piątek, 7 grudnia 2018

Herbata, czyli lek na wszystko


Najnowsze hasło, z którym przyszło mi się zmierzyć to „herbata”. Tym razem jednak nie będzie dziwnego opowiadania czy zestawienie proponowany filmów lub utworów literackich. Dzisiaj będzie właśnie o … herbacie. O jej właściwościach i magii jaką potrafią czynić. Post ten dedykuję w szczególności tym największym herbatomaniakom w moim otoczeniu Idze i Wiolecie, oraz mojemu dostawcy chińskich herbatek- Błażejowi 😊  



Zielona herbata jest moją osobistą faworytką. Uwielbiam jej aromat i smak. Ale jakie są plusy płynące z jej spożywania? Zielona herbata zawiera dużo teiny, a więc działa pobudzającą i jest dobry zamiennikiem dla kawy. Teina wspomaga koncentracje i uczenie się, więc powinna zostać dobrym przyjacielem każdego studenta podczas zbliżającej się sesji. Wspomaga także odchudzanie i przeciwdziała cellulitowi. Nie zastąpi wprawdzie porządnej dawki ruchu i ćwiczeń, ale w połączeniu z nimi może dać bardzo dobry efekt. Zielona herbata stymuluje krążenie! Nie tylko zapobiega wchłanianiu cholesterolu, ale także zapobiega powstawaniu zakrzepów. Niestety trzeba pamiętać, że pita w nadmiarze może przyczynić się do anemii. W Japonii znana jest jako eliksir młodości. Chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, opóźniając procesy starzenia. Pomaga także w oczyszczaniu skóry, dlatego tak często jest spotykana w różnych kremach i maseczkach. Poza tym zwiększa naszą odporność, więc w te chłodne, deszczowe dni warto po nią sięgnąć by uniknąć przeziębienia i grypy. Zwalcza także nieświeży oddech. Według niektórych badań zmniejsza ryzyko nowotworów. Jednak, jak wiadomo, ta kwestia wciąż nie jest w pełni zbadana. Tego rodzaju herbaty powinny unikać kobiety w ciąży, osoby starsze lub chore na anemię.

Czarna herbata, czyli coś co każdy ma w domu, ale nie każdy docenia. Bardzo dobrze działa na układ pokarmowy. Pomaga przy zatruciach żołądkowych oraz wspomaga trawienie po ciężkich posiłkach. Działa pozytywnie także na nasz układ krwionośny. Zapobiega miażdżycy, rozszerza naczynia krwionośne oraz obniża ciśnienie krwi i dba o właściwy poziom cukru w naszym organizmie. Okłady z czarnej herbaty potrafią czynić prawdziwe cuda. Zwalczają trądzik, łagodzą poparzenia oraz pomagają na zmęczone i opuchnięte oczy. Płukanka do włosów z czarnej herbaty pomaga na łupież. Badacze na Sri Lance udowodnili natomiast jej pozytywny wpływ na libido.

Czerwona herbata podobno jest bardzo skuteczna w walce z nadwagą. Ułatwia trawienie i przyspiesza przemianę materii. Obniża poziom cholesterolu we krwi. W przeciwieństwie do innych herbat nie zawiera teiny a kofeinę, taką samą jak ta zawarta w kawie. Jednak jej działanie nie jest takie same. Podczas gdy kawa pobudza szybko, ale krótkotrwale, działanie czerwonej herbaty jest łagodniejsze, ale jej efekt jest długotrwały. Przyspiesza usuwanie toksyn z organizmu, wspomagając jego oczyszczanie. Pomaga także w walce z infekcjami.

Biała herbata jest uważana za jeden z najzdrowszych napojów świata. Skąd taki tytuł? Oto kilka efektów jakie może przynieść picie jej naparu.  Duża ilość, nawet czterokrotnie większa niż w zielonej herbacie, antyoksydantów spowalnia starzenie się i działa przeciwnowotworowo. Zmniejsza poziom „złego” cholesterolu i zwiększaniu poziomu „dobrego” cholesterolu we krwi. Regularne spożywanie naparu z białej herbaty wzmacnia również kości! Biała herbata działa również antybakteryjnie i chroni przed działaniem wirusów. Wzmacnia nie tylko odporność organizmu, ale i zęby oraz dziąsła.

Tak więc może pora zastanowić się i zamiast kupować kolejne produkty, które na siłę próbują wcisnąć nam media, pora po prostu dodać do swojej apteczki, albo kosmetyczki, a zwłaszcza diety którąś z tych herbat? Natura nas stworzyła i Ona daje nam też sposoby na to, by żyło się nam lepiej.

Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie idę zaparzyć sobie herbatkę. Do następnego!

poniedziałek, 22 października 2018

Alternatywa dla horrou na Halloween



Zbliża się Halloween. Pewnie znajdzie się tu sporo osób, które jeszcze nie jest do końca pewne co planuje robić tego wieczoru. Wyjść na miasto? Może wybrać się do Escape Roomu? A może spędzić ten wieczór przed telewizorem? Jeśli rozważacie seans filmowy, ale nie przepadacie za horrorami albo po prostu nie macie na nie ochoty, ten post jest dla Was.

Oto propozycje kilku filmów które nie są horrorami, ale klimatycznie pasują do zbliżającego się nocy duchów. Może znajdziecie tu coś dla siebie 😉

Hokus pokus (1993) - film nieco starszy ode mnie. Można się przy nim pośmiać, niezależnie od wieku. Ciekawe kostiumy, a w role jednej z wiedź wciela się Sarah Jessica Parker. Fabuła jest dość prosta. Trzy czarownice z Salem zostają skazane na śmierć. Przed wykonaniem wyroku rzucają zaklęcie pozwalające im powrócić do świata żywych. Po kilkuset latach udaje im się to na skutek działań pewnej małej dziewczynki. 

Donnie Darko (2001) - z góry ostrzegam, że na tym filmie rzeczywiście trzeba się skupić by go w pełni zrozumieć. Tytuł ten znajduje się na liście moich ulubionych. Plusem jest także fakt, że w główną rolę wciela się młody Jake Gyllenhaal. Donnie to młody chłopak z zaburzeniami osobowości. Stara się jednak normalnie żyć. Nie wychodzi mu to tak źle. Do momentu, gdy pojawia się…królik. Dokładnie rzecz biorąc postać w kostiumie królika – Frank. Oznajmia on, ile zostało godzin…Do czego? By się przekonać musicie obejrzeć sami. Od tego momentu jednak w życiu chłopaka wszystko staje się coraz bardziej skomplikowane.


Miasteczko Halloween (1993) – tytuł tej animacji sam sugeruje, czemu warto obejrzeć ją właśnie w ten wieczór, nieprawdaż? Choć równie dobrze można obejrzeć go tuż przed Świętami. Fakt, że do powstania tego dzieła rękę przyłożył sam Tim Burton gwarantuje dobrą zabawę. Do tego wspaniałe piosenki. O co więcej można prosić?  Co stanie się, jeśli ekipa odpowiedzialna za Halloween, postanowi zająć miejsce…świętego Mikołaja? Na pewno powstanie wiele komplikacji i zabawnych sytuacji. Polecam z głębi serca.

Rodzina Addamsów (1991) - szczerze wątpię by ktoś jeszcze nie znał tego filmu. Klasyka czarnego humoru. Jednak znajdą się tacy którzy jeszcze nie widzieli tego wspaniałego filmu… Wyobraźcie sobie najmroczniejszą rodzinę jaką jesteście w stanie. Ulubionym kolorem wszystkich jest czerń. Rodzice są szaleńczo w sobie zakochani, a dzieci podczas zabawy wypróbowują między innymi krzesło elektryczne. Lokaj przypomina stwora Frankensteina, a po mrocznej willi biega samotna ręka. Co mogłoby zburzyć sielankę takiej nietypowej rodzinki? Pojawienie się dawno zaginionego krewnego…

Totalna magia (1998) – dla odmiany komedia romantyczna, choć kolejny nieco starszy tytuł. Nieco wzruszający, nieco bawiący i lekko niepokojący. W rolach głównych Sandra Bullock i Nicole Kidman. To historia dwóch sióstr pochodzących z rodu czarownic, na których ciąży klątwa sprawiająca, że gdy się zakochają ściągną na siebie i swego wybranka straszny los. Jedna z sióstr często wykorzystuje swe umiejętności do uwodzenia mężczyzn, co w końcu kusi los…


Gnijąca panna młoda (2005) – kolejna animacja i kolejne dzieło Tima Burtona na tej liście. W oryginalnej wersji dwójce głównych bohaterów głosu użyczają Johnny Depp i Helena Bonham Carter. Historia jest na swój sposób urocza. Victor przypadkiem oświadcza się nieżyjącej dziewczynie. Nieboszczka zabiera młodzieńca ze sobą do świata zmarłych, by go poślubić. Pokazuje mu swój świat co pomaga mu wiele zrozumieć, nie tylko na temat tego co dzieje się pod ziemią.

Tylko kochankowie przeżyją (2013) - dobra. Przyznam się od razu. Film ten obejrzałam tylko ze względu na Toma Hiddlestona w głównej roli. Ale wiecie co? Nie pożałowałam. Film jest niesamowity. I bynajmniej nie dlatego, że Loki Tom gra tutaj wampira. Tilda Swinton, Mia Wasikowska, John Hurt. W tym dziele przejawia się cała plejada niezwykle utalentowanych aktorów.  Nie jest to typowy film o wampirach. Każdego kto ośmieli się na ten tytuł czekają głębokie przemyślenia na temat tego co nadaje życiu sens. Fabuła w pigułce – para wampirów odbudowuje swój związek sprzed lat. Na przeszkodzie staje im młodsza siostra kobiety, której niedojrzałe zachowanie zaczyna ściągać kłopoty na całą trójkę.

Sok z żuka (1988) – najstarszy film tutaj. Oglądałam ten film już dość dawno temu, ale najbardziej pamiętam charakterystyczna postać Beetlejuice’a i ciągłe wybuchy śmiechu jakie towarzyszyły mi podczas seansu. Do domu zamieszkiwanego przez parę duchów wprowadzają się nowi właściciele. Zjawy, chcąc się ich pozbyć, wzywają z zaświatów bioegzorcystę - Beetlejuice'a. (Jeśli chcecie go przywołać, powiedzcie trzy razy jego imię 😉)

Wiecznie żywy (2013) – nie oceniajcie, jeśli nie oglądaliście! Romans z zombie w roli głównej wcale nie musi być zły! No bo skoro krwiopijcy się doczekali to czemu nie mózgożercy? Na tym filmie naprawdę idzie się uśmiać, a wątek romantyczny jest lepiej pociągnięty niż w niejednym filmie. Młody chłopak R. w skutek epidemii zostaje zombie. Jednak nie jest całkowicie bezmyślny, jak można by było to podejrzewać. Gdy spotyka Julie i ratuje ją przed żywymi trupami wszystko się zmienia. Odprowadza ją do ludzkiej siedziby by udowodni, że zombie nie są takie złe jak można by sądzić.




I jak? Macie nowe plany na Halloween? Znalazło się coś, co przypadło Wam do gustu? A może wdzieliście już wszystkie te tytuły? Dajcie znać w komentarzach!

sobota, 20 października 2018

Deser

Nadszedł czas na kolejne hasło z Naszego wyzwania. Tym razem padło na "deser". Przyznam szczerze, że długo nie miałam pomysłu na to co mogłabym napisać.  Jednak nasze wyzwanie ma to do siebie, że zawsze trzeba coś wymyślić. Postanowiłam więc tym postem wpasować się w klimat przed Halloween.
Koniec tego wstępu. Miłego czytania!



Babeczka


Muzyka rozbrzmiewała w jej słuchawkach, gdy powolnym krokiem przemierzała ulice. Zastanawiała się czy dobrze robi. Czy powinna tam iść? Może jednak zawróci? Jeszcze nie było za późno. Ledwo zauważalnie pokręciła głową. Wiedziała, że tego nie zrobi. Dla niej już dawno było za późno. Wpadła jak śliwka w kompot. Nie potrafiła wyplatać się z tej dziwnej sytuacji. To wydawało się jedynym rozwiązaniem.
Zanim zdążyła się zorientować stała już pod dobrze znanym jej blokiem. Wpisała kod do domofonu i weszła do windy. W dłoniach trzymała pudełko. Niepozorne. Z białego plastiku z zieloną pokrywką. Czy na pewno powinna to robić? Winda zatrzymała się na trzecim piętrze. Wzięła głęboki oddech. Przywołała uśmiech na twarz, pukając do ostatnich drzwi na korytarzu. Nim zdążyła policzyć do trzech, drzwi otworzyły się ukazując wysokiego, przystojnego chłopaka o czarnych włosach i jasnych oczach, w których nie raz tonęła.
-Wchodź, reszta już jest- powiedział ściskając ją krótko na powitanie.
Odpowiedziała mu uśmiechem i skierowała się do pokoju, z którego dobiegały odgłosy wesołych rozmów.
-Cześć maleńka! -przywitał ją blondyn siedzący najbliżej drzwi. Poza nim w pokoju było jeszcze dwóch chłopaków, którzy pomachali jej na powitanie. Zanim zdążyła usiąść, jeden z nich wręczył jej butelką piwa.
-Też coś dla Was mam- powiedziała otwierając pudełko i stawiając je na stole. Oczom wszystkich ukazało się pięć apetycznie wyglądających babeczek.
- Wiesz, że nie przepadam za słodyczami-powiedział czarnowłosy siadając obok niej.
- Uwierz mi, tym razem będą Ci smakować- odparła posyłając mu najbardziej przekonywujący uśmiech na jaki byłą ją w tym momencie stać.
Reszta zdążyła się w tym czasie poczęstować i cichymi pomrukami wyrażała swoją aprobatę. W końcu i ciemnowłosy się skusił. Gdy wziął niepewny, pierwszy kęs, szczerze się zdziwił. Smakowały wprost wyśmienicie!
-A Ty nie jesz? -spytał biorąc kolejny kęs.
-Lepiej nie. Zrobiłam je specjalnie dla Ciebie i Twoich przyjaciół- odpowiedziała, a jej uśmiech stał się naglę dziwnie mroczny. Chłopak rozejrzał się po pokoju. Reszta towarzystwa albo już spała albo właśnie zasypiała, tak jak siedziała.
-Co w tym jest? Coś Ty zrobiła? - przerażony odrzucił babeczkę, pozwalając by upadła na podłogę. Ale było już za późno. Jego także zmorzyła nagła senność.
Uśmiech całkowicie zniknął z twarzy dziewczyny:
-Co było w środku? No cóż…- przypomniała sobie jak ostatniej nocy przygotowywała wszystkie składniki. Mąka, cukier, proszek do pieczenia, to co zazwyczaj… Oraz kilka igieł z korony świętego drzewa, parę kropel wody z najmroczniejszego stawu, pył z rozdroża i kilka innych dodatków, o których nie wspominał żaden przepis znaleziony w Internecie. To wszystko znalazła w starej księdze, którą przekazywało się w jej rodzinie od pokoleń. – To nie jest teraz ważne. Liczy się to, że teraz uśniesz. A gdy się obudzisz będziesz robił wszystko o co tylko poproszę. A wtedy w końcu wszystko będzie proste…

