Kolejne hasło z słoikowego wyzwania. „Na na na Batman”. Sama
raczej kiepsko znam świat nietoperzego bohatera, więc nie chciałam zanudzać Was
całkowicie ogólnikowymi bzdetami. Zamiast tego poprosiłam dwójkę znajomych o
pomoc. Stąd inny niż zazwyczaj styl notki. To miał być wywiad ale rozmowa
właściwie sama się poprowadziła, bez mojej pomocy. Dziś więc za post specjalne
podziękowania dla Anny Cecylii i Szymona. Dwójki wiernych fanów nietoperzego
bohatera. Poniżej zapis ich zażartej dyskusji z moimi krótkimi wtrąceniami.
Dowiecie się, kto jest jednym prawdziwym głosem Batmana. Co łączy naszego
bohatera i Alicję w Krainie Czarów.
Kto jest najlepszym antagonistą i jaka postać kobieca nadaje charakteru
uniwersum. Oraz, czy w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Miłego czytania.
Dany: Gotowi ? To możemy zaczynać J Moja wiedza
na temat uniwersum Batmana jest dość ograniczona, dlatego poprosiłam Was o
pomoc. Oboje jesteście fanami nietoperzego bohatera. Pamiętacie może kiedy i w
jaki sposób po aż pierwszy zetknęliście się z tym uniwersum ?

Anna Cecylia: Na początku były kreskówki na
Cartoon Network. Kiedy byłam w podstawówce puszczali tam Justice League i Batman
Beyond. Ale to jeszcze nie była miłość, w tamtym czasie oglądałam ciągiem
prawie wszystko, co leciało na CN. Potem
naszło mnie na obejrzenie wszystkich filmów aktorskich o Batmanie. Ale to też
było tylko chwilowe zainteresowanie tematem. Chyba związane było z moją
ówczesną fascynacją kinem Burtona. Kiedy poszłam do liceum na ekrany kin
zawitał Mroczny Rycerz. Film ten obejrzałam jakiś rok później i pamiętam, że
byłam pod dużym jego wrażeniem. Ale to nadal nie było to. Próbuję sobie
przypomnieć dlaczego nagle na studiach zaczęłam oglądać Batman: The Animated Series. Chyba wyszłam od obejrzenia ostatniego
sezonu Teen Titans, kreskówki, którą
uwielbiałam i z której otwartym zakończeniem długo nie mogłam się pogodzić. I
wydaje mi się, że poprzez postać Robina przeszłam do Batman TAS. I to już była miłość. Do dzisiaj to jest dla mnie jedyny
prawdziwy Batman i wiem, że nie jestem w tym twierdzeniu odosobniona. Potem
obejrzałam jeszcze Superman: The Aniamted
Series, jeszcze raz JL i BB (tym razem z oryginalnym dubbingiem) oraz
wszystkie dostępne wtedy w intrenecie filmy animowane. Przeczytałam też kilka
najważniejszych komiksów oraz te, w których pojawiają się motywy z Alicji w Krainie Czarów (a jest ich
całkiem sporo). Dzisiaj moja fascynacja może trochę osłabła, nie nazwałabym się
też znawczynią tematu. Ale to nie zmienia faktu, że Batman nadal zajmuje drugie
miejsce w moim fanowskim serduszku i na zawsze tam już pozostanie <3
Szymon: Pamiętam, jak
jako dzieciak oglądałem na Polsacie kreskówki Batman TAS i Batman Beyond.
Miałem może ze cztery lata, ale intro z muzyką Danny'ego Elfmana nadal
definiuje dla mnie tę postać. W pierwszej klasie podstawówki przeczytałem
pierwszy komiks - TM-Semica z lat 90. o walce Batmana z nastoletnim kadetem,
który wykorzystując nauki Sun Tzu i Cezara przejął władzę nad gangami Gotham.
Były też gry na Pegazusa i edukacyjny point and click na Peceta. Dopiero w
liceum przeczytałem takie cuda jak Batman:
Year One, czy Black and White i obejrzałem filmy aktorskie oraz animacje, które wypada znać.
A.C.: Czyli dla ciebie Batman jest bardziej
częścią dzieciństwa niż dla mnie. Mi on się tam gdzieś pojawiał, ale tak
naprawdę zainteresowałam się nim dopiero na studiach.
