Kilkanaście dni temu znajoma z Centrum Młodzieżowego, Igor ,
powiedziała mi , że przydałoby się im kilku wolontariuszy przy nadchodzącym
festiwalu. Po długich namysłach ( które trwały mniej więcej pół minuty) wraz z
przyjaciółką stwierdziłyśmy , że wchodzimy w to.
Była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w
ostatnim czasie.
Choć sam festiwal odbył w sobotę 18 czerwca, dla mnie
wszystko zaczęło się dzień wcześniej. Tuż po pracy wymieniłam obcasy na trampki
i podjadając kanapkę ruszyłam na stadion Kolejarza na drugim końcu miasta.
Mieliśmy rozstawiać scenę , namioty i przygotować teren na jutrzejszą zabawę.
Niestety, natrętny deszcz nam na to nie pozwolił. Ukrywając się pod dachem obok
trybun wraz z dwiema znajomymi przejęłyśmy ławkę i zaczęłyśmy dyskusje. Głównie
o tym czego się spodziewamy po nadchodzących dniach. Wspaniała zabawa, poznanie
nowych ludzi, zdarcie sobie gardła przy śpiewaniu pod sceną. Gdy deszcz stał
się już tak irytujący, że jasnym stało się , że tego dnia nic więcej nie uda
się zrobić , chciałyśmy się zbierać do domów. Jednak właśnie w tym momencie
przybyli wolontariusze i muzycy z miast partnerskich – niemieckiego Emsdetten,
oraz holenderskiego Hengelo. Po kilku
minutach narzekania na to jaka to szkoda, że wszystkie kiepsko mówimy po angielsku
, przełamałyśmy się i podeszłyśmy do jednej z grupek. Na sam początek błysnęłam
pytaniem „ Team Cap or Iron Man?”. Choć
nie brzmi to jak najlepszy początek znajomości, zadziałało. Rozwiązała się
ciekawa, pełna śmiechu dyskusja. Niestety nie mogłam długo zostać. Uciekając
dowiedziałam się , że tego samego wieczoru planowany jest wypad do Pubu Kornel.
Łatwo się domyśleć , że się tam
wybrałam. Wraz z Śnieżką i Złotowłosą z szerokimi uśmiechami na twarzach
stanęłyśmy przed wejściem do owego miejsca, gdzie spotkałyśmy Rumcajsa. Rumcajs
jako głównodowodzący chojnickim zastępem wolontariuszy przydzielił nam poważne
zadanie- miałyśmy zadbać o to by nasi goście dobrze się bawili. Po bitwie na plastikowe szable, śpiewaniu „Hej
Sokoły” , tonach śmiechu śmiem twierdzić , że zadanie wykonałyśmy. Aczkolwiek poskutkowało
to , drobnymi problemami z porannym wstawaniem.
Następnie nastała sobota. Po
pewnych niekoniecznie przyjemnych sprawach które miałam do załatwienia rano,
ruszyłam do miejsca docelowego. Gdy dotarłam tam koło 10 praca trwała już w
najlepsze. Dzieli wolontariusze poradzili sobie już ze sceną , namiotami i
wieloma innymi kwestiami które niekoniecznie były dla mnie zrozumiałe.
Początkowo wraz z pewną uciekinierką z Krainy
Czarów zostałyśmy wartownikami- pilnowałyśmy bramy by nikt niepowołany nie
wszedł na teren festiwalu przed czasem. Kto by pomyślał , że nawet przy takim
zadaniu można się świetnie bawić? Jedno tylko ostrzeżenie- lepiej nie chwalić
się faktem , że zabrało się wodę , gdy jest się otoczonym przez nieco „wczorajsze”
osoby. Kolejnym moim zadaniem było
przejęcie punktu informacyjnego. Rozdawanie koszulek, identyfikatorów oraz
pilnowanie kluczy. Z wartownika przeskoczyłam więc na klucznika. W tym zadaniu
wspierała mnie Hanka. Zapewniam , że nie ma lepszego sposobu by poznać ludzi.
Dzięki dzielnym reporterom upamiętnione zostały wszystkie chwile z całego tego
dnia. Nawet moment gdy chciałam zmienić koszulkę , czy…Gdy Igor, dokonywała dzielnej akcji ratunkowej, próbując ocalić cenne skarby przed straszną śmiercią w śmietniku.
Niedzielny poranek także nie był
łatwy- wraz z Śnieżką miałyśmy przygotować śniadanie na armii wolontariuszy na
Kolejarzu. O ósmej. Jednak by się tam dostać musiałyśmy jeszcze odnaleźć Nemo.
Przynajmniej jego punkową wersje. Wciąż żal mi tego, że musiałyśmy go obudzić.
Śniadanie i sprzątanie także minęło nadzwyczaj szybko- jak wszystko co robi się
w doborowym towarzystwie. Jednak choć kwestie festiwalu się skończyły, zabawa
bynajmniej nie. Po szybkim prysznicu i obiedzie nastał czas na wyjazd nad
jezioro. Magia pięknej zabawy która tam
miała miejsce jest tak niesamowita , że nie jestem w stanie tego opisać. Gra w piłkę , poszukiwanie poziomek, Einstein, mini koncerty. Było wszystko by się
zabawić. Nawet pewien Lisek uległ naszym prośbą i zagrał Eye of the Tiger.
Nie napisałam nawet połowy tego co
chciałabym Wam przekazać. O wielu rzeczach nawet nie wspomniałam. Wiele
wspaniałych osób nie zostało nawet wspominanych słowem. Za to przepraszam. Jednak ten tekst jest już wystarczająco długi.
Będę więc kończyć.
Choć minął już tydzień wciąż
jeszcze nie opadły emocje po tej trzydniowej przygodzie. Jeśli w tym roku się
tam nie pojawiliście, zapraszamy za rok. MUSICIE TAM BYĆ!
Na koniec chcę podziękować
wszystkim którzy przyczynili się do tego , że ten weekend był tak wspaniały. Niesamowitym
wolontariuszom- tym z Polski, Niemiec i Holandii, wszystkim wspaniałym muzykom – Midnight Motel, TUFF ENUFF, Mass
Insanity, Mike the Rooster , Cosmic Radiation, Bad Meat, Tantrum, Nuclear Vibe,
Knalleffekt. Najbardziej jednak tej nieco mniejszej,
jednak zdecydowanie w tym momencie najbardziej przez nas uwielbianej grupce
organizatorów. To dzięki Wam to wszystko miało miejsce. DZIĘKUJE !
· ~`~~Prawdziwe imiona zostały zastąpione by nikt nie
poczuł się urażony, że pisze o nim bez jego zgody. Myślę jednak , że odnajdziecie się tam bez
problemów. ~~~~







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz