wtorek, 1 listopada 2016

Świat potrzebuje bohaterów part 2

Ku mojemu zdziwieniu opowiadanie przyjęło się całkiem nieźle. Kilka osób dopytywało się już kiedy ciąg dalszy. Jeśli zainteresowanie  będzie się utrzymywać, postaram się dodawać kolejne fragmenty co tygodniowo, właśnie w wtorki.
Bez większego przeciągania....Część 2. Miłego czytania!
_______________________________________________________________________________


Słońce właśnie chyliło się ku zachodowi, a z tego miejsca wyglądało najpiękniej. Cmentarz stał na krawędzi urwiska. Jakieś dwanaście metrów pod nim roztaczał się przykry obraz dolnego miasta. Stare bloki mieszkalne w większości nadawały się do rozbiórki, a nieliczne domy jednorodzinne otoczone były niezadbanymi podwórkami. Place między budynkami zawalone pełne były gruzów, o ulicach lepiej nie wspominać. Żeby nimi przejechać potrzeba by monster trucka. Mimo to Natasha, bo tak na imię miała dziewczyna w szarej bluzie, lubiła oglądać zachody słońca właśnie stąd. Dlaczego? Ponieważ oprócz ruin dawnej metropolii w oddali widać było las a na wschodniej granicy horyzontu błękitem połyskiwało ogromne jezioro. To był jeden z niewielu tych w miarę ładnych widoków jakie mogła dostrzec nie ryzykując wypadów gdzieś daleko w głąb górnego miasta. Widok który przypominał o tym, że poza tym przeklętym miejscem jest coś jeszcze.  Dziewczyna kucnęła i wokół lewej ręki obwiązała sobie linę, drugi jej koniec przywiązała już wcześniej do muru. Odwróciła się przez ramię i pomachała dziewczynce która niepewnie jej odmachała, za co dostała ostrą burę od matki. Wzięła głęboki wdech, rzucając ostatnie tęskne spojrzenie lasowi w oddali….i skoczyła .Świst powietrza zagłuszył wszystkie inne dźwięki. Jak zawsze w takich momentach jej serce przyspieszyło jakby zaraz miało wyskoczyć jej  z piersi. Ziemia była coraz bliżej...Pięć metrów…trzy… Gdy dziewczyna była dwa metry nad ziemią sznur napiął się a ostre szarpnięcie wyrwało by dziewczynie barek z stawu gdyby nie fakt , że była na to przygotowana. Co prawda zabolało ją to, ale wiedziała , że nie doznała trwałego urazu. Gdy tylko wyhamowała, puściła linę i zgrabnie wylądowała na ponurej ulicy. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, chodź na ulicy panował spory ruch. Ludzie już dawno nauczyli się nie zwracać uwagi na nic dziwnego. Tak było im po prostu łatwiej.  Zresztą wszyscy pogrążeni byli we własnych sprawach i doskonale wiedzieli , że wypychanie swoich nosów w cudze mogłoby się źle dla nich skończyć.
Szybkim krokiem przemierzyła ulice zmierzając w stronę obrzeży miasta. Nie zatrzymała się ani na chwilę. Żebraków proszących ją o jałmużnę nie obdarzyła nawet jednym spojrzeniem. Raz tylko kopnęła poszarpaną piłę do dzieci które bawiły się w jednej z bocznych alejek.  Gdy była już blisko swojego celu zobaczyła idących z naprzeciwka kilku Strażników Pokoju. Zaklęła pod nosem i spuściła wzrok, upewniając się , że włosy zasłonią jej twarz. Nie mogła teraz wpaść w ich ręce. Potrafili zatrzymać człowieka za jedno krzywe spojrzenie, albo za nie zajście im z drogi na czas. Z pokojem który mieli reprezentować niewiele ich łączyło. Zaś to co niosła teraz w torbie mogłoby zagwarantować jej wiele nieprzyjemnych pytań a końcowo jeszcze mniej przyjemny wyrok. Wiedziała jednak , że gdyby zaczęła uciekać, albo chociaż mocnej naciągnęła kaptur, nie uszłoby to ich uwadze i rzucili się za nią w pogoń. Tak więc zebrała się w sobie i nakazała sobie w duchu spokój.
-Słyszeliście? Znowu się gdzieś włamał. Tym razem skończyło się tylko na kradzieży. –zaczął niezbyt przyjemnym tonem jeden z strażników gdy mijali dziewczynę.
