wtorek, 22 listopada 2016

Świat potrzebuje bohaterów part 4

Tygodniowe opóźnienie , ale w zamian dwie nowe postacie.
Miłego czytania ;)
_________________________________________________________
-Znowu płakałaś prze sen-odezwała się spokojnie postać nad nią. Dopiero teraz dziewczyna uświadomiła sobie , ze przykłada broń do gardła mężczyzny mającego około 23 lat. Jasne włosy swobodnie opadały mu na ramiona, zielone oczy patrzyły na nią z mieszaniną uczuć, wąskie usta wygięły się w uśmiechu.  Cienka biała blizna znaczyła jego policzek, wyraźnie odznaczając się na opalonej skórze.
-Aki!-zawołała dziewczyna z mieszaniną ulgi i urazy.-Ile razy powtarzałam , żebyś się tak nie skradał?-spytała opuszczając sztylet.
-Parę razy chyba się zdarzyło-odparł ten a uśmiech na jego twarzy poszerzał.
-Najwidoczniej za mało-westchnęła Natasha przewracając oczami- Kiedy wróciłeś?
-Jakąś godzinę temu.-powiedział po czym pocałował ją , a gdy odwzajemniła pocałunek przyciągnął ją bliżej siebie. Dziewczyna chciała zapytać jak minęła mu podróż. Czy wszystko się udało.  Ale jego ciepłe usta szybko przekonały ją , że rozmowa może poczekać. Że jest o wiele lepszy i bardziej przyjemny sposób na spędzenie wspólnie czasu po długiej rozłące.
**
Obudziła się gdy słońce stało już wysoko na niebie a jego promienie ogrzewały całe wnętrze jej mieszkania. Czuła obok siebie równy, miarowy oddech Akiego. Fakt ten połączony z wspomnieniem minionej nocy, wywołał na jej twarzy uśmiech. Przekręciła się na drugi bok by spojrzeć na blondyna. Mocno zarysowana szczęka , blizna zdobiąca policzek. Jasne włosy okalające jego twarz. Wymyślny tatuaż na piesi przedstawiający sokoła pikującego w stronę płonącej czaszki. Wszytko wyglądało dokładnie tak samo jak wtedy gdy trzy miesiące temu wyjechał w interesach.
Machinalnie zaczęła wodzić palcem po czarnym atramencie w jego skórze. Aki był jedyną osobą której pełni ufała. Mogło to wydawać się dziwne biorąc pod uwagę czym się zajmował. Był przecież  przemytnikiem i szpiegiem. Jeśli chciałeś zdobyć jakieś informacje wystarczyło się do niego zgłosić posiadając przy sobie wystarczającą ilość nacji. Potrafił dowiedzieć się wszystkiego. Nie ważne jak tajne były to informacje. Właśnie w ten sposób się poznali. Musiała skorzystać z jego usług. W zamian wyświadczyła mu przysługę. I tak to się zaczęło. Razem tworzyli niepowtarzalny duet.  Zarówno w pracy jak i poza nią. Wspólnie byli w stanie dokonać niemal wszystkiego.
-O czym ty tam znowu myślisz, co?-spytał, kładąc swoją dłoń na jej. Spojrzała prosto w jego zielone oczy, uśmiechając się.  Nawet nie zauważyła kiedy się obudził.
- Zastanawiam się czy nie przywiązać cię do łóżka, byś w najbliższym czasie go nie opuścił.-odparła nie odrywając od niego spojrzenia.
-Z chęcią bym tu został, ale muszę dokończyć zadanie. Myślę jednak, że wieczorem tu wrócę i może powtórzymy zabawę z wczoraj?-zaproponował z szelmowskim uśmieszkiem.
-Wieczorem pewnie będę w „Czerwonej Grocie” . Od kilku dni  kręci się tam ktoś kto koniecznie chcę mnie zatrudnić….A jeśli będzie dobrze płacił to może będę mogła sobie zrobić wakacje po tym zleceniu.-wyjaśniła  kładąc się na brzuchu.
-Może uciekniemy gdzieś razem-zaproponował  wstając i zaczynając kompletować swój strój –Tradycyjna podmiana?
-Jeśli zdążysz, to tak. Jeśli nie… No cóż,  poradzę sobie sama. –zapewniła nie odrywając od niego spojrzenia.
-Postaram się. Ale wiesz co jest pewne? Stawiam kolacje-po tych słowach uśmiechnął się i pocałował ją na pożegnanie.
***
Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi  wyszła z swojego mieszkania. Miała z sobą swoje podstawowe uzbrojenie oraz , jak zwykle założyła bluzę dzięki której ukrywała swoją płeć.  Chciała mieć to spotkanie jak najszybciej za sobą. Nigdy nie lubiła momentów gdy dostawała zlecenia.  Zleceniodawcy zawsze próbowali się usprawiedliwiać…. Ale ich powody tak naprawdę wcale jej nie interesowały. Jeśli dostała zlecenie by kogoś zabić, zapłacono jej odpowiednią kwotę i był to ktoś z wewnętrznego kręgu-nie wahała się. Nie przyjmowała jedynie zleceń na dzieci lub głowę rodziny wielodzietnej. Oczywiście poza morderstwami dostawała także inne zlecenia. Najczęściej kradzieże. Rzadziej podpalenia czy tortury lub inne groźby.  Nie był to sposób na życie z jakiego była dumna. Ale była w tym dobra.  Poza tym w ten sposób była pewna , że jej przeszłość pozostanie jedynie przeszłością.
-Przyszedł już?-spytała barmana gdy tylko weszła do środka.
-Nie. Ale powinien być za chwilę. Zajmiesz to miejsce, co zwykle?-upewnił się mężczyzna.
-Tak…Jeśli Aki przyjdzie przed nim przyślesz go do mnie , dobrze?-poprosiła, po czym udała się w stronę stolika ukrytego w cieniu, w rogu pomieszczenia. Usiadła tak by za plecami mieć ścianę , a przed sobą widok na całe pomieszczenie. Doskonale wiedziała, że jej twarz jest teraz ukryta w cieniu, a jej potencjalny  rozmówca  mógłby dostrzec jedynie jej usta i podbródek.
***
-Daleka droga przed nami?-spytała dziewczynka. Zbliżało się południe. A oni szli bez przerwy niemal od świtu.  Widać było, że jest zmęczona, ale nie narzekała. Nigdy nie narzekała.
-Jeszcze chwila i będziemy na miejscu. Gdy wejdziemy na to wzgórze będzie już widać cel naszej podróży.-odparł spokojnie mężczyzna. Po nim nie było widać ani trochę zmęczenia. Ale On był przyzwyczajony do życia w drodze. Dla niej zaś na pewno była to najdłuższa wędrówka w dotychczasowym życiu.
Nie spytała o nic więcej, choć w jej głowie rozbrzmiewały setki pytań. Milczała. Wiedziała, że odpowiedzi  przyjdą z czasem.  To właśnie mężczyzna w niej doceniał.  Że mimo ciekawskiej natury i młodego wieku miała też w sobie cierpliwość dzięki której potrafiła czekać na to by odpowiedzi uzyskać we właściwym czasie.  Chwilę później byli już na szczycie wzniesienia. Stanęli obok siebie, ramie w ramie a wtedy mężczyzna pokazał jej mały dworek który kiedyś zapewne był przepiękny, ale czas odcisnął na nim swoje piętno. Przed budynkiem, widziała ogród warzywny  oraz manekiny które niewątpliwie służyły do treningów.
-Oto miejsce którego choć nie nawykłem nazywać domem, ale najbardziej mi go przypomina-wyznał, obejmując ją ramieniem- Miejmy nadzieje , że ten mały nicpoń przygotował nam jakiś obiad. Jestem głodny niczym wilk. –po tych słowach ruszył przed siebie, nie dając jej czasu na napawanie się widokami.
Przeszli zaledwie kilka kroków zanim jakaś postać wyskoczyła z lasu z bojowym okrzykiem, rzucając się na mężczyznę. Jednak on zdawał się być na to przygotowany. W kilka sekund powalił ją na ziemię, ukazując , że osobą która zaatakowała mężczyzna był młody chłopak. Wyglądał na niewiele starszego od Natashy. Mógł mieć jakieś 15-16 lat, nie więcej.  Krótko ścięte brązowe włosy i oczy w odcieniu takim samym jak mech tuż po deszczu idealnie do niego pasowały. Wyraźna blizna która przecinała jego łuk brwiowy była tak charakterystyczna , że dziewczynka wiedziała, że to dzięki niej zawsze będzie go rozpoznawać.
 -A oto właśnie mój drugi uczeń. Natasho poznaj Michaela- powiedział mężczyzna pomagając młodzieńcowi wstać.

wtorek, 8 listopada 2016

Świat potrzebuje bohaterów part 3

Jest wtorek jest i kolejna część. Miłego czytania.
_______________________________________
Dziewczyna szybkim krokiem przemierzała kolejne ulice. Ludzie na ulicy unikali nawet patrzenia na nią. Nie znali prawdy o jej osobie, ale wiedzieli, że nieraz jej nóż opływał krwią i to nie jej ani tym bardziej żadnych potulnych zwierzątek. Właśnie dzięki temu lękowi który wzbudzała, nikt nie atakował jej na ulicy…no, dobra. Nie atakowano jej tak często jak innych. Na targu, który zaczynał się już zwijać kupiła kilka owoców , mięso i inne artykuły spożywcze.  Nie została tam jednak zbyt długo. Nawet Ona nie chciała zostawać na zewnątrz po zmroku jeśli nie było to konieczne.
Skierowała się więc do miejsca w którym mieszkała, ale nie nawykła nazywać go domem. Znajdował się on między dwoma zrujnowanymi budynkami, spory kawałek drogi od baru. Chodź był to budynek czteropiętrowy oprócz niej mieszkały tu jeszcze tylko trzy osoby. Starsze małżeństwo , które tylko dzięki jakiemuś cudowi wciąż żyło- oni zajmowali parter. Przedostanie piętro należało do dwudziestoparolatka  którego prawie nigdy nie było. Zaś ostatnie piętro, a właściwie jego poddasze, bo pomieszczenia na tym piętrze do niczego się nie nadawały, należały do Natashy.
 Gdy tylko zatrzasnęła za sobą metalowe drzwi zamknęła wszystkie cztery zamki jakie w nich miała. Następnie omiotła krótkim spojrzeniem mieszkanie. Wchodziło się od razu do salonu który służył także za sypialnie. Stare dwuosobowe łóżko stało pod ścianą zajmując jedną trzecią miejsca. Jak zwykle nie było pościelone. Naprzeciwko niego stał niski stół a obok niego poduszki, które służyły za siedzenie. Pod jedynym oknem stał poplamiony ciemnozielony fotel. Obok drzwi wejściowych stały dwie półki, na niższą z nich dziewczyna odstawiła swoje buty. Po drugiej stronie drzwi znajdowała się „klatka” na broń przepełniona najróżniejszymi  jej rodzajami- od krótkich noży po maczety, od łuków poprzez zwykłe pistolety po snajperki. Naprzeciw jej, za łóżkiem stała rozklekotana szafa, na drzwiach której wisiały ubrania jej właścicielki, obok niej znajdowały się  drzwi prowadzące do dalszej części mieszkania- kuchni i łazienki. Natasha sprawdziła czy i w tamtych pomieszczeniach nie ma żadnego intruza, po czym wyjęła z starej lodówki resztę sałatki którą zrobiła ostatnio i usiadła przy starym stoliku. Jedząc wyciągnęła z kieszeni pozostały świstek banknotów. Przeliczyła je.
-Tysiąc dwieście pięćdziesiąt….Wystarczy na jakiś czas.-mruknęła dziewczyna, jednak w tym momencie jej wzrok padł na zeszyt leżący na stoliku. Zapisywała w nim wszystkie swoje długi, a było ich sporo. Niechętnie go otworzyła i dokonała ponownej kalkulacji. -Nie jest tak źle, jak oddam za wszystko zostanie mi jeszcze prawie siedemset…-pocieszyła sama siebie, ale wtedy jej wzrok padł na kwotę jaką była winna swojemu ”aptekarzowi”- czterysta…Chyba jednak nie da się przyczaić na długo….-stwierdziła niezadowolona wstając.
Z Aptekarzami nawet ona nie chciała zadzierać. Ci ludzie potrafili załatwić każdy środek od zwykłej aspiryny po niewyczuwalną, bezbarwną truciznę która zabijała w dziesięć sekund. Na dodatek potrafili robić użytek z tego co sprzedawali. Natasha westchnęła cicho. Może i ludzie uważali , że zarabia tyle, że na nic jej nie zabraknie, jednak prawda była inna. Trucizny, lekarstwa, broń, alkohol…i wszystko inne co było powiązane z jej pracą, w tym przekupywanie strażników na granicach, kosztowało niemal tyle ile zarabiała. Ta praca , wbrew wszelkim pozorom nie była opłacalna…Jednak ona miała swoje powody by pracować w ten a nie inny sposób.
Dziewczyna ściągnęła bluzę pod którą skrywała swój wygląd. Czarna bokserka o wiele lepiej podkreślała jej prawdziwą figurę. Była smukła i wysportowana, zaokrąglona tam gdzie trzeba. Krótkie, proste, brązowe włosy spięte miała w niezdarny kitek z którego uciekały pojedyncze kosmyki. Nerwowym ruchem odgarnęła je gdy opadły jej na oczy. Oczy zaś były jedną z niezwykłych cech w jej wyglądzie. Prawe było bowiem brązowe, zaś lewe kolor ten miało tylko przy źrenicy, dalej zaś przybierając fioletowy odcień. Na ramionach jak i reszcie ciała świeże zdrapania i śnice mieszały się z starymi. Natasha rzuciła bluzę na fotel, chwilę później dołączyły do nich spodnie. Zgasiła światło. Tylko w bluzce i bieliźnie rzuciła się na łóżko. Przez chwilę  leżała wpatrując się w popękany beton nad głową. Potem zasnęła….
***
Głośne krzyki zakłócały cisze panującą na zewnątrz. „ Niech oni już skończą. Proszę”-powtarzała w myślach mała dziewczynka ubrana w piękną niebieską sukienkę ściskając w dłoniach pluszowego misia. Skuliła się w szafie. Jak zwykle gdy zaczynali…. Słyszała okrzyki bólu nieznanych jej osób i śmiech na schodach…śmiech  , którego, widziała to, nigdy nie zapomni….
***
Natasha niespokojnie rzucała się na łóżku. Na jej twarzy pojawiły się pierwsze krople potu.
***
-Znów miałaś koszmar?-spytał mężczyzna o bystrym spojrzeniu niebieskich oczu i źle przystrzyżonych czarnych włosach. Uśmiechał się. A ten uśmiech zawsze ją uspokajał. Przecież skoro się uśmiecha to nic im nie grozi.- Co tym razem?
-To samo co zwykle. Ta sama noc. Już nawet nie jestem pewna  czy to przydarzyło się naprawdę-odparła spokojnie kolorowo oka dziewczyna  opierając się o ramię mężczyzny. Miała jakieś dwanaście lat, może niewiele więcej.
-Pamiętaj. Na tym świecie nie ma nikogo komu mogłabyś ufać bardziej niż sobie.-powiedział spokojnie mężczyzna.-A teraz lepiej się kładź. Jutro poznasz mojego drugiego ucznia. Śpij Natasho. Czaka nas ciężki tydzień. Śpij.
Posłuchała. Jak zawsze. Jego zawsze słuchała.
***
Nie obudziły jej kroki na schodach. Ani ciche pukanie. Natasha spała , pogrążona w sennych wspomnieniach. Cofając się w latach, do czasów gdy wszystko nabierało znaczenia.
***
Mężczyzna którego doskonale znała, ten który uratował jej życie i wszystkiego nauczył, klęczał teraz a życie z niego upływało. Kałuża krwi pod nim powiększała się z sekundy na sekundę. Biegła ta szybko jak tylko potrafiła. Po policzkach płynęły jej łzy. Usta wykrzywiały się w niemym krzyku. Chciała wołać jego imię, ale zabrakło jej głosu.  Upadła na kolana obok niego w momencie gdy zaczął się osuwać na ziemię.
-Nie umieraj…błagam nie umieraj…-szeptała oplatając go ramionami.
W odpowiedzi czarnowłosy mężczyzna uśmiechnął się blado i coś wyszeptał. Nie dosłyszała. Pochyliła się by lepiej zrozumieć , a wtedy on powtórzył:
-Wtedy nie wierzyłem….ale teraz wiem…
***
Natasha sama nie była pewna co wyrywało ją ze snu. Zareagowała jednak błyskawicznie. Spod poduszki wyciągnęła sztylet i podniosła się przyciskając go do gardła  postaci która klęczała nad nią. Trwało to zaledwie ułamek sekundy.

