niedziela, 26 czerwca 2016

InterTony2016- czyli jak pomagając można bawić się tak dobrze by zapomnieć o prawdziwym świecie.


     Kilkanaście dni temu znajoma z Centrum Młodzieżowego, Igor , powiedziała mi , że przydałoby się im kilku wolontariuszy przy nadchodzącym festiwalu. Po długich namysłach ( które trwały mniej więcej pół minuty) wraz z przyjaciółką stwierdziłyśmy , że wchodzimy w to.
    Była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w ostatnim czasie.
    Choć sam festiwal odbył w sobotę 18 czerwca, dla mnie wszystko zaczęło się dzień wcześniej. Tuż po pracy wymieniłam obcasy na trampki i podjadając kanapkę ruszyłam na stadion Kolejarza na drugim końcu miasta. Mieliśmy rozstawiać scenę , namioty i przygotować teren na jutrzejszą zabawę. Niestety, natrętny deszcz nam na to nie pozwolił. Ukrywając się pod dachem obok trybun wraz z dwiema znajomymi przejęłyśmy ławkę i zaczęłyśmy dyskusje. Głównie o tym czego się spodziewamy po nadchodzących dniach. Wspaniała zabawa, poznanie nowych ludzi, zdarcie sobie gardła przy śpiewaniu pod sceną. Gdy deszcz stał się już tak irytujący, że jasnym stało się , że tego dnia nic więcej nie uda się zrobić , chciałyśmy się zbierać do domów. Jednak właśnie w tym momencie przybyli wolontariusze i muzycy z miast partnerskich – niemieckiego Emsdetten, oraz  holenderskiego Hengelo. Po kilku minutach narzekania na to jaka to szkoda, że wszystkie kiepsko mówimy po angielsku , przełamałyśmy się i podeszłyśmy do jednej z grupek. Na sam początek błysnęłam pytaniem „ Team Cap or Iron Man?”.  Choć nie brzmi to jak najlepszy początek znajomości, zadziałało. Rozwiązała się ciekawa, pełna śmiechu dyskusja. Niestety nie mogłam długo zostać. Uciekając dowiedziałam się , że tego samego wieczoru planowany jest wypad do Pubu Kornel.
     Łatwo się domyśleć , że się tam wybrałam. Wraz z Śnieżką i Złotowłosą z szerokimi uśmiechami na twarzach stanęłyśmy przed wejściem do owego miejsca, gdzie spotkałyśmy Rumcajsa. Rumcajs jako głównodowodzący chojnickim zastępem wolontariuszy przydzielił nam poważne zadanie- miałyśmy zadbać o to by nasi goście dobrze się bawili.  Po bitwie na plastikowe szable, śpiewaniu „Hej Sokoły” , tonach śmiechu śmiem twierdzić , że zadanie wykonałyśmy. Aczkolwiek poskutkowało to , drobnymi problemami z porannym wstawaniem.
     Następnie nastała sobota. Po pewnych niekoniecznie przyjemnych sprawach które miałam do załatwienia rano, ruszyłam do miejsca docelowego. Gdy dotarłam tam koło 10 praca trwała już w najlepsze. Dzieli wolontariusze poradzili sobie już ze sceną , namiotami i wieloma innymi kwestiami które niekoniecznie były dla mnie zrozumiałe.  
Początkowo wraz z pewną uciekinierką z Krainy Czarów zostałyśmy wartownikami- pilnowałyśmy bramy by nikt niepowołany nie wszedł na teren festiwalu przed czasem. Kto by pomyślał , że nawet przy takim zadaniu można się świetnie bawić? Jedno tylko ostrzeżenie- lepiej nie chwalić się faktem , że zabrało się wodę , gdy jest się otoczonym przez nieco „wczorajsze” osoby.  Kolejnym moim zadaniem było przejęcie punktu informacyjnego. Rozdawanie koszulek, identyfikatorów oraz pilnowanie kluczy. Z wartownika przeskoczyłam więc na klucznika. W tym zadaniu wspierała mnie Hanka. Zapewniam , że nie ma lepszego sposobu by poznać ludzi. Dzięki dzielnym reporterom upamiętnione zostały wszystkie chwile z całego tego dnia.
Nawet moment gdy chciałam zmienić koszulkę , czy…Gdy Igor, dokonywała dzielnej akcji ratunkowej, próbując ocalić cenne skarby przed straszną śmiercią w śmietniku.
Gdy koncerty już się zaczęły ,następowały momenty gdy nie miałam co właściwie robić przy swoim zadaniu. Ludzie byli zbyt pochłonięci zabawą , by się o coś pytać. Na szczęście Włóczykij zawsze jest skory do pomocy i można z nim potańcować , albo nawet zrobić pogo metr od stolika. Złotowłosa porwała mnie na obiad a w tym czasie przybyła Śnieżka. Oczywiście przy posiłku trzeba było wymienić się opiniami na temat …Smakowitych kąsków które podawane były nie tylko na polowej stołówce. Właśnie z kuchnią łączyło się kolejne zadanie moje i Śnieżki. Przez trzy godziny dzielnie podawałyśmy ludziom jedzenie , tylko czasami próbując okłamać jakiegoś wegetarianina  , że smalec jest dżemem. Towarzystwa dotrzymywały nam dwa pomocne/złośliwe skrzaty. Następnie zwolnione z części obowiązków pobiegłyśmy pod scenę , by bawić się do muzyki- zdążyłyśmy dopiero na Midnight Motel, przez co nie widziałyśmy na scenie wielu innych dobrych muzyków. Na szczęście wszystkich słyszałyśmy. Podczas występu holenderskiego zespołu Śnieżka prawdopodobnie uszkodziła sobie kostkę , ale nawet tego nie zauważyłyśmy. Po prostu bawiłyśmy się zbyt dobrze. Reszta wieczoru minęła nam jak z bicza strzelił. Ani się obejrzałyśmy a ostatni występ dobiegł końca.




     Niedzielny poranek także nie był łatwy- wraz z Śnieżką miałyśmy przygotować śniadanie na armii wolontariuszy na Kolejarzu. O ósmej. Jednak by się tam dostać musiałyśmy jeszcze odnaleźć Nemo. Przynajmniej jego punkową wersje. Wciąż żal mi tego, że musiałyśmy go obudzić. Śniadanie i sprzątanie także minęło nadzwyczaj szybko- jak wszystko co robi się w doborowym towarzystwie. Jednak choć kwestie festiwalu się skończyły, zabawa bynajmniej nie. Po szybkim prysznicu i obiedzie nastał czas na wyjazd nad jezioro.  Magia pięknej zabawy która tam miała miejsce jest tak niesamowita , że nie jestem w stanie tego opisać.  Gra w piłkę , poszukiwanie poziomek,  Einstein, mini koncerty. Było wszystko by się zabawić. Nawet pewien Lisek uległ naszym prośbą i zagrał Eye of the Tiger.
    Nie napisałam nawet połowy tego co chciałabym Wam przekazać. O wielu rzeczach nawet nie wspomniałam. Wiele wspaniałych osób nie zostało nawet wspominanych słowem. Za to przepraszam.  Jednak ten tekst jest już wystarczająco długi. Będę więc kończyć.
Choć minął już tydzień wciąż jeszcze nie opadły emocje po tej trzydniowej przygodzie. Jeśli w tym roku się tam nie pojawiliście, zapraszamy za rok. MUSICIE TAM BYĆ!
     Na koniec chcę podziękować wszystkim którzy przyczynili się do tego , że ten weekend był tak wspaniały. Niesamowitym wolontariuszom- tym z Polski, Niemiec i Holandii, wszystkim wspaniałym  muzykom – Midnight Motel, TUFF ENUFF, Mass Insanity, Mike the Rooster , Cosmic Radiation, Bad Meat, Tantrum, Nuclear Vibe,  Knalleffekt.  Najbardziej jednak tej nieco mniejszej, jednak zdecydowanie w tym momencie najbardziej przez nas uwielbianej grupce organizatorów. To dzięki Wam to wszystko miało miejsce. DZIĘKUJE !

·              ~`~~Prawdziwe imiona zostały zastąpione by nikt nie poczuł się urażony, że pisze o nim bez jego zgody. Myślę  jednak , że odnajdziecie się tam bez problemów. ~~~~