,64. Moja ocena 8/10. Roszpunka pragnie poznać świat. Pomaga jej w tym przystojny złodziej. Z pewnymi kompleksami dotyczącymi jego nosa.  Pomaga także koń. I kameleon. I wszyscy rozbójnicy naglę , magicznie chcą śpiewać o swoich marzeniach. Tylko uwaga na patelnie!


Jeszcze jeden film. Wybaczcie mi. Nie znalazł się on na liście filmwebu, ale muszę o nim wspomnieć. W końcu to on był drugim powodem by napisać tą notkę.
Bynajmniej nie jest to „Mamma Mia” który jakimś trafem nie znalazł się w tym zestawieniu. Nie. Chodzi o „Repo! The Genetic Opera”. Trochę gore. Trochę gotyk. Daleka przyszłość. Korporacja handlująca organami przejęła władzę a gdy nie spłacasz długu przychodzi akwizytor zabrać to co kiedyś dostałeś.  Główna bohaterka to 17 latka która nigdy nie opuszczała domu, a teraz wymyka się na ulice. Ulubioną postacią był dla mnie Złodziej Grobów”. Polecam piosenkę „Zydrate Anatomy”. Film nie dla każdego, ale mimo to całkiem dobry. Moja ocena? 9/10. Filmweb zaś ocenia to dzieło jedynie na 6,7.
To byłoby na tyle. Muzyka w filmach jest ważna. Nawet jeśli nie odgrywa głównej roli to pomaga wczuć się w klimat filmu. Zaś jeśli chodzi o filmy muzyczne…Jest to coś , co może nie każdy lubi, ale według mojej opinii warte są pewnego docenienia. Choć zazwyczaj traktują o miłości to mają jeszcze jedną cechę wspólną- pokazują nam , że nie ważne jak źle się dzieje zawsze mamy szanse na szczęśliwe zakończenie. Dziwnie popularne jest także tańczenie na samochodach.


Notka dedykowana C.C. Za to, że zawsze zaraża optymizmem i codziennie można usłyszeć jej śpiew w łączniku. Uśmiechaj się dalej :)