środa, 3 października 2018

Kocyk

Nowy rok akademicki, nowe podejście do regularnego pisania na blogu. Może tym razem mi się uda?
Tymczasem, dziś serwuję Wam nowinkę, napisaną na pierwsze hasło z tej edycji naszego wyzwania. "Koc".
Czasami, aż się boję co może być następne...xD




Kocyk


Dostała mnie w prezencie. Bardzo się ucieszyła. Stwierdziła, że na pewno będę przydatny podczas wyjazdu, który na nią czekał. Od tego momentu jestem jej, a Ona, w pewien sposób, jest moja.

               Jestem przy niej, gdy budzik wyrywa ją z błogiego snu. Gdy zaspana, przeklinając pod nosem, próbuję wyłączyć piosenkę, która kiedyś uwielbiała. Jestem, gdy wcina śniadanie zerkając na zegarek. Zostaję, gdy wybiega z pokoju, ale wiernie czekam, aż wróci. Jej kącik nie jest duży. Łóżko, stolik i dwie szafki. Ale jakoś jej to wystarcza.

               W końcu, po kilku godzinach, wraca. Rzuca torbę i pada na łóżko. Pozwala bym oddał jej trochę swojego ciepła. Jestem, gdy próbuje gotować. Czasem jej to wychodzi, a czasem…przynajmniej próbuje. Gdy ogląda ulubiony serial, otula mną nogi. To na mnie lądują jej notatki, gdy przysięga, że ma już dość nauki. Czekam cierpliwie.  Wiem, że zawsze, w końcu je podniesie. Jestem, gdy słucha muzyki i odlatuje myślami do innych krain, rzeczywistości, które tylko Ona zna i rozumie. Słyszę, gdy zaczyna fałszować razem z przyjaciółkami. Widzę, gdy tańczy podczas sprzątania. Często siadają razem na podłodze i popijając czerwony płyn z szklanych lampek śmieją się, grając w różne gry. Widzę, gdy staje przed szafą i przerzuca jej zawartość kilkukrotnie, po czym wychodzi ubrana inaczej niż zazwyczaj.

               Jestem, gdy wraca w środku nocy. Gdy ucina sobie szybką, popołudniową drzemkę. Zasłaniam ją po same oczy, gdy źle się czuje albo się smuci. Otulam ją, gdy ogląda horrory z przyjaciółmi, zasypia albo gdy czeka do późna na wiadomość od niego. Jestem, gdy się śmieje, płacze, uczy się, je, tańczy czy śpi. Jestem jej ulubionym kocykiem, który zabrała ze sobą na studia i jestem z tego dumny.

czwartek, 5 lipca 2018

InterTony 2018- rodzinna zabawa z ciężkim brzmieniem



Już w 2016 roku opisywałam pierwszą edycje tego festiwalu z punktu widzenia pełnej energii wolontariuszki. Tym razem będzie trochę inaczej. Do końca nie byłam pewna czy uda mi się dotrzeć, więc tym razem nie pisałam się na pomoc. Jednak dzięki przychylności losu udało mi się dotrzeć i to nawet niemal na czas! Bo czym są dwie godziny poślizgu… W ten sposób, moimi spostrzeżeniami na temat tegorocznej edycji mogę się podzielić z Wami, z punktu widzenia zwyczajnego, nieco padniętego gościa. Gotowi? No to lecim!

Dla mnie zabawa zaczęła się gdy tuż przed siedemnastą wraz z pewną dziewczyną z włosami w kolorze dobrej whisky stanęłyśmy przed wejściem na stadion Kolejarz w Chojnicach. Jaskrawe bransoletki które pojawiły się na naszych nadgarstkach były dowodem, że trafiłyśmy w dobre miejsce. Niestety na scenie trwała akurat przerwa między zespołami. Bynajmniej nie oznacza to, że nic się nie działo! Już na samym wejściu można było poczuć aromatyczne zapachy dobiegające z dwóch food trucków i grilla (frytki belgijskie tym razem wygrały). Wśród zbierających się tłumów spacerował sobie Iron Man i damska wersja Kapitana Ameryki. Widać sprawdzali kto jeszcze przeżył zagrywkę Thanosa. Tak jak i poprzednio tak i teraz można było skorzystać z wysięgnika i obejrzeć panoramę miasta z wysokości około 30/40 metrów. Gdy trzy dziewczyny z lękiem wysokości także postanowiły spróbować (przepraszam Milena…przepraszam Martyna xD) dostały nawet owacje od zagranicznych wolontariuszy. Jak zwykle można było zasięgnąć informacji o wydarzeniu a także działalności Centrum Młodzieżowego i Eurodesku w specjalnym punkcie informacyjnym. Z nowości była także Strefa Kultury która w artystyczny a zarazem klimatyczny sposób przyozdobiła tamtejszy pomnik. Można było kupić kilka ciekawych płyt na specjalnym kiermaszu. Osobiście, między koncertami powiększyłam swoją małą kolekcje o album „Meteora” Linkinów. Oczywiście można było także nabyć festiwalaową koszulkę lub płytę albo T-shirt licznych zespołów które tego dnia zagościły na scenie. Zaś jeśli chodzi o samą scenę to wystąpili tam: Decapitated, Octopussy, Weathered, Mass Insanity, No Shelter, The Black Thunder oraz Perpetual. The Black Thunder był pierwszym zespołem na który zdążyłam i chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Rozgrzali atmosferę i przygotowali do dalszej zabawy. Nawet gdy na ostatni kawałek padło nagłośnienie muzycy nie przerwali, nie stracili humoru i bawili się dalej. Dzięki temu widownia także bawiła się do końca. Kolejne zespoły bynajmniej mnie nie zawiodły. Można było szaleć do ostatniej minuty i nuty, a nawet trochę dłużej.
Pewnie czytacie to i zastanawiacie się czemu w tytule napisałam „rodzinna zabawa”, prawda? Cóż, każdy kto tam był rozumie. Dla reszty jest to krótkie wyjaśnienie. Różnica wieku między osobami na festiwalu była spora. Bawili się wszyscy. Od maluszków w wózkach po osoby starsze. Tak. Były tam dzieci. Całkiem sporo. Które bawiły się przednio i poprawiały humor także innym osobom. Biegały między ludźmi, walczyły na sztuczne miecze, a nawet skakały pod sceną. Bo takie maluchy nie mają uprzedzeń i dla nich nie ważne jest miejsce. Wystarczy, że ktoś chcę bawić się z nimi. A tu było pełno takich osób.
Podsumowując. Zabawa była przednia, nawet mimo pogody która nie potrafiła się zdecydować czy chce nas uraczyć słońcem czy też mocnym wiatrem. Należą się wielkie podziękowania i gorące oklaski dla wszystkich osób które podjęły się organizacji tego przedsięwzięcia i pomocy przy nim. Brawa dla Was. Jesteście wielcy!
No to co? Widzimy się za rok? 😉

poniedziałek, 26 marca 2018

Wojownik


Kolejnym hasłem z jakim teraz dane było się mi zmierzyć był „wojownik”. Miałam kilka pomysłów jak się za to zabrać. Końcowo jednak postanowiłam dać Wam zestawienie kilku filmów gdzie główną rolę odgrywają właśnie wojownicy. Kilka propozycji na wielkanocne popołudnia 😉
Tym razem celowo starałam się unikać „Gwiezdnych Wojen”, „Władcy pierścieni” czy uniwersum Marvela. Wszystkie pasowałyby, ale chciałam udowodnić sobie, że dam radę nie wciskać ich wszędzie. Tak więc siadajcie wygodnie i czytajcie. Zaczynamy.

Troja (2004)
Ta pozycja zapewne nie zaskakuje ani odrobinę. Każdy z nas zna epopeje Homera. Zaś ta jej ekranizacja jest prawdopodobnie najpopularniejsza. Bard Pitt jako Archilles, Orlando Bloom jako Parys i Sean Bean jako Odyseusz. To tylko niektóre gwiazdy które pojawiają się u bram Troi. Jeśli jakimś cudem jeszcze nie widzieliście to serdecznie polecam. Nie liczcie jednak na dokładne odzwierciedlenie lektury. Ocena na filmweb- 7,4. Moja ocena-7.




Król Artur (2004)

Kolejna pozycja która jest ekranizacją klasyki. Zdecydowanie moja ulubiona wersja przygód KrólaArtura. Akcja dzieje się w V wieku naszej ery. Siedmiu zasłużonych rycerzy cesarstwa rzymskiego w Brytani dostaje ostatnie zadanie. Keira Knightley jako piękna Gniewra, Clive Owen jako dzielny Artur. Czas spędzony na seansie tego filmu zdecydowanie nie będzie zmarnowany. Ocena na filmweb- 6,8. Moja ocena- 8.





Obłędny rycerz (2001)
Mniej poważna pozycja niż wcześniejsze, ale również warta uwagi. Komedia przygodowa o młodym giermku (Heath Ledger),  który podszywając się pod rycerza staje do turnieju. Jest wiele ciekawych perypetii, piękna dama serca (Shannyn Sossamon), poważne rozmyślania nad tym co jest najważniejsze oraz nikczemny przeciwnik. Nie obędzie się bez wspomnienia o drugoplanowej roli Paula Bettanya. Doskonale sprawdza się przy zapowiadaniu zawodników i zdobywaniu ludzkich serc. Ocena na filmweb- 7,0. Moja ocena- 8.


Gladiator (2000)
Film Ridleya Scotta opowiada historie Generała armii rzymskiej - Maximusa (Russell Crowe). Na wskutek spisku zostaje on skazany na śmierć wraz z całą rodziną. Cudem udaje się mu jednak uciec. Trafia do niewoli, gdzie zostaje wyszkolony na gladiatora. Z walki na walkę zyskuje popularność, a na jego występy zaczyna przychodzić coraz więcej ludzi. Maximus jako wojownik wraca do Rzymu, by pomścić swoich bliskich. Niezwykła ścieżka dźwiękowa i wspaniałe ujęcia sprawią, że trudno będzie się oderwać od ekranu. Ocena na filmweb – 8,1. Moja ocena – 8.

300 (2006)
Tak więc…THIS IS SPARTA! Spektakularna ekranizacja komiksu Franka Millera, która opowiada o bitwie pod Termopilami. Trzystu spartańskich wojowników pod wodzą Leonidasa (Gerard Butler) staje naprzeciw potężnej armii perskiego króla Kserksesa. Fabuła prosta, bez większych niespodzianek. Sceny walki są prawdopodobnie największym plusem. Zaś biorąc pod uwagę, że stanowią one jakieś 90% całego filmu można być pewnym dobrej zabawy. Ocena na filmweb – 7,6. Moja ocena – 7.


Istnieje jeszcze kilka tytułów nad dołączeniem których zastanawiałam się. Są to między innymi:
 „Centurion” (2010) który opowiada historie podobną do wyżej wymienionego „Króla Artura”.
„Mulan” (2009). Nie. Bynajmniej nie animacja Disneya. Wersja filmowa jest jednak równie fascynująca. Co prawda nie polecam dla dzieci, jednak dla starszych widzów jak najbardziej.
„Assassin's Creed” (2016). Ekranizacja kultowej już serii gier. Z drobnym ukłonem dla pewnej blondynki zza ściany.
„Dracula: Historia nieznana” (2014). Film łączy w sobie historyczną prawdę o Władzie Palowniku walczącym z Turkami i legendę pierwszego wampira.

Tym razem to już wszystko. Zachęcam do komentowania. Do przeczytania!

środa, 10 stycznia 2018

Wybranka gwiazd

Syriusz. Zdjęcie robione teleskopem naziemnym


Kolejne hasło z magicznego słoika. Kosmos. Można by na ten temat napisać wiele. Zastanawiałam się nawet nad zestawieniem ulubionych filmów dziejących się w kosmosie-  Apollo 13, Armagedon, Pitch Black, Gwiezdne Wojny i wiele innych. Ale zanim się obejrzałam powstało co innego. Mam nadzieje, że Wam się spodoba.






Wybranka gwiazd
Ludzie zawsze patrzeli w niebo z nadzieją. Widok ciepłego słońca przynosił ukojenie. Miliardy gwiazd rozświetlających nocą nieboskłon budziły ich ciekawość. Kiedyś utożsamiano je z bóstwami. Czasami z duszami zmarłych. Później naukowcy udowodnili, że każda gwiazda jest tym samym, czym nasze słońce. Źródłem światła i ciepła dla innych planet, gdzieś daleko od nas. Przynajmniej kiedyś tym były. Światło podróżuje wprawdzie szybciej niż cokolwiek innego, ale jeśli ma taką odległość do przebycia, może to oznaczać, że marzenia dawały nam martwe słońca.
To była pierwsza rzecz jaką nam powtarzano każdego ranka przez wiele lat szkoleń. Teraz to My jesteśmy waszą nadzieją choć nie macie o tym pojęcia. Mi niebo nie kojarzy się z ciepłem, marzeniami i nadzieją. Dla mnie to czarna, zimna pustka. Moim zadaniem zaś jest odnaleźć w niej nowy dom.
Ziemia umiera. Taka jest prawda którą od wielu lat wszyscy staracie się ignorować. Dlatego, że sami się do tego przyczyniacie. Gdyby nie ludzie ta planeta byłaby w pełnym rozkwicie. Jednak nasza rasa, niemal od samego początku swojego istnienia, wykorzystuje to co dała jej natura, wyczerpując powoli zasoby matki ziemi. Gdy wielcy tego świata zdali sobie z tego sprawę było już za późno. Jedynym ratunkiem, zarówno dla ludzi jak i samej planety, jest to byśmy ją opuścili. Jednak do tego trzeba znaleźć inne miejsce które będziemy mogli nazwać domem. Mam nadzieje, że nasza praca nie pójdzie na nic i tym razem ludzie lepiej wykorzystają swoją szanse.
Pewnie zastanawiacie się kim jestem? Nazywam się Alice. Ku pamięci dziewczynki która znalazła nowy świat po drugiej stronie lustra. Zostałam przeznaczona gwiazdom. Urodziłam się na stacji kosmicznej. Moi rodzice byli jednymi z pierwszych którzy wyruszyli w kosmos szukając nowego domu dla ludzkości. Ich załogi stworzyły pierwszy przyczółek. Bazę wypadową dla reszty jednostek. Na Marsie. Właśnie na czerwonej planecie spędziłam pierwsze lata swojego życia, od samego początku ucząc się by móc kiedyś wyruszyć w dalszą podróż. Teraz mam dwadzieścia lat. Mars jest dla mnie tylko wspomnieniem. Gdy spoglądam w czerń za  nie widzę nawet śladu tej planety. Nawet nasze słońce stało się jedynie odległym punktem. Gwiazdą majaczącą w oddali. Gdybym spojrzała w drugą stronę zobaczyłabym niebieską łunę. Ta gwiazda jest mi teraz bliższa. Wokół niej krąży jedenaście planet.  Trzy z nich według wstępnych badań mogłyby sprawić, że nadzieja stałaby się czymś rzeczywistym. To właśnie mamy sprawdzić My i dwie inne ekipy. Mamy dowiedzieć się czy Syriusz jest w stanie zastąpić nasze słońce.

Wy nie doczekacie się już życia na innej planecie. Wciąż możecie patrzeć w gwiazdy z głową pełną marzeń i sercem wypełnionym nadzieją. Kosmos ma wiele do zaoferowania. Nie możecie jednak zapominać o najważniejszym. Ziemia jest Waszym domem. Dbajcie o nią. Inaczej nawet gwiazdy Wam nie pomogą. 

poniedziałek, 8 stycznia 2018

A życie wciąż takie samo

Nie będzie żadnego stwierdzenia „Nowy rok- Nowa Ja”. Niestety będziecie użerać się ze starą mną ;) Jest jednak pewien projekt który spróbuje realizować w tym roku. Zobaczymy czy się uda. Chodzi mianowicie o cotygodniowe podsumowanie rzeczy przeczytanych i obejrzanych.  Oczywiście wyzwanie słoikowe i  „cena pokoju” wciąż będą się pojawiać, mam nadzieję , że bardziej regularnie niż do tej pory. Dajcie znać co o tym myślicie, a tymczasem podsumowanie pierwszego tygodnia.
Ze względu na nawał materiałów do przeczytania na uczelnie, nie udało mi się znaleźć czasu i chęci na inną lekturę, jednak liczba obejrzanych filmów nieco wzrosła.  Na pierwszy ogień niech pójdzie noworoczny seans z braćmi.

Auta 3. Tak, rozpoczęłam nowy rok animacją. Jestem z tego powodu zadowolona. Trzecia część przygód Zygzaka nie zawodzi. Można się pośmiać, a Złomek jak zwykle dostarcza wiele rozrywki. Jednak ta część była inna niż poprzednie. Zmuszała do przemyśleń i sprawiała, że łezka kręciła się w kąciku oka. Nadszedł bowiem kres pewnej ery. Wszyscy przyjaciele/przeciwnicy z toru są zastępowani przez nowe modele. To samo może czekać Zygzaka który podczas ostatniego wyścigu uległ poważnemu wypadkowi. Nie poddaje się on jednak i próbuje osiągnąć wynik lepszy niż kiedykolwiek. Podczas swoich treningów wyrusza w podróż gdzie odwiedza miejsca z przeszłości swojego przyjaciela- Wójta Hudsona. Podróżuje z nim młoda trenerka, która kiedyś także marzyła o tym by ścigać się na torze z najlepszymi. Podczas sentymentalnej podróży McQueen odkrywa, że jest coś co daje jeszcze więcej radości niż własne zwycięstwo. Polecam, zwłaszcza do obejrzenia z młodszymi krewniakami.
8/10
Armia Boga. Film ten oglądałam już wile lat temu, ale zrobiłam to ponownie ponieważ mam do niego pewien sentyment. Może to po trochu kwestia tego, że jesteśmy z tego samego rocznika?  1995 górą!  Na poważnie : zawsze interesowała mnie tematyka aniołów. Więc jak mogłabym nie obejrzeć
A Ty? Umiesz kucać jak anioł?
jednego z największych klasyków w tym klimacie? Wojna którą wywołał Lucyfer swoim buntem nie była jedyną która rozdarła niebo. Podczas drugiej także poszło o ludzi. Właśnie o tym opowiada ten film. Tu głównym złym nie jest jednak pierwszy upadły, ba! Lucyfer grany przez Viggo Mortensena postanawia pomóc ludziom. Jednak jak sam to podkreśla nie ze względu na miłość  do ludzi, a tylko i wyłącznie ze względu na monopol na piekło. Nie chcę konkurencji. Tutaj to Gabriel jest zły. On chcę doprowadzić do końca ludzkości by aniołowie na powrót stali się ulubionym stworzeniem Pana. Podczas seansu można zadać sobie ważne pytanie: Kim stajemy się jeśli pozbawi się nas tego co najważniejsze? Jeśli całym sensem naszego istnienia jest wiara, kim się staniemy gdy zostanie ona zachwiana? Poza tym jeśli zobaczycie osobę która kuca na oparciu krzesła, nagrobku albo innym, pozornie niemożliwym miejscu, to masz 99% pewności, że jest to anioł. Bardzo podoba mi się także gest który aniołowie wykonywali na pożegnanie.
8/10 z serduszkiem. Bo sentyment do tego filmu pozostanie mi już na zawsze.
You Get Me.  Jedna z zeszłorocznych produkcji Netfilxa. Typowy film młodzieżowy. Lekki thriller do obejrzenia gdy nie ma się ochoty na nic poważniejszego. Główny bohater –Chase- po kłótni ze swoją dziewczyną jest pewien, że to koniec ich związku. Tego samego wieczoru poznał piękną Holly. Jak można się domyśleć wspólny wieczór kończy się upojną nocą. Jednak to co miało być jednorazową przygodą ma niespodziewany wpływ na jego życie. Następnego dnia godzi się z swoją dziewczyną , ale gdy kilka dni później rozpoczyna się rok szkolny, kogo spotyka na korytarzu? Holly, a jakże by inaczej. Dziewczyna przeniosła się by móc być bliżej niego. To co wydawałoby się fatalnym zauroczeniem stopniowo przekształca  się w prawdziwą  obsesje . Nie jest to najgorszy film jaki widziałam, ale raczej nie jest godny polecenia.  4/10
Blade Runner 2049 Kontynuacja klasyku s.f. z Harrisonem Fordem. Wiele mogło pójść nie tak. Obawiałam się zwłaszcza Ryana Goslinga w roli głównej. Przyznam szczerze, że po prostu nie przepadałam za tym aktorem.  Jednak poradził sobie. Nie tylko On, ale i cały film. Trzyma klimat poprzedniej części. Ujęcia są wspaniałe. Dialogi trzymają poziom.  Jedyne do  czego mogę się doczepić to Jared Leto. Jego postać jakoś po prostu mi nie podeszła. Sam film porusza bardzo ważną kwestie. Co czyni nas człowiekiem? Czy to fakt, że zostaliśmy urodzeni a nie stworzeni? To, że potrafimy kochać? Może stajemy się człowiekiem dzięki poświęceniom które jesteśmy gotowi ponieść?
8/10
Baba Jaga. Podobno horror. Film można podzielić na dwa rodzaje scen. Tak przeraźliwie nudne i ciągnące się niczym flaki z olejem oraz te, zazwyczaj niezbyt udane, jumpscary. Fabuła jest mniej więcej taka, że porzucona przed laty przez matkę-narkomankę, dziewczyna odwiedza dom w którym podobno mieszkała wiedźma. Legendy głoszą, że jeśli zapukasz do drzwi dwukrotnie to zacznie nawiedzać Cię demon nad którym owa wiedźma sprawowała piecze. Co robi główna bohaterka? Puka! Plus za polskie akcenty. Film jednak zdecydowanie nie jest godny polecenia. Przewidywalny i schematyczny.
3/10


Poza filmami udało mi się także znaleźć czas by dokończyć 4 sezon Z nation. Jeśli ktoś z Was uważa się za fana produkcji o zombiakach, albo po prostu lubi się pośmiać, to szczerze polecam tą produkcje. Jest to parodia wszystkich historii o żywych trupach, jakie tylko możesz sobie wyobrazić. Masz niebieskoskórego kryminalistę którego krew może być kluczem do lekarstwa, masz Wielki Kanion pełen zombie, Zombie zioło- maryśka hodowana na zombiakach, szalonych fryzjerów, chłopaka który zmienił imię na 10 tysięcy- bo tyle zombiaków zamierza zabić, zombie tornado i wiele, wile innych. Polecam.
7/10




 Na ten moment to byłoby wszystko. Dajcie znać , co sądzicie o takiej formie wpisów.  Do przeczytania za tydzień!