S: Tak, choć jest obecny w takiej, czy
innej formie na każdym etapie mojego życia. Ciężko to zdefiniować. Na przykład
w gimnazjum czytałem ciekawostki z portalu Bat Cave i oglądałem The Brave and the Bold, a już w liceum
grałem w Arkham Asylum i rozpływałem
się nad Michaelem Keatonem w roli Gacka. Batman się nigdzie nie wyniósł, tylko
jego obraz ewoluuje. Chyba dlatego, że bardzo mi zaimponował na początku i się
do niego przywiązałem. To coś między fascynacją postacią i jej interpretacjami,
a zwyczajną sympatią. Nie wiem czy tak byś to ujęła, ale to więź.
A.C.: W pełni
rozumiem. Zresztą Batman postacią o tak wielu twarzach, że spokojnie można z
nią dorastać i w zasadzie nigdy nie "wyrosnąć". To kolejna cecha, która
łączy go z moją ukochaną Alicją w Krainie
Czarów. Obie postacie na początku pojawiają się w utworach dla dzieci, ale
szybko trafiają do wyobraźni dorosłych, gdzie ulegają zupełnej reinterpretacji.
I w ten sposób na każdym niemalże etapie życia człowiek może znaleźć takiego
Batmana, który będzie mu odpowiadał. A swoją drogą, skoro tak ci się podobał
Keaton jako Batman, to oglądałeś Birdmana?
Jakie były twoje wrażenia?
S: Niestety nie,
ale pewnie nadrobię. Keaton świetnie zagrał Vulture'a w nowym Spider-Manie. Batman i Alicja w krainie czarów są po prostu
ponadczasowi. Aż żal, że Mad Hatter nie pojawił się w żadnym filmie.
A.C.: Mad Hatter
jest chyba za mało charyzmatyczny dla kina. Poza tym ludzie powszechnie
uważaliby go za "mało pomysłowy crossover" a nie oryginalną postać,
która funkcjonuje w uniwersum Batmana od lat 40. Wspomniałam o Birdmanie, ponieważ w tym filmie twórcy zgrabnie
pogrywają faktem, że gra go Keaton, który przedtem grał Batmana. Sam film
zresztą polecam.
S.: Sprawdzę
koniecznie.
D:Widzę, że dyskusja
prowadzi się sama, bez mojej pomocy. Zacnie. Teraz krótka piłka: film, animacja
czy komiks ? Co zajmuje bliższe waszymi sercu miejsce ?
A.C.: Jak już
pisałam, DC Animated Universe.
S: Chyba komiks.
Bo może pokazać to, na co kreskówka nie ma czasu, albo na co film nie może,
albo nie chce sobie pozwolić. Na przykład nie powstał film o detektywistycznym
aspekcie Batmana. Jest osobny komiks tylko o kryminalnych opowiadaniach i było
to w kilku odcinkach kreskówek, ale filmowy kryminał o Batmanie ma dopiero
powstać. Ale kreskówka nie może być zbyt brutalna. Nie zaadaptuje poważnej
historii, w której Robin wymierza sprawiedliwość chłopakowi maltretującemu
psychicznie i fizycznie młodą dziewczynę, która przerażona popełnia samobójstwo
A.C.: Masz racje.
Gdyby pytanie było o najlepszy utwór o
Batmanie, to bez zastanowienia powiedziałabym Arkham Asylum. Serious House on Serious Earth, a potem
zastanawiałabym się nad innymi komiksami. Poza wymienionymi przez ciebie
cechami, komiksy są często dużo ciekawsze
graficznie. Ale jeżeli pytana jestem
o serce, to Batman ma głos Kevina Conroya.
S: Film nie daje
takich możliwości. Ekranizacja aktorska Azylu
byłaby chyba niemożliwa.
D: Co zaś tak bardzo
podoba się Wam w nietoperzym bohaterze? Czy chodzi właśnie o tę różnorodność
dzięki której można odnaleźć "właściwego" Batmana do każdego etapu
życia?
S: Bohater jest
bardzo charyzmatyczny i jest taki jakim chcielibyśmy być (bogaty celebryta w
dzień, superbohater nocą). Ale dużo robi to, jaki jest ludzki w porównaniu z
innymi bohaterami. No i otoczenie. Sprzymierzeńcy i przeciwnicy są niezwykle
różnorodni i złożeni, jak sam Batman. Każdy ma swoją historię, jest na swój
sposób pokrzywdzony. Jeśli chodzi o ludzki aspekt Batmana, to istnieje komiks,
w którym bohater po porażce w trakcie ratowania dziecka uzależnia się od
substancji zwiększającej jego siłę fizyczną.
A.C.: Ludzkość,
nadludzkość i nieludzkość Batmana to temat na głębszą dyskusję. Wiele w tym
względzie zależy od konkretnego utworu i tego w jaki sposób jest w nim
pokazany. Ale zgodzę się, że jedną z najciekawszych rzeczy w Batmanie jest ten "ludzki
aspekt" nie tyle samej postaci głównego bohatera, a całego świata
przedstawionego. Batman stoi niejako w kontrze do jasnego Supermana. Nie jest
postacią, która mamy naśladować. Powód, dla którego walczy ze złem, wynika z
nieprzepracowanej traumy. I de facto niewiele się w tym różni od swoich
przeciwników. W przeciwieństwie do innych komiksów, w których wrogowie są
często nieciekawymi kukłami do bicia, przeciwnicy Batmana, jak zauważył Szymon,
mają swoje własne historie. Stanowią niejako personifikacje ludzkich słabości i
problemów. W opowieściach o Batmanie uwielbiam właśnie ten aspekt
psychologiczno-filozoficzny. A poza tym bardzo lubię występujący tam temat
szaleństwa oraz graficzny projekt świata przedstawionego, o stonowanej gamie
kolorystycznej i onirycznym charakterze. Oczywiście nie mówię o serialu z lat
60. czy komiksach z lat 40. - to jest zupełnie inna bajka i zupełnie inny
Batman ;)
S: Co do tego, co
Anna napisała o nienaśladowaniu Batmana: w Batman:
Hush Nietoperz przyznaje przed Supermanem, że jest złym człowiekiem, bo
determinacja i trauma popychają go do balansowania na krawędzi prawa. Batman to
antybohater i dobrze o tym wie.
Właśnie. Nie wiem, czy można mówić o
jednym Batmanie. Chyba i ty, i ja, i każdy fan ma swojego Batmana. Syntezę
tego, co kochamy w tej postaci. Jest bardziej lub mniej poważny, brutalny,
szalony czy kolorowy. Sam lubię dojrzałe historie, których ton kontrastuje z głupkowatością
postaci. Celują tu odcinki TAS, np. :
Feat of Clay lub Heart of Ice. Z komiksów historie z lat 70. Są bardzo kolorowe, ale
i dość szalone i brutalne.
A.C.: Wielu
superbohaterów zostaje dopasowanych do czasów obecnych, a u Batmana wydaje mi
się, że jeszcze lepiej to widać, ponieważ on i jego przeciwnicy wręcz
odzwierciedlają współczesne społeczeństwo, jego emocje i dylematy. Nie
przepadam za zbytnią brutalnością, ja akurat najbardziej lubię te filozoficzne,
nieco oniryczne opowieści, pełne alegorii, pytań i rozważań nad naturą ludzką.
S: Brutalność w
komiksach z Batmanem to dla mnie element realistyczny albo i nawet
naturalistyczny. To element kontrastu, który sobie cenię. Może ona prowadzić do
takich rozważań, o jakich mówisz. Tak właśnie jest w świetnym Batman: Ego.
A.C.: Naturalistyczność
nie jest elementem, którego wymagam od komiksu. Brutalność może dla mnie być
jako środek do celu, ale nie jako cel sam w sobie. Dużo większe wrażenie zrobi
na mnie wywiad lekarski z Mad Hatterem niż Joker zdejmujący swoim ofiarom skórę
z twarzy. Ale tego drugiego też nie odrzucę, jeżeli poprzez ten środek wyrazu
ma coś ciekawego do opowiedzenia.
D: Jak widać gama powodów
jest szeroka a samo pojmowanie postaci Batmana czy jego świata zróżnicowane.
Może zdradzicie mi teraz czy macie jakąś ulubioną postać kobiecą w tym
uniwersum?
A.C.: Trudne
pytanie... Chyba najbardziej lubię Poison Ivy, w dużej mierze za sprawą głosu
Diane Pershing w DCAU. Ale poza tym uważam, że jest to ciekawa postać, w
przeciwieństwie do innych żeńskich w tym uniwersum oderwana od męskiego wpływu,
powracająca do pierwotnych wierzeń w więź kobiety z naturą. Bardzo podoba mi
się motyw jej przyjaźni z Harley Quinn, którą próbowała wyrwać z toksycznego
związku z Jokerem. A poza tym lubię Wonder Woman, przynajmniej tę z animowanej JL. Silna, ale jednocześnie kochana i
współczująca. Bez większych traum, przyjaciółka, jaką każda chyba chciałaby
mieć. Bo jasne postacie też są nam w życiu potrzebne.
S: Barbara
Gordon. Choćby za to, że pokazała charakter i siłę woli, gdy przykuta do wózka
inwalidzkiego po postrzeleniu przez Jokera zaczęła działać jako Oracle, baza
danych dla superbohaterów. Mimo niepełnosprawności była bohaterką, nie załamała
się. Świetny wzór dla ludzi po wypadkach.
D: Widzę, że macie
przemyślane wybory. Ciekawe czy i w przypadku złoczyńców tak jest. Jakiś
ulubiony antagonista ?
S: Lubię
Riddlera. Jego zagadki to także wyzwanie dla odbiorcy, więc każdy jego występ
to niezamierzone burzenie czwartej ściany. Two-Face z kolei świetnie
przedstawia dualizm natury człowieka ze swoimi dwiema osobowościami. Dodatkowo
jako przyjaciel Bruce'a Wayne'a ma ciekawą dynamikę z Batmanem. Toczy się walka
o duszę sprzymierzeńca. Bardzo wzruszająca jest historia Mr Freeze'a. Jego
działania dyktowane są przez dobro chorej żony i próby wyleczenia jej. Po
przeczytaniu Rise of the Batmen
zaciekawił mnie Clayface. Z przestępcy zamieniono go w sprzymierzeńca Batmana.
Jest resocjalizowany, co ciekawe dalej chodzi na castingi pod ludzką postacią,
bo dalej marzy o powrocie do dawnego życia aktora
A.C.: Generalnie
cenię sobie wszystkich antagonistów Batmana, ale nie jestem w stanie wybrać z
nich swojego ulubionego. Oni wszyscy są bardzo interesujący, ale za bardzo
przerysowani, by wzbudzić moją szczerą sympatię (nawet wspomnianą wcześniej
przeze mnie Poison Ivy postrzegam bardziej jako ikonę, archetyp niż
pełnokrwistą postać). Natomiast z całego uniwersum DC naprawdę lubię Lexa
Luthora. Podoba mi się fakt, że arcywrogiem największego herosa jest człowiek,
rządny władzy polityk, który pogrywa z Supermanem na płaszczyźnie moralnej.
Jest on też w tym wszystkim najbardziej "ludzki" i
"normalny", znamy takich ludzi - ambitnych, pozbawionych skrupułów,
przybierających różne maski w zależności od sytuacji - z historii i ze
współczesnej polityki, a czasem może nawet z własnego życia (choć działających
na mniejszą skalę).
S: Faktycznie,
osoby publiczne, niejednoznaczne moralnie są mniejszością wśród wrogów Batmana,
zwykle pojawiają się na jedną historię. Dużo więcej jest klasycznych gangsterów
jak Rupert Thorne. To chyba wynika z targetu, jaki sobie wybrał Mroczny Rycerz.
Zwalcza raczej skorumpowanych policjantów, a nie lobbystów, z czego znany był
na początku kariery Superman.

A.C.: Tak i też
czemu innemu służą. Joker, główny antagonista Batmana jest często postrzegany
jako jego druga osobowość, co tłumaczy, dlaczego muszą z sobą wiecznie walczyć
i Batman nigdy go nie zabije (mówię o pewnej idei, nie żeby to nigdy nie miało
miejsca). Ale na podobnej zasadzie działają pozostali przeciwnicy Batmana.
Natomiast gangsterzy nie-wariaci nigdy nie wyszli specjalnie interesująco (a
przynajmniej ja takich nie znam). Natomiast Luthora lubię w zestawie z
wszechmocnym Supermanem i pojawiający się w nim konflikt moralny herosa. Tego
jak uosobienie ludzkiego zepsucia (ale tego powszechnie akceptowanego, a nawet
podziwianego przez społeczeństwo) walczy z mitycznym bohaterem bez skazy.
Luthor jest jak Frank Underwood i na podobnej zasadzie mnie intryguje. Dlatego
też bardzo żałowałam, że w Batman v Superman:
Dawn of Justice z Luthora zrobiono pseudo Jokera. A tak jeszcze wracając do kobiecych postaci, jak odbierasz Harley Quinn?
S: Wiem, jak
fandom uwielbia HQ, ale sam uważam, że jest tylko ok. Dodaje Jokerowi ciekawej
dynamiki, sama dobrze współgra z Panem J. i Ivy. Radzi sobie jako solowa
postać, jak każdy przeciwnik Batmana. Ja jednak nie uważam, że to wystarczający
powód, żeby ją lubić AŻ TAK. Dużo na pewno zrobił Suicide Squad, ale on akurat wypaczył obraz Harley. Nie zmienia to
faktu, że jak każdy lubię Mad Love. Wracając jeszcze do Luthora: najlepsze w nim jest to, że on jest tylko
człowiekiem, a dorównuje Supermanowi dzięki intelektowi. W Action Comics, które
teraz wydał u nas Egmont, Lex przekonany o śmierci Supermana zajmuje jego
miejsce. Nosi specjalny strój i gdy przychodzi co do czego, walczy u boku
Clarka, nie ustępując mu ani na moment.
A.C.: Nie
słyszałam o tym komiksie, ciekawy koncept. Tak, to że Lex jest człowiekiem jest
w tym najlepsze. A co do HQ, pytam, ponieważ mnie ta postać przeraża. Przeraża
mnie, ponieważ jest niesamowicie prawdziwa. Uosabia szaloną, poddańczą,
destrukcyjną miłość, z którą niestety często spotyka się w rzeczywistym
świecie. Oglądając zachowania Harley nie sposób nie pomyśleć o wielu innych
kobietach, które postępują podobnie, godząc się na różnego rodzaju upokorzenia
i wykorzystywanie w imię "miłości".
Relacja HQ i Mr. J w Suicide Squad
jest inna, ponieważ tam Jokerowi zależy. I chociaż zupełnie zmienia to podstawowy
koncept tych postaci, ale miło było choć raz zobaczyć Harley w, powiedzmy,
dobrym związku. Poruszyłam temat HQ, ponieważ jest to i kobieta i antagonistka, której
wprawdzie nie mogę powiedzieć, że "lubię", ale która na pewno mocno
na mnie oddziałuje.
S: Jest żywą
alegorią toksycznego związku i jednocześnie postacią wymyśloną na potrzeby
kreskówki. Kolejny dowód na to, że Batman
TAS to arcydzieło. Nie zwróciłem uwagi na ten aspekt jej postaci. Tak na
prawdę "Szalona miłość" może trafić się każdemu. Chyba powinienem
przeczytać coś więcej o Harley. Nie
wiem, czy słyszałaś, ale Bruce Timm wrócił z animacją inspirowaną TAS - Batman and Harley Quinn.
A.C.: Słyszałam,
że powstała taka animacja, ale nie wiedziałam, że stoi za nią Bruce Timm.
Oglądałeś już ją? Tak wracając do jednego z poprzednich pytań, w Batmanie intryguje mnie właśnie ta archetypiczność bohaterów, to
jak poszczególne postaci prezentują różne rodzaje szaleństwa, które może
ogarnąć człowieka.
S: Widziałem
jakieś fragmenty na yt, ale nie całość. Słyszałem, że średnie, bo dostali
kategorię R za żarty, fabuła to zaadaptowany odcinek pt. Harlequinade, a Harley nie gra aktorka z TAS tylko Bernadette z Teorii
Wielkiego Podrywu. Różnorodność szaleństwa rzeczywiście jest ciekawa. Są obsesje, urojenia, schizofrenia.
Mało ludzi zwraca na to uwagę, ale jak działają razem Jim Gordon i Batman.
Gdzieś było coś takiego, że Gordon reprezentuje prawo, a Batman sprawiedliwość.
I w sumie jest to prawda. Czy to oznacza, że prawo nas ogranicza, a jedyne, co
nam potrzebne do bycia sprawiedliwymi to sumienie? Wszystko się zgadza, o ile Robin jest
sumieniem.
A.C.: O, ciekawa
koncepcja, nie pomyślałam o tym! Myślałam o tym na zasadzie takich bardziej
"codziennych", często nie leczonych szaleństw. Uzależnienia od adrenaliny
(Catwoman), obsesji na punkcie wyglądu (Clayface), kompleksu niższości
(Pingwin), obsesyjnej potrzeby kontroli otoczenia (Mad Hatter), dwulicowość
(Two Face), itp.
S: Riddler to z
kolei chorobliwa próba udowodnienia wszystkim swojej wyższości, a Brzuchomówca
i Scarface jest trochę duszoną frustracją i myśleniem "Kiedyś mu wygarnę,
na pewno!"
A.C.: To jest też
różnica między Supermanem i Batmanem. Superman działa wg ustalonych zasad i
prawa. Dlatego ma taki problem z Lexem. Natomiast Batman żyje w skorumpowanym
świecie, w którym prawo przestało działać w imię sprawiedliwość. Jest
vigilante, który sam wymierza sprawiedliwość wg własnego sumienia. Ale
jednocześnie vigilante nie jest prawidłowym sposobem funkcjonowania
społecznego, dlatego Batman jest antybohaterem i jest ścigany przez prawo.
Dyskurs prawo kontra sumienie to kolejny ciekawy motyw pojawiający się w Batmanie. Riddler jest jak aktor na scenie, przestępstwo jest tylko drogą do zwrócenia na
siebie uwagi, nie celem samym w sobie. I kto z nas nigdy nie był jak ten
Brzuchomówca i nie marzył o byciu kimś silniejszym, groźniejszym i bardziej
poważanym.
S: W starej grze,
o której wspominałem pojawia się wiadomość od Two-Face'a "Nie ma
sprawiedliwości, jesteśmy tylko my". Sens gry jest taki, że "Pan Dwie
Twarze" się myli. Jednak, jakby się nad tym zastanowić, to nie ma
sprawiedliwości, bo każdy, powiedzmy, że w Gotham City, definiuje ją inaczej.
Batman uzna, że sprawiedliwym jest bronić tych, którzy nie mają możliwości
obrony, bez względu na podjęte środki. Z kolei np. Killer Crock uzna, że
sprawiedliwym jest to, co jest dla niego i tylko dla niego korzystne. Po między
nimi jest Rene Montoya, która wierzy, że prawo=sprawiedliwość. Wtedy Batman
posługiwałby się własnym sumieniem, ale miałby świadomość, że jego poczynania
obserwuje Robin, co też jest istotne, bo niejako łagodzi decyzje i skłania go
do refleksji nad brutalnością i bezpieczeństwem.
A.C.: Ja bym
powiedziała, ze mamy tu do czynienia ze starciem trzech sił: prawa,
sprawiedliwości i sumienia. Z pozoru wydają się one tożsame, ale w gruncie
rzeczy różnice są ogromne. Robin i cala BatFamily to jeszcze osobna kwestia i
pewien wspaniały dysonans charakteru naszego bohatera.
D: Cóż, z mojej strony to
już wszystko. Widać, że moja pomoc w nakierowaniu dyskusji nie była nawet
potrzebna. Dziękuję Wam za rozmowę, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy o
Batmanie i jego świecie. Życzę Wam nowych komiksów i udanych kreskówek oraz
filmów. Dzięki J
Mam nadzieję, że ta dyskusja pomogła Wam dostrzec jak
zróżnicowane jest uniwersum Batmana. Każdy chyba znajdzie tu coś dla siebie.
Sprawiedliwość, szaleństwo, przygody, walki, zagadki, miłość. Są komiksy, filmy aktorskie, animacje. Cała gama
powodów by spróbować zagłębić się w świat nietoperzego bohatera. Myślę, że moi
rozmówcy wyczerpali temat już na tyle, że nie muszę nic dodawać. To jak? Widzimy
się w kinie na Justice League?
Jeszcze raz podziękowania dla Anny Cecylii i Szymona. Jesteście wspaniali a fandom w Was
jest silny J