wtorek, 1 listopada 2016

Świat potrzebuje bohaterów part 2

Ku mojemu zdziwieniu opowiadanie przyjęło się całkiem nieźle. Kilka osób dopytywało się już kiedy ciąg dalszy. Jeśli zainteresowanie  będzie się utrzymywać, postaram się dodawać kolejne fragmenty co tygodniowo, właśnie w wtorki.
Bez większego przeciągania....Część 2. Miłego czytania!
_______________________________________________________________________________


Słońce właśnie chyliło się ku zachodowi, a z tego miejsca wyglądało najpiękniej. Cmentarz stał na krawędzi urwiska. Jakieś dwanaście metrów pod nim roztaczał się przykry obraz dolnego miasta. Stare bloki mieszkalne w większości nadawały się do rozbiórki, a nieliczne domy jednorodzinne otoczone były niezadbanymi podwórkami. Place między budynkami zawalone pełne były gruzów, o ulicach lepiej nie wspominać. Żeby nimi przejechać potrzeba by monster trucka. Mimo to Natasha, bo tak na imię miała dziewczyna w szarej bluzie, lubiła oglądać zachody słońca właśnie stąd. Dlaczego? Ponieważ oprócz ruin dawnej metropolii w oddali widać było las a na wschodniej granicy horyzontu błękitem połyskiwało ogromne jezioro. To był jeden z niewielu tych w miarę ładnych widoków jakie mogła dostrzec nie ryzykując wypadów gdzieś daleko w głąb górnego miasta. Widok który przypominał o tym, że poza tym przeklętym miejscem jest coś jeszcze.  Dziewczyna kucnęła i wokół lewej ręki obwiązała sobie linę, drugi jej koniec przywiązała już wcześniej do muru. Odwróciła się przez ramię i pomachała dziewczynce która niepewnie jej odmachała, za co dostała ostrą burę od matki. Wzięła głęboki wdech, rzucając ostatnie tęskne spojrzenie lasowi w oddali….i skoczyła .Świst powietrza zagłuszył wszystkie inne dźwięki. Jak zawsze w takich momentach jej serce przyspieszyło jakby zaraz miało wyskoczyć jej  z piersi. Ziemia była coraz bliżej...Pięć metrów…trzy… Gdy dziewczyna była dwa metry nad ziemią sznur napiął się a ostre szarpnięcie wyrwało by dziewczynie barek z stawu gdyby nie fakt , że była na to przygotowana. Co prawda zabolało ją to, ale wiedziała , że nie doznała trwałego urazu. Gdy tylko wyhamowała, puściła linę i zgrabnie wylądowała na ponurej ulicy. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, chodź na ulicy panował spory ruch. Ludzie już dawno nauczyli się nie zwracać uwagi na nic dziwnego. Tak było im po prostu łatwiej.  Zresztą wszyscy pogrążeni byli we własnych sprawach i doskonale wiedzieli , że wypychanie swoich nosów w cudze mogłoby się źle dla nich skończyć.
Szybkim krokiem przemierzyła ulice zmierzając w stronę obrzeży miasta. Nie zatrzymała się ani na chwilę. Żebraków proszących ją o jałmużnę nie obdarzyła nawet jednym spojrzeniem. Raz tylko kopnęła poszarpaną piłę do dzieci które bawiły się w jednej z bocznych alejek.  Gdy była już blisko swojego celu zobaczyła idących z naprzeciwka kilku Strażników Pokoju. Zaklęła pod nosem i spuściła wzrok, upewniając się , że włosy zasłonią jej twarz. Nie mogła teraz wpaść w ich ręce. Potrafili zatrzymać człowieka za jedno krzywe spojrzenie, albo za nie zajście im z drogi na czas. Z pokojem który mieli reprezentować niewiele ich łączyło. Zaś to co niosła teraz w torbie mogłoby zagwarantować jej wiele nieprzyjemnych pytań a końcowo jeszcze mniej przyjemny wyrok. Wiedziała jednak , że gdyby zaczęła uciekać, albo chociaż mocnej naciągnęła kaptur, nie uszłoby to ich uwadze i rzucili się za nią w pogoń. Tak więc zebrała się w sobie i nakazała sobie w duchu spokój.
-Słyszeliście? Znowu się gdzieś włamał. Tym razem skończyło się tylko na kradzieży. –zaczął niezbyt przyjemnym tonem jeden z strażników gdy mijali dziewczynę.
-Jeśli nie złapiemy tej Skazy Krwi to będziemy mieli przesrane. Facet sprawia za dużo kłopotów.-dodał drugi z nich, z wyraźnym trudem hamując swój gniew.
-Właściwie…nie wiadomo czy to mężczyzna, nikt go przecież nigdy nie widział….-zaczął kolejny z strażników. Natasha zadrżała i minimalnie przyspieszyła kroku.
-Sugerujesz , że to może być kobieta? Daj spokój prze..-dalszego ciągu wypowiedzi dziewczyna nie usłyszała ale mimo to uśmiechnęła się pod nosem. Ona znała prawdę, ale za żadne skarby świata nie wydałaby jej tym pazernym, sprzedajnym gnojkom.
Kilka minut później przekroczyła już próg „Czerwonej groty”, jej ulubionego baru. Jak zwykle  wszystkie stoliki były zajęte, a powietrze było ciężkie od mieszanki ostrych zapachów wśród których dało się wyróżnić aromat piwa, papierosów czy mocnych kobiecych perfum. Choć zwykłego człowieka ta woń mogłaby drażnić, dla Natashy był czymś co dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że strażnicy ani nikt z Kręgu nigdy nie ośmieli się tutaj zapuścić. Prawda była taka , że to właśnie tutaj spotykali się najgroźniejsi i najbardziej niebezpieczni ludzie z całej metropolii.  Jak w takim miejscu można czuć się bezpiecznie? Jest kilka sposobów. Można tu pracować co dawało całkowitą  nietykalność,  znać odpowiednie osoby albo wzbudzać jeszcze większy strach niż zwykli goście. Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Można też, tak jak Natasha , być otoczonym tajemnicą i plotkami tworzącymi legendę.
-To co zwykle Henry-powiedziała do czarnowłosego barmana po czterdziestce z twarzą poznaczoną starymi bliznami.
-Przykro mi księżniczko, ale to ostatni raz.-odparł mężczyzna stawiając przed nią szklankę wypełnioną do połowy bursztynowym płynem.
-Racja…Tyle wystarczy na spłacenie mojego długu?-spytała wyciągając z kieszeni świstek banknotów i odliczając 8 z nich.
-Czterysta? Wisisz mi o całą setkę mniej-odparł niepewnie przyjmując kwotę.
-Znasz mnie przecież niedługo znów będę piła na krechę- powiedziała dziewczyna a słabe światło oświeciło jej uśmiech ukryty w cieniu kaptura.
-Rozumiem , że zlecenie się udało?  Jeśli szukasz następnego to…-zaczął mężczyzna cichym głosem , pochylając się w jej stronę, niestety przerwała mu w połowie:
-Dzięki, ale mam na razie dosyć kasy i kłopotów. Zwłaszcza tego drugiego. Ostatnio za głośno zrobiło się o Skazie Krwi by swobodnie wybierać się do góry na spacerki. –po tych słowach za jednym przyłożeniem opróżniła szklankę.
-Co do tego muszę Ci przyznać racje. Powinnaś na jakiś czas się uspokoić, żeby nie wpakować się w to przed czym uciekasz. Ale jest jeden natrętny klient. Był tu dwa dni temu, wczoraj i dzisiaj. Przed chwilą wyszedł. Koniecznie chce nawiązać  zatrudnić właśnie Skaze…Powiedział, że jutro wróci o zachodzie słońca. Pogadaj z nim . Spław jeśli chcesz, ale postaraj się by tu nie wracał. Ludzie tacy jak on przynoszą pecha instytucją takim jak moja-powiedział Henry patrząc prosto w oczy ukryte pod kapturem.  Był jedną z niewielu osób która mogła sobie na to pozwolić. Innej Natasha od razu zagroziłaby bronią. Nikt nie powinien widzieć jej twarzy.
-Dobra staruszku. Jutro. Teraz znikam.-dziewczyna wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Miała jeszcze kilka spraw do załatwienia, a jeśli chciało się uniknąć kłopotów lepiej było wrócić do domów przed 23, o której zaczynała się godzina policyjna. Wedle prawa jeśli złapano by kogoś po tej godzinie, groziły mu 3 dni więzienia. W praktyce, jakoż iż więzienia były przepełnione, karano chłostą. Kobiety na ogół wcześniej gwałcono a mężczyzn bito. Nie ma to jak przyjemna służba policyjna, czyż nie? Zwłaszcza gotowa by zabić , zranić i zabrać co chcą, nigdy by pomóc.

wtorek, 25 października 2016

Świat potrzebuje bohaterów part 1

Raz kozie śmierć
Parę razy już o tym myślałam, dziś stwierdziłam, że warto spróbować. W końcu i tak nikt tego nie czyta, prawda?

Drobnymi fragmentami będę dzieliła się z Wami jednym z moich opowiadań. Każda konstruktywna krytyka mile widziana.
 Oto pierwsza część. Miłego czytania.
_____________________________________
„Świat potrzebuje bohaterów”
Takie słowa padły dawno temu z ust kogoś kto był jej  bliski. Pamiętała swoją naiwną reakcje i jego pełen żalu uśmiech gdy usłyszał te  słowa:
-Ty jesteś moim bohaterem! Razem zostaniemy bohaterami dla całego świata!
Czysta naiwność. Tylko dziecko mogłoby coś takiego powiedzieć. Ale przecież miała wtedy zaledwie dziewięć lat. Czego można było spodziewać się po takim kurduplu? Przecież w tym wieku każdy wierzy w bohaterów. Jeszcze. Ta wiara jednak szybko się rozmywa. Gdy nie ma  już nikogo kto obronił by cię przed prawdziwym światem, nie ma już szans by wierzyć w bohaterów.
„Jesteś pewna? Możesz zostać bohaterem dla jednej osoby…może dwóch. Ale dla całego świata? Prawdziwi bohaterowie…..”
Lepiej byłoby  , żeby nigdy nie dokończył tych słów. Przecież On zawsze miał racje. Te jego smutne oczy gdy wypowiadał te słowa…on wiedział co go czeka.
„Prawdziwi bohaterowie umierają”
Miał racje. W dzisiejszych czasach wszyscy bohaterowie wymarli. On też. Umarł, bo płacz głupiego dziecka skłonił go do tego by stał się prawdziwym bohaterem. Bo dla tej dziewczynki sprzeciwił się JEGO  ludziom. Bo jego uczennica nie mogła siedzieć cicho tak jak powinna. Nie. Musiała poprosić. Przez to zginął jak wielu innych bohaterów.  Ale przed śmiercią powiedział coś jeszcze…
Ciemność. Ból. Ciemność i ból. Zawsze gdy starała się przypomnieć te słowa tak się działo. Dlaczego nie potrafiła? Nie wiedziała, a nie miała nikogo, kogo  mogłaby spytać o rade.
-Płaczesz?-usłyszała dziecięcy głos obok siebie. To wyrwało ją z świata wspomnień.  Nie była już dzieckiem.
Teraz klęczała przed grobem swojego mistrza, bo dziś była 8 rocznica jego śmierci. Pojedyncze brązowe kosmyki wymykały się spod kaptura który naciągnęła aż na oczy, które teraz posłały badawcze spojrzenie dziewczynce która stała pod drzewem. Mogła mieć…jakieś jedenaście lat. Ubrana była w białą sukienkę a blond włosy związane miała w dwa warkoczyki. Była czysta i schludna. Żadnych śladów bo chorobach czy ranach. Czyli na pewno nie była z dolnej części miasta.
-Nie.-odparła po chwili ciszy dorosła dziewczyna wstając. Poprawiła szarą bluzę którą miała na sobie. Była o kilka rozmiarów za duża przez co doskonale ukrywała jej płeć.- A ty co tutaj robisz dziewczynko?
-Mój dziadek zasnął. Mama powiedziała ,że musi położyć się pod ziemią-odparła, po czym wygięła usta w podkówkę-Ale ja wiem , że kłamie. Dziadek nie obudzi się już. Dlatego wszyscy tam płaczą.
-Weroniko! Ile razy powtarzałam Ci byś nie rozmawiała z obcymi!-jak na zawołanie zjawiła się matka dziewczynki. Ubrana była w gustowną garsonkę, która na pewno kosztowała więcej niż cały dobytek dziewczyny w szarej bluzie, którą zmierzyła spojrzeniem w którym  pogarda dla takiej osoby jak ona mieszał się z lękiem, który był całkowicie racjonalny. Przecież tak ubrana osoba na pewno nie pochodziła z górnego miasta, ani tym bardziej z kręgu.  W takim razie mogła pochodzić tylko z dolnego miasta, obrzeży czy innej wylęgarni przestępców.
-Ale Ona płakała!-dziewczynka zrobiła minę jakby miała zaraz się rozpłakać.  Kobieta spojrzała na wcielenie swoich lęków.
-Czego tutaj szukasz?! Zaraz wezwę strażników! Tacy jak Ty nie mają tutaj wstępu!-powiedziała oskarżycielskim tonem.
Mówiła prawdę. Nawet na cmentarz wstępować mogli tylko ci którym poszczęściło się na tyle by urodzić się w dobrej części miasta, lub w jakikolwiek inny sposób dostać się tam na stałe. Ci z gorszych części miasta nie mieli szans na pochowek tutaj. Do nich należało cmentarzysko za miastem. Nawet jeśli leżał tu ktoś im bliski, nie powinni mieć tu wstępu.
-Już znikam-powiedziała cicho. Jej ironiczny uśmiech doskonale skrywał się w cieniu kaptura. Zaraz po tych słowach podeszła do krawędzi cmentarza i płynnym skokiem przy pomocy podciągnięcia się, wskoczyła na mur otaczający to święte miejsce.

środa, 21 września 2016

I wtedy rozległy się strzały

21 września . Poranek.  Nowy Jork.  Przed siedzibą ONZ rozlega się dźwięk dzwonu.  Napis  który na nim wyryto widnieje także na 49 innych, identycznych kopiach na całym świecie i niesie prosty przekaz.  „Long live absolute world peace.” Niech żyje absolutny pokój na świecie.  Tak właśnie rozpoczynają się obchody międzynarodowego dnia pokoju.

Całkiem piękna jednak surrealistyczna wizja. Od zarania dziejów ludzie toczą ze sobą wojny. By powiększyć terytorium swojego kraju. By szerzyć swoją religię. By zdobyć surowce. Powodów zawsze się znajdzie. Ludzie zdają się nie być stworzeni do życia w pokoju.  Jednak wciąż marzę ,jak wiele innych osób, o tym, by kiedyś nastał światowy pokój który już nigdy się nie skończy.
Dziś jednak będzie mowa o czymś innym. O całkowitym przeciwieństwie pokoju.  Wojnie.

  Tematyka wojenna jest niezwykle popularna w współczesnym kinie. Liczba serialu i książek poruszających ten temat także jest ogromna.  Sama bardzo lubię tego typu filmy.  Tym razem postanowiłam jednak zaczerpnąć opinii swoich znajomych.  Pięć tytułów powtarzało się wypowiedziach  kilku osób.   Na nich się skupię.

1. „Helikopter w ogniu”. „Black Hawk Down” (swoją drogą , czy tylko ja się zastanawiam jak Oni doszli do tego tłumaczenia?).
 Film opowiada o nieudanej akcji amerykańskiego oddziału 120 Delta, który miał za zadanie porwać dwóch poruczników zbuntowanych wojsk Somalii. Coś co miało trwać maksymalnie pół godziny zmienia się w długą , nieprzewidywalną walkę.  Dwa helikoptery spadają.  Natomiast brygada ratunkowa napotyka na nieprzewidzianą przeszkodę-  uzbrojony tłum Somalijczyków którym bynajmniej nie podoba się obecność amerykańskich wojsk. Film  Ridleya Scotta jest zdecydowanie warty obejrzenia. Wspaniała obsada aktorska , połączona z wartką akcją. Ogromnym plusem tego filmu są zdjęcia Sławomira Idziaka. Dzięki nim naprawdę możemy przenieść się w wir wydarzeń.   Warto też zwrócić uwagę , że nie jest to obraz dla ludzi o słabych nerwach. Jeden z fragmentów który wyrył mi się w pamięć to wybuch w czasie którego komuś odrywa głowę. Kolejną rzeczą którą zapamiętałam była wymiana zdań między dwójką żołnierzy którzy w środku nocy się odnaleźli.  „ Gdzie ekipa ratunkowa?”-spytał jeden z nich padając pod ścianę. „To my” – krótka odpowiedź która zachwiała nadzieją mężczyzny.
Cytat godny uwagi: „Kiedy pierwsza kula przelatuje ci nad głową polityka i to całe gówno, lądują w koszu…”
 Ocena 8/10

2. „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” Film którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać.  Pechowy szeregowiec Franek Dolas myśli, że rozpętał drugą wojnę światową.
 Od tego zaczynają się jego zwariowane przygody które przeprowadzą go przez niemal cały świat. W komediowy sposób pokazuje historię tej wojny.  Mimo swojego wieku nigdy się nie nudzi.  Zawsze można poprosić jakiegoś znajomego z zagranicy by powtórzył po Tobie „Grzegorz Brzęczyszczykiewicz. Chrząszczyrzewoszczyce, powiat Łękołody.”
Cytat godny uwagi:  „Moim obowiązkiem jest być tam, gdzie mnie potrzebują.”
 Ocena 7,5/10

3. „Bękarty Wojny” Inglourious Basterds.
Powiedzieć, że ten film jest specyficzny to spore niedopowiedzenie. Wystarczy jednak spojrzeć na nazwisko reżysera by zrozumieć. Quentin Tarantino znów pokazuje swoje niezwykłe podejście do…wszystkiego.  Akcja filmu rozpoczyna się w okupowanej Francji podczas egzekucji rodziny Shosanny Dreyfus. Stracenia dokonuje nazistowski pułkownik Hans Landa. Shosannie udaje się uciec i wyjechać do Paryża, gdzie, jako właścicielka kina, przyjmuje nową tożsamość. W innym miejscu w Europie, porucznik Aldo Raine  organizuje grupę żydowskich żołnierzy, którzy mają dokonywać aktów zemsty. Do oddziału Raine'a dołącza niemiecka aktorka i agentka Bridget Von Hammersmark , której misją jest pozbawienie władzy przywódców Trzeciej Rzeszy. Losy tych ludzi zbiegają się pod kinowym afiszem. Plejada gwiazd kina połączona z humorem i akcją.
Cytat godny uwagi: „Pewnie słyszałeś, że nie robimy w branży jeńcobiorczej. Zajmujemy się zabijaniem nazistów i muszę powiedzieć, że interes kwitnie!”
Ocena  8/10

4. „Gwiezdne Wojny” Star Wars.
Szczerze mówiąc, mimo faktu iż uważam się za fankę tej serii sama nie pomyślałam by dodać je do tego zestawienia.  Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… Jedi walczyli z Sithami. Walczą separatyści. Walczą szturmowcy, Walczy republika.  A co najważniejsze walka ta nigdy tak naprawdę się nie kończy. Zawsze znajduje się jeszcze jakaś bitwa. Kolejny konflikt. Kolejny złoczyńca. Zupełnie jak w prawdziwym świecie.  Z tym , że u nas nie ma mieczy świetlnych ani Yody który rzucałby nam mądre kwestie za każdym razem gdy otworzy usta.
Cytat godny uwagi : „Strach prowadzi do gniewu, gniew prowadzi do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia, cierpienie prowadzi na Ciemną Stronę Mocy”
Ocena 9,5/10

5. Oraz tytuł który był wymieniany najczęściej. „Szeregowiec Ryan” Saving Private Ryan. Film który przyszedł mi na myśl jako pierwszy.
Kapitan John Miller otrzymał rozkaz poprowadzenia swojego oddziału za linię wroga w niebezpiecznej misji znalezienia i ocalenia jednego człowieka - szeregowca Jamesa Ryana - najmłodszego z czterech braci, jedynego, który przeżył. Pozostali trzej zginęli w walce. W miarę, jak oddział przedzierał się coraz głębiej na terytorium wroga, ludzie kapitana Millera zaczęli podawać w wątpliwość celowość tej wyprawy. Dlaczego dla jednego człowieka naraża się życie ośmiu? Film zaczyna się mocnym uderzeniem . Obrazem lądowania  wojsk na wybrzeżu Normandii.  Z każdą kolejną sceną ukazywane są coraz to nowe wydarzenie utwierdzające w przekonaniu , że wojna to czysty horror, a każdy kto to przeżył jest niezwykle silnym człowiekiem.  Wszystko to przedstawione w doborowej obsadzie.  Mamy snajpera który próbuje zmierzyć się z czołgiem. Mamy kapitana który stracił już wielu ludzi a mimo to wciąż znajduję w sobie siłę by walczyć. Mamy też  Jamesa Fridericka Ryana z Minnesoty który wszystkim popsuł humor swoim drugim imieniem i pochodzeniem.
Cytaty godne uwagi : „Każdy ma swoje rozkazy, które musi wykonać.” Oraz : „Kiedy dowódca traci człowieka, mówi sobie, że za to uratował życie dwóm, trzem, albo stu innym. Wiesz ilu ja straciłem? 94. Ale uratowałem za to co najmniej 10 razy tyle, albo nawet i z 20. W ten sposób uzasadniam przed samym sobą... trudny wybór pomiędzy ratowaniem życia, a wykonaniem zadania.”
Ocena 9/10

To właśnie były filmy polecane przez moich znajomych.  Jest jednak jeszcze kilka tytułów o których muszę wspomnieć inaczej nie wybaczyłabym tego sobie. Po pierwsze „Wróg u bram”. Pojedynek rosyjskiego i niemieckiego snajpera.  „Lista Schindlera” Czarno-biały film, w którym jedynym kolorowym elementem jest kurtka małej dziewczynki.  Daje to niezwykły efekt. „ Chłopiec w pasiastej pidżamie.” Synek oficera SS zaprzyjaźnia się z chłopcem przebywającym w pobliskim obozie.  Poruszający.  „Alexander” , „300” oraz „Troja”. Trzy podstawowe filmy jeśli chodzi o wojny starożytnego świata.  Na koniec, bynajmniej nie najgorszy… „Czas wojny” Pierwsza wojna światowa przedstawiona na tle losów pewnego konia. Z  jakiegoś powodu pokochałam ten film.

Książki równie często poruszają  tematykę wojenną. Jednak by omówić choć cześć tytułów potrzebna byłaby nowa notka. Mimo tego są dwa tytuły o których po prostu wypada wspomnieć.  „ Kamienie na szaniec.” O powiadająca o losach grupy członków Szarych Szeregów podczas II wojny światowej. Jest oparta na autentycznych wydarzeniach z okresu okupacji niemieckiej. Lektura szkolna którą warto przeczytać. Zośka, Alek i Rudy to młodzieńcy którzy nie mogli po prostu biernie patrzeć na to co działo się w ich kraju.  Kolejny tytuł to jedna z moich ulubionych powieści „ Złodziejka książek”. Gdy ludzie zaczynają palić książki wiadomo, że dzieje się coś złego. Jeśli do tego żyje się w nazistowskich czasach a Twoja przybrana rodzina daje schronienie Żydowi, nie można spodziewać się niczego przyjemnego. Niezwykle piękna powieść która na zawsze zdobyła miejsce w moim sercu.  Prawie zapomniałam wspomnieć. Narratorem jest śmierć. Teraz chyba Was zaintrygowałam?

Wojna towarzyszy nam na każdym kroku. Widzimy ją w telewizji, słyszymy o niej w radiu, czytamy na Internecie czy w książkach. Gazety co chwilę mówią nam o jakimś nowym konflikcie. Na świecie codziennie giną osoby , które mogłyby żyć , gdybyśmy tylko wszyscy nauczyli się żyć w pokoju. A więc…Może wznieśmy dziś toast za światowy pokój?

wtorek, 2 sierpnia 2016

Ucieczka

     Dzień jak co dzień. Praca, obiad, wyjście ze znajomymi.  Wyobraź sobie, że tym razem jednak coś idzie inaczej niż zazwyczaj. Naglę znajdujecie się w miejscu bez wyjścia. Światła gasną pogrążając Was w mroku.  Nie znasz tego miejsca. Nie jesteś nawet pewien jak to się stało , że się tam znalazłeś.  Ale ciche szepty po drugiej stronie zamkniętych drzwi połączone z czernią wokół Ciebie wywołują dreszcze. Łapiesz przyjaciół za ręce, nie chcąc ich zgubić. Walicie w drzwi, ale nie potraficie ich wywarzyć. Najpierw słyszycie śmiech , a potem ktoś oznajmia wam , że macie godzinę. W tym samym czasie w pomieszczeniu na końcu korytarza rozbłyska, blade czerwone światło. Niepewnie idziecie w tą stronę. W ciemności, na jakimś drewnianym biurku widzicie zegar elektryczny który powoli, ale nieubłaganie zaczyna. Wasze oczy nieprzyzwyczajone do nagłej zmiany oświetlania nie potrafią dostrzec nic w głębi pomieszczenia.  Serce bije Ci jak oszalałe. Czy to jakaś gra? Przy słabym świetle widzicie rozsypane na stole jakieś przedmioty. Uświadamiasz sobie, że to ampułki, fiolki i inne dziwne rzeczy które kojarzą Ci się z jednym miejscem. Szpitalem. Naglę Twój przyjaciel który oddalił się o kilka kroków, przeklina pod nosem. Uderzył się o coś. „To wózek inwalidzki”-stwierdza po chwili zdziwiony.

    Po jakimś czasie wasze oczy przyzwyczajają się do ciemności. Zauważacie coraz więcej szczegółów. Pomieszczenie w którym się znajdujecie jest małe. Dwoje drzwi. Krótki korytarz. Biurko. Coś wala się na podłodze. Kozetka. Wózek inwalidzki. Dwie dziwne aparatury. W jednej z nich rozpoznajesz sprzęt do reanimacji.  Jest jeszcze łóżko….I chyba coś na nim. Ale nie masz odwagi by to sprawdzić. Teraz jesteś niemal pewien. Jesteś w jakimś opuszczonym szpitalu. Naglę  szepty z korytarza przemieniają się w krzyki, a światło zaczyna migać.
 
 Wolałaś gdy było ciemno.  Na ścianie widzisz krwawe ślady dłoni i napis „There is no escape” . Napisany krwią. Teraz także dostrzegasz , że owo „coś „ na łóżku to jakaś postać, ukryta pod prześcieradłem. Przyjaciel postanawia to sprawdzić. …Powoli podnosi biały materiał….Pełną napięcia cisze przerywa Twój krzyk.
Historia którą opisałam oczywiście nie jest prawdziwa. Ale pewne szczegóły się zgadzają. W piątek wraz z moim bratem i jego uroczą dziewczyną (patrz jak się przymilam xD) wybrałam się do nowo otwartego miejsca w Chojnicach.  Escape roomu „Your Escape”.  Z dwóch pokojów tematycznych wybraliśmy „Szpital”. Drugą opcją był „Pokój kibica”. Po krótkim objaśnieniu zasad zostaliśmy zamknięci w ciemnym pomieszczeniu. Mieliśmy rozwiązać serie zagadek by znaleźć klucz i się wydostać. Mieliśmy na to godzinę.  Spoler Alert.  Nie udało się nam.  Może gdybyśmy pierwszych kilkunastu minut nie spędzili na wygłupach …W tym udawaniu foki na kozetce czy jeżdżeniu na wózku inwalidzkim  i straszeniu siebie nawzajem, może by się nam udało. Może.
      Zdecydowanie było warto. Odrobina adrenaliny, gimnastyka dla mózgu przy rozwiązywaniu zagadek. I wspaniała zabawa. Jak dla mnie doskonały pomysł na jakieś popołudnie. Jeśli jeszcze się tam nie wybraliście żałujcie. I naprawcie ten błąd.  Stronę tego lokalu możecie znaleźć na fejsie.
Niedługo otwierany będzie nowy pokój. O tematyce „Piła”. Może w przeciwieństwie do filmu obejdzie się bez obcinania kończyn? Jedno mogę wam zagwarantować. Miejsce będzie klimatyczne. Potwierdzone info. Byłam tam w środku nocy bez światła.




Zobaczmy czy Wam uda się UCIEC.

niedziela, 26 czerwca 2016

InterTony2016- czyli jak pomagając można bawić się tak dobrze by zapomnieć o prawdziwym świecie.


     Kilkanaście dni temu znajoma z Centrum Młodzieżowego, Igor , powiedziała mi , że przydałoby się im kilku wolontariuszy przy nadchodzącym festiwalu. Po długich namysłach ( które trwały mniej więcej pół minuty) wraz z przyjaciółką stwierdziłyśmy , że wchodzimy w to.
    Była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w ostatnim czasie.
    Choć sam festiwal odbył w sobotę 18 czerwca, dla mnie wszystko zaczęło się dzień wcześniej. Tuż po pracy wymieniłam obcasy na trampki i podjadając kanapkę ruszyłam na stadion Kolejarza na drugim końcu miasta. Mieliśmy rozstawiać scenę , namioty i przygotować teren na jutrzejszą zabawę. Niestety, natrętny deszcz nam na to nie pozwolił. Ukrywając się pod dachem obok trybun wraz z dwiema znajomymi przejęłyśmy ławkę i zaczęłyśmy dyskusje. Głównie o tym czego się spodziewamy po nadchodzących dniach. Wspaniała zabawa, poznanie nowych ludzi, zdarcie sobie gardła przy śpiewaniu pod sceną. Gdy deszcz stał się już tak irytujący, że jasnym stało się , że tego dnia nic więcej nie uda się zrobić , chciałyśmy się zbierać do domów. Jednak właśnie w tym momencie przybyli wolontariusze i muzycy z miast partnerskich – niemieckiego Emsdetten, oraz  holenderskiego Hengelo. Po kilku minutach narzekania na to jaka to szkoda, że wszystkie kiepsko mówimy po angielsku , przełamałyśmy się i podeszłyśmy do jednej z grupek. Na sam początek błysnęłam pytaniem „ Team Cap or Iron Man?”.  Choć nie brzmi to jak najlepszy początek znajomości, zadziałało. Rozwiązała się ciekawa, pełna śmiechu dyskusja. Niestety nie mogłam długo zostać. Uciekając dowiedziałam się , że tego samego wieczoru planowany jest wypad do Pubu Kornel.
     Łatwo się domyśleć , że się tam wybrałam. Wraz z Śnieżką i Złotowłosą z szerokimi uśmiechami na twarzach stanęłyśmy przed wejściem do owego miejsca, gdzie spotkałyśmy Rumcajsa. Rumcajs jako głównodowodzący chojnickim zastępem wolontariuszy przydzielił nam poważne zadanie- miałyśmy zadbać o to by nasi goście dobrze się bawili.  Po bitwie na plastikowe szable, śpiewaniu „Hej Sokoły” , tonach śmiechu śmiem twierdzić , że zadanie wykonałyśmy. Aczkolwiek poskutkowało to , drobnymi problemami z porannym wstawaniem.
     Następnie nastała sobota. Po pewnych niekoniecznie przyjemnych sprawach które miałam do załatwienia rano, ruszyłam do miejsca docelowego. Gdy dotarłam tam koło 10 praca trwała już w najlepsze. Dzieli wolontariusze poradzili sobie już ze sceną , namiotami i wieloma innymi kwestiami które niekoniecznie były dla mnie zrozumiałe.  
Początkowo wraz z pewną uciekinierką z Krainy Czarów zostałyśmy wartownikami- pilnowałyśmy bramy by nikt niepowołany nie wszedł na teren festiwalu przed czasem. Kto by pomyślał , że nawet przy takim zadaniu można się świetnie bawić? Jedno tylko ostrzeżenie- lepiej nie chwalić się faktem , że zabrało się wodę , gdy jest się otoczonym przez nieco „wczorajsze” osoby.  Kolejnym moim zadaniem było przejęcie punktu informacyjnego. Rozdawanie koszulek, identyfikatorów oraz pilnowanie kluczy. Z wartownika przeskoczyłam więc na klucznika. W tym zadaniu wspierała mnie Hanka. Zapewniam , że nie ma lepszego sposobu by poznać ludzi. Dzięki dzielnym reporterom upamiętnione zostały wszystkie chwile z całego tego dnia.
Nawet moment gdy chciałam zmienić koszulkę , czy…Gdy Igor, dokonywała dzielnej akcji ratunkowej, próbując ocalić cenne skarby przed straszną śmiercią w śmietniku.
Gdy koncerty już się zaczęły ,następowały momenty gdy nie miałam co właściwie robić przy swoim zadaniu. Ludzie byli zbyt pochłonięci zabawą , by się o coś pytać. Na szczęście Włóczykij zawsze jest skory do pomocy i można z nim potańcować , albo nawet zrobić pogo metr od stolika. Złotowłosa porwała mnie na obiad a w tym czasie przybyła Śnieżka. Oczywiście przy posiłku trzeba było wymienić się opiniami na temat …Smakowitych kąsków które podawane były nie tylko na polowej stołówce. Właśnie z kuchnią łączyło się kolejne zadanie moje i Śnieżki. Przez trzy godziny dzielnie podawałyśmy ludziom jedzenie , tylko czasami próbując okłamać jakiegoś wegetarianina  , że smalec jest dżemem. Towarzystwa dotrzymywały nam dwa pomocne/złośliwe skrzaty. Następnie zwolnione z części obowiązków pobiegłyśmy pod scenę , by bawić się do muzyki- zdążyłyśmy dopiero na Midnight Motel, przez co nie widziałyśmy na scenie wielu innych dobrych muzyków. Na szczęście wszystkich słyszałyśmy. Podczas występu holenderskiego zespołu Śnieżka prawdopodobnie uszkodziła sobie kostkę , ale nawet tego nie zauważyłyśmy. Po prostu bawiłyśmy się zbyt dobrze. Reszta wieczoru minęła nam jak z bicza strzelił. Ani się obejrzałyśmy a ostatni występ dobiegł końca.




     Niedzielny poranek także nie był łatwy- wraz z Śnieżką miałyśmy przygotować śniadanie na armii wolontariuszy na Kolejarzu. O ósmej. Jednak by się tam dostać musiałyśmy jeszcze odnaleźć Nemo. Przynajmniej jego punkową wersje. Wciąż żal mi tego, że musiałyśmy go obudzić. Śniadanie i sprzątanie także minęło nadzwyczaj szybko- jak wszystko co robi się w doborowym towarzystwie. Jednak choć kwestie festiwalu się skończyły, zabawa bynajmniej nie. Po szybkim prysznicu i obiedzie nastał czas na wyjazd nad jezioro.  Magia pięknej zabawy która tam miała miejsce jest tak niesamowita , że nie jestem w stanie tego opisać.  Gra w piłkę , poszukiwanie poziomek,  Einstein, mini koncerty. Było wszystko by się zabawić. Nawet pewien Lisek uległ naszym prośbą i zagrał Eye of the Tiger.
    Nie napisałam nawet połowy tego co chciałabym Wam przekazać. O wielu rzeczach nawet nie wspomniałam. Wiele wspaniałych osób nie zostało nawet wspominanych słowem. Za to przepraszam.  Jednak ten tekst jest już wystarczająco długi. Będę więc kończyć.
Choć minął już tydzień wciąż jeszcze nie opadły emocje po tej trzydniowej przygodzie. Jeśli w tym roku się tam nie pojawiliście, zapraszamy za rok. MUSICIE TAM BYĆ!
     Na koniec chcę podziękować wszystkim którzy przyczynili się do tego , że ten weekend był tak wspaniały. Niesamowitym wolontariuszom- tym z Polski, Niemiec i Holandii, wszystkim wspaniałym  muzykom – Midnight Motel, TUFF ENUFF, Mass Insanity, Mike the Rooster , Cosmic Radiation, Bad Meat, Tantrum, Nuclear Vibe,  Knalleffekt.  Najbardziej jednak tej nieco mniejszej, jednak zdecydowanie w tym momencie najbardziej przez nas uwielbianej grupce organizatorów. To dzięki Wam to wszystko miało miejsce. DZIĘKUJE !

·              ~`~~Prawdziwe imiona zostały zastąpione by nikt nie poczuł się urażony, że pisze o nim bez jego zgody. Myślę  jednak , że odnajdziecie się tam bez problemów. ~~~~

wtorek, 23 lutego 2016

Druga gwiazdka na prawo i prosto aż do poranka.

Od Nowego Roku pozbawiona byłam Internetu na laptopie. Poskutkowało to brakiem nowych notek tutaj oraz strasznymi tyłami w serialach, które zaczęłam dopiero nadrabiać. Jednak w zamian wzrosła liczba przeczytanych książek. W tym roku jest ich już osiemnaście. Dziś chcę opowiedzieć o jednej konkretnej serii. „Chłopcy” Jakuba Ćwieka.
BANGARANG!
Zacznijmy od tego jak to się stało, że ta książka w ogóle wpadła w moje ręce, a potem do mojego serca. Czytałam już wcześniej jedną serie, tego autora –„Kłamcę”. No i cóż….Pan Ćwiek zdobył  mnie tą historią. Dlatego, gdy mój starszy brat zaczął zastanawiać się jaką książkę przeczytać i spytał mnie o radę...Namawiałam go tak długo, aż kupił pierwszy tom. Który dziwnym trafem przeczytałam przed nim. Musiało mu się spodobać , bo niedługo później na jego półce pojawił się drugi tom….Czwarty dostał ode mnie na święta. Nie chciałam kupować mu trzeciego bo bałam się , że będę musiała znów czekać ,zanim kupi ostatni. Zadziałało. Tuż po świętach mogłam przeczytać dwa ostatnie tomy.  Od tej pory w naszym domu co chwilę słychać „Nie wierzę we wróżki!” oraz „ A ja wierzę, wierzę , wierzę we wróżki!” a zaraz po nim trzy klaśnięcia.
„Życie życiem, realność realnością, ale gdy raz wdepniesz w jakąś bajkę, to twój świat będzie nią śmierdział, aż zdechniesz.”
Wyobrażaliście sobie kiedyś co by się stało gdyby wieczne dzieci z krain dziecięcych snów musieliby dorosnąć? To właśnie spotkało Zagubionych Chłopców z Nibylandii  którzy pod opieką Dzwoneczka zamieszkali we współczesnej Polsce. Jak to zwykle bywa dorastanie okazało się trudne. Chociaż dało to głównie w kość Dzwoneczkowi, która stała się matką dla tych chłopców. Ale jeśli nie chcę się dorosnąć do końca zawsze znajdzie się na to jakiś sposób , czyż nie? Założenie gangu motocyklowego, otworzenie Lunaparku… Jak człowiek chcę to potrafi. Chłopcy pod wodzą Dzwoneczka radzą sobie całkiem nieźle. Choć ich życie to początkowo głównie zabawa jedynie z odrobiną odpowiedzialności, która i tak zazwyczaj spada na Stalówkę i naszą wróżkę. Początkowo ich jedynym zmartwieniem jest to by nie zatrzymać się na Skrócie i by nie pozwolić stworom z niego- Szczurom – za bardzo rozrabiać. Dopiero później zaczynają się problemy : z Lubym- mafiosem który chcę im pokrzyżować plany, z konkurencyjnym Gangiem, Cieniem- dawnym towarzyszem z odległej Krainy który zawsze coś kombinuje czy na sam koniec…Z Wiecznym Chłopcem który chcę Swoich Chłopców.
Początkowo myślałam , że trudno byłoby mi określić jaką postać polubiłam najbardziej- Wszystkie są naprawdę ciekawe i niezwykłe. Ale…Cóż. Jest bohater który wybija się ponad resztę. Przynajmniej moim zdaniem. Pan Popper. Kot. Jeden z pierwszych które zdobył moje serce. A zarazem drugi przez który pogłębił mój lęk przed tymi stworzeniami ( Pierwszym był oczywiście Behemot z „Mistrza i Małgorzaty”). Nasz czarny kot spacerujący dumnie z czerwonym krawatem wie więcej niż ktokolwiek inny. I to dzięki niemu dzieje się wiele ważnych rzeczy na kartach powieści. „ W jego oczach kryła się cała kocia pogarda dla świata. Dla wszystkiego i wszystkich.” Poza nim u szczytu listy znalazłby  się Cień. Niegdyś był cieniem Piotrusia, ale prawda jest taka , że Cień nie należy do nikogo. Postać której przez do tej pory nie potrafię określić jako jednoznacznie dobrej czy złej. On po prostu był.  I kombinował. Kombinował jak nikt inny. Kolejny byłby prawdopodobnie Milczek.  Jak na niemowę bardzo rozgadana osóbka. W pewien sposób przypominał mi R2D2. W przypadku obojga nie mam pojęcia o czym mówią i mam wrażenie , że przegapiłam jakiś dobry żart. Choć jak już zaczął mówić to…No cóż, chyba wolałam jak milczał. Na równi z nim byłaby właśnie Dzwoneczek. Za to jak sobie radziła. Za to jak ogarnęła Chłopców sama wciąż dając radę się przy tym bawić. I za koszulkę z napisem „Lepiej we mnie uwierz dziwko!”.
Świat w który wkraczamy zaczynając lekturę te książki zaciera granice między realnością a baśnią. Dorosłością a dzieciństwem. Ryk silników, zapach spalin, ciemność Skrótu, magia Wróżki. Te rzeczy znajdziecie tam na pewno. Seria ta gwarantuje niekontrolowane wybuchy śmiechu, gorzkie łzy które każdy próbuje ukryć.  A może nawet okrzyki oburzenia (tak , udało mi się kilka razy wykrzyczeć stanowcze protesty do autora, które w jego imieniu przyjął dzielnie piec).
Podsumowując? 9/10.  Od dziewczynki która nie chcę dorosnąć. I z chęcią nosiłaby na plecach naszywkę z starym kieszonkowym zegarkiem oraz dumnym napisem „Nibylandia Orginal”.


A i jeszcze jeden smaczek z książki:
„ - Akurat dla miłośników "Zmierzchu" Bóg planuje obecnie drugi potop, więc nie mów potem, że nie przestrzegałem.”
BANGARANG i do przodu!