Tymczasem, dziś serwuję Wam nowinkę, napisaną na pierwsze hasło z tej edycji naszego wyzwania. "Koc".
Czasami, aż się boję co może być następne...xD
Kocyk
Dostała mnie w prezencie. Bardzo się ucieszyła. Stwierdziła,
że na pewno będę przydatny podczas wyjazdu, który na nią czekał. Od tego
momentu jestem jej, a Ona, w pewien sposób, jest moja.
Jestem
przy niej, gdy budzik wyrywa ją z błogiego snu. Gdy zaspana, przeklinając pod
nosem, próbuję wyłączyć piosenkę, która kiedyś uwielbiała. Jestem, gdy wcina
śniadanie zerkając na zegarek. Zostaję, gdy wybiega z pokoju, ale wiernie
czekam, aż wróci. Jej kącik nie jest duży. Łóżko, stolik i dwie szafki. Ale
jakoś jej to wystarcza.
W końcu,
po kilku godzinach, wraca. Rzuca torbę i pada na łóżko. Pozwala bym oddał jej
trochę swojego ciepła. Jestem, gdy próbuje gotować. Czasem jej to wychodzi, a
czasem…przynajmniej próbuje. Gdy ogląda ulubiony serial, otula mną nogi. To na
mnie lądują jej notatki, gdy przysięga, że ma już dość nauki. Czekam cierpliwie.
Wiem, że zawsze, w końcu je podniesie.
Jestem, gdy słucha muzyki i odlatuje myślami do innych krain, rzeczywistości,
które tylko Ona zna i rozumie. Słyszę, gdy zaczyna fałszować razem z
przyjaciółkami. Widzę, gdy tańczy podczas sprzątania. Często siadają razem na
podłodze i popijając czerwony płyn z szklanych lampek śmieją się, grając w
różne gry. Widzę, gdy staje przed szafą i przerzuca jej zawartość kilkukrotnie,
po czym wychodzi ubrana inaczej niż zazwyczaj.
Jestem,
gdy wraca w środku nocy. Gdy ucina sobie szybką, popołudniową drzemkę. Zasłaniam
ją po same oczy, gdy źle się czuje albo się smuci. Otulam ją, gdy ogląda
horrory z przyjaciółmi, zasypia albo gdy czeka do późna na wiadomość od niego. Jestem,
gdy się śmieje, płacze, uczy się, je, tańczy czy śpi. Jestem jej ulubionym
kocykiem, który zabrała ze sobą na studia i jestem z tego dumny.