-Jeśli nie złapiemy tej Skazy Krwi to będziemy mieli przesrane. Facet sprawia za dużo kłopotów.-dodał drugi z nich, z wyraźnym trudem hamując swój gniew.
-Właściwie…nie wiadomo czy to mężczyzna, nikt go przecież nigdy nie widział….-zaczął kolejny z strażników. Natasha zadrżała i minimalnie przyspieszyła kroku.
-Sugerujesz , że to może być kobieta? Daj spokój prze..-dalszego ciągu wypowiedzi dziewczyna nie usłyszała ale mimo to uśmiechnęła się pod nosem. Ona znała prawdę, ale za żadne skarby świata nie wydałaby jej tym pazernym, sprzedajnym gnojkom.
Kilka minut później przekroczyła już próg „Czerwonej groty”, jej ulubionego baru. Jak zwykle  wszystkie stoliki były zajęte, a powietrze było ciężkie od mieszanki ostrych zapachów wśród których dało się wyróżnić aromat piwa, papierosów czy mocnych kobiecych perfum. Choć zwykłego człowieka ta woń mogłaby drażnić, dla Natashy był czymś co dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że strażnicy ani nikt z Kręgu nigdy nie ośmieli się tutaj zapuścić. Prawda była taka , że to właśnie tutaj spotykali się najgroźniejsi i najbardziej niebezpieczni ludzie z całej metropolii.  Jak w takim miejscu można czuć się bezpiecznie? Jest kilka sposobów. Można tu pracować co dawało całkowitą  nietykalność,  znać odpowiednie osoby albo wzbudzać jeszcze większy strach niż zwykli goście. Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Można też, tak jak Natasha , być otoczonym tajemnicą i plotkami tworzącymi legendę.
-To co zwykle Henry-powiedziała do czarnowłosego barmana po czterdziestce z twarzą poznaczoną starymi bliznami.
-Przykro mi księżniczko, ale to ostatni raz.-odparł mężczyzna stawiając przed nią szklankę wypełnioną do połowy bursztynowym płynem.
-Racja…Tyle wystarczy na spłacenie mojego długu?-spytała wyciągając z kieszeni świstek banknotów i odliczając 8 z nich.
-Czterysta? Wisisz mi o całą setkę mniej-odparł niepewnie przyjmując kwotę.
-Znasz mnie przecież niedługo znów będę piła na krechę- powiedziała dziewczyna a słabe światło oświeciło jej uśmiech ukryty w cieniu kaptura.
-Rozumiem , że zlecenie się udało?  Jeśli szukasz następnego to…-zaczął mężczyzna cichym głosem , pochylając się w jej stronę, niestety przerwała mu w połowie:
-Dzięki, ale mam na razie dosyć kasy i kłopotów. Zwłaszcza tego drugiego. Ostatnio za głośno zrobiło się o Skazie Krwi by swobodnie wybierać się do góry na spacerki. –po tych słowach za jednym przyłożeniem opróżniła szklankę.
-Co do tego muszę Ci przyznać racje. Powinnaś na jakiś czas się uspokoić, żeby nie wpakować się w to przed czym uciekasz. Ale jest jeden natrętny klient. Był tu dwa dni temu, wczoraj i dzisiaj. Przed chwilą wyszedł. Koniecznie chce nawiązać  zatrudnić właśnie Skaze…Powiedział, że jutro wróci o zachodzie słońca. Pogadaj z nim . Spław jeśli chcesz, ale postaraj się by tu nie wracał. Ludzie tacy jak on przynoszą pecha instytucją takim jak moja-powiedział Henry patrząc prosto w oczy ukryte pod kapturem.  Był jedną z niewielu osób która mogła sobie na to pozwolić. Innej Natasha od razu zagroziłaby bronią. Nikt nie powinien widzieć jej twarzy.
-Dobra staruszku. Jutro. Teraz znikam.-dziewczyna wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Miała jeszcze kilka spraw do załatwienia, a jeśli chciało się uniknąć kłopotów lepiej było wrócić do domów przed 23, o której zaczynała się godzina policyjna. Wedle prawa jeśli złapano by kogoś po tej godzinie, groziły mu 3 dni więzienia. W praktyce, jakoż iż więzienia były przepełnione, karano chłostą. Kobiety na ogół wcześniej gwałcono a mężczyzn bito. Nie ma to jak przyjemna służba policyjna, czyż nie? Zwłaszcza gotowa by zabić , zranić i zabrać co chcą, nigdy by pomóc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz