wtorek, 8 listopada 2016

Świat potrzebuje bohaterów part 3

Jest wtorek jest i kolejna część. Miłego czytania.
_______________________________________
Dziewczyna szybkim krokiem przemierzała kolejne ulice. Ludzie na ulicy unikali nawet patrzenia na nią. Nie znali prawdy o jej osobie, ale wiedzieli, że nieraz jej nóż opływał krwią i to nie jej ani tym bardziej żadnych potulnych zwierzątek. Właśnie dzięki temu lękowi który wzbudzała, nikt nie atakował jej na ulicy…no, dobra. Nie atakowano jej tak często jak innych. Na targu, który zaczynał się już zwijać kupiła kilka owoców , mięso i inne artykuły spożywcze.  Nie została tam jednak zbyt długo. Nawet Ona nie chciała zostawać na zewnątrz po zmroku jeśli nie było to konieczne.
Skierowała się więc do miejsca w którym mieszkała, ale nie nawykła nazywać go domem. Znajdował się on między dwoma zrujnowanymi budynkami, spory kawałek drogi od baru. Chodź był to budynek czteropiętrowy oprócz niej mieszkały tu jeszcze tylko trzy osoby. Starsze małżeństwo , które tylko dzięki jakiemuś cudowi wciąż żyło- oni zajmowali parter. Przedostanie piętro należało do dwudziestoparolatka  którego prawie nigdy nie było. Zaś ostatnie piętro, a właściwie jego poddasze, bo pomieszczenia na tym piętrze do niczego się nie nadawały, należały do Natashy.
 Gdy tylko zatrzasnęła za sobą metalowe drzwi zamknęła wszystkie cztery zamki jakie w nich miała. Następnie omiotła krótkim spojrzeniem mieszkanie. Wchodziło się od razu do salonu który służył także za sypialnie. Stare dwuosobowe łóżko stało pod ścianą zajmując jedną trzecią miejsca. Jak zwykle nie było pościelone. Naprzeciwko niego stał niski stół a obok niego poduszki, które służyły za siedzenie. Pod jedynym oknem stał poplamiony ciemnozielony fotel. Obok drzwi wejściowych stały dwie półki, na niższą z nich dziewczyna odstawiła swoje buty. Po drugiej stronie drzwi znajdowała się „klatka” na broń przepełniona najróżniejszymi  jej rodzajami- od krótkich noży po maczety, od łuków poprzez zwykłe pistolety po snajperki. Naprzeciw jej, za łóżkiem stała rozklekotana szafa, na drzwiach której wisiały ubrania jej właścicielki, obok niej znajdowały się  drzwi prowadzące do dalszej części mieszkania- kuchni i łazienki. Natasha sprawdziła czy i w tamtych pomieszczeniach nie ma żadnego intruza, po czym wyjęła z starej lodówki resztę sałatki którą zrobiła ostatnio i usiadła przy starym stoliku. Jedząc wyciągnęła z kieszeni pozostały świstek banknotów. Przeliczyła je.
-Tysiąc dwieście pięćdziesiąt….Wystarczy na jakiś czas.-mruknęła dziewczyna, jednak w tym momencie jej wzrok padł na zeszyt leżący na stoliku. Zapisywała w nim wszystkie swoje długi, a było ich sporo. Niechętnie go otworzyła i dokonała ponownej kalkulacji. -Nie jest tak źle, jak oddam za wszystko zostanie mi jeszcze prawie siedemset…-pocieszyła sama siebie, ale wtedy jej wzrok padł na kwotę jaką była winna swojemu ”aptekarzowi”- czterysta…Chyba jednak nie da się przyczaić na długo….-stwierdziła niezadowolona wstając.
Z Aptekarzami nawet ona nie chciała zadzierać. Ci ludzie potrafili załatwić każdy środek od zwykłej aspiryny po niewyczuwalną, bezbarwną truciznę która zabijała w dziesięć sekund. Na dodatek potrafili robić użytek z tego co sprzedawali. Natasha westchnęła cicho. Może i ludzie uważali , że zarabia tyle, że na nic jej nie zabraknie, jednak prawda była inna. Trucizny, lekarstwa, broń, alkohol…i wszystko inne co było powiązane z jej pracą, w tym przekupywanie strażników na granicach, kosztowało niemal tyle ile zarabiała. Ta praca , wbrew wszelkim pozorom nie była opłacalna…Jednak ona miała swoje powody by pracować w ten a nie inny sposób.
Dziewczyna ściągnęła bluzę pod którą skrywała swój wygląd. Czarna bokserka o wiele lepiej podkreślała jej prawdziwą figurę. Była smukła i wysportowana, zaokrąglona tam gdzie trzeba. Krótkie, proste, brązowe włosy spięte miała w niezdarny kitek z którego uciekały pojedyncze kosmyki. Nerwowym ruchem odgarnęła je gdy opadły jej na oczy. Oczy zaś były jedną z niezwykłych cech w jej wyglądzie. Prawe było bowiem brązowe, zaś lewe kolor ten miało tylko przy źrenicy, dalej zaś przybierając fioletowy odcień. Na ramionach jak i reszcie ciała świeże zdrapania i śnice mieszały się z starymi. Natasha rzuciła bluzę na fotel, chwilę później dołączyły do nich spodnie. Zgasiła światło. Tylko w bluzce i bieliźnie rzuciła się na łóżko. Przez chwilę  leżała wpatrując się w popękany beton nad głową. Potem zasnęła….
***
Głośne krzyki zakłócały cisze panującą na zewnątrz. „ Niech oni już skończą. Proszę”-powtarzała w myślach mała dziewczynka ubrana w piękną niebieską sukienkę ściskając w dłoniach pluszowego misia. Skuliła się w szafie. Jak zwykle gdy zaczynali…. Słyszała okrzyki bólu nieznanych jej osób i śmiech na schodach…śmiech  , którego, widziała to, nigdy nie zapomni….
***
Natasha niespokojnie rzucała się na łóżku. Na jej twarzy pojawiły się pierwsze krople potu.
***
-Znów miałaś koszmar?-spytał mężczyzna o bystrym spojrzeniu niebieskich oczu i źle przystrzyżonych czarnych włosach. Uśmiechał się. A ten uśmiech zawsze ją uspokajał. Przecież skoro się uśmiecha to nic im nie grozi.- Co tym razem?
-To samo co zwykle. Ta sama noc. Już nawet nie jestem pewna  czy to przydarzyło się naprawdę-odparła spokojnie kolorowo oka dziewczyna  opierając się o ramię mężczyzny. Miała jakieś dwanaście lat, może niewiele więcej.
-Pamiętaj. Na tym świecie nie ma nikogo komu mogłabyś ufać bardziej niż sobie.-powiedział spokojnie mężczyzna.-A teraz lepiej się kładź. Jutro poznasz mojego drugiego ucznia. Śpij Natasho. Czaka nas ciężki tydzień. Śpij.
Posłuchała. Jak zawsze. Jego zawsze słuchała.
***
Nie obudziły jej kroki na schodach. Ani ciche pukanie. Natasha spała , pogrążona w sennych wspomnieniach. Cofając się w latach, do czasów gdy wszystko nabierało znaczenia.
***
Mężczyzna którego doskonale znała, ten który uratował jej życie i wszystkiego nauczył, klęczał teraz a życie z niego upływało. Kałuża krwi pod nim powiększała się z sekundy na sekundę. Biegła ta szybko jak tylko potrafiła. Po policzkach płynęły jej łzy. Usta wykrzywiały się w niemym krzyku. Chciała wołać jego imię, ale zabrakło jej głosu.  Upadła na kolana obok niego w momencie gdy zaczął się osuwać na ziemię.
-Nie umieraj…błagam nie umieraj…-szeptała oplatając go ramionami.
W odpowiedzi czarnowłosy mężczyzna uśmiechnął się blado i coś wyszeptał. Nie dosłyszała. Pochyliła się by lepiej zrozumieć , a wtedy on powtórzył:
-Wtedy nie wierzyłem….ale teraz wiem…
***
Natasha sama nie była pewna co wyrywało ją ze snu. Zareagowała jednak błyskawicznie. Spod poduszki wyciągnęła sztylet i podniosła się przyciskając go do gardła  postaci która klęczała nad nią. Trwało to zaledwie ułamek sekundy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz