II
Przygotowania
„Zastanawiasz się
zapewne, po co zajmować się ciszą – przecież cisza to nic? Tak, ale tylko w
pewnym sensie. W takim samym sensie zero jest niczym, a mimo to jest ono liczbą
i pojęciem, bez którego nie moglibyśmy zrozumieć świata.”
Uwielbiała
spędzać dnie z Lucasem. Rozumiał ją lepiej niż ktokolwiek. Pod wieloma
względami byli tacy sami. Znali się od kiedy pamiętała. Dorastali razem. Oboje zawsze w cieniu
innych, idealnych osób z swoich rodzin. Teraz razem studiowali, a raczej okazyjnie
pojawiali się na uczelni. Nie pasowali tam. Nie pasowali nigdzie. Ani do swoich
znajomych z uczelni, ani do ludzi z barów gdzie często chodzili na drinki, ani
do swoich rodzin. Byli inni. Ale było im z tym dobrze. Przez to się rozumieli,
jak nikt inny na tym świecie. Mogli rozmawiać o wszystkim- dziś wysłuchiwała
jak poszła mu ostatnia randka z rudowłosą pięknością z którą sama go zapoznała,
a on wysłuchiwał jak narzekała na ostatni pomysł jej ojca, a mianowicie by
wystąpiła w teledysku jego nowej piosenki. Wspólnie zastanawiali się także, co
takiego ma mieć miejsce dziś wieczorem skoro WSZYSCY są zaproszeni. Nie
znaleźli jednak żadnego dobrego wyjaśnienia.
-Przekonamy się wieczorem.-podsumował chłopak gdy zatrzymali
się pod jej mieszkaniem. –Dasz się zrobić Persefonie na bóstwo?
-Chyba nie musi się specjalnie starać, co?-odparła ta
uśmiechając się znacząco.
-Racja. Bóstwem będziesz zawsze. Na razie mała- pożegnał się
uścisnąwszy ją krótko.
Odprowadziła go spojrzeniem i dopiero gdy zniknął za rogiem
weszła do środka.
-Nie lubię tego chłopaka- powitał ją chłodny głos ojca. Stał
przy oknie i nie miała najmniejszych wątpliwości, że przyglądał się im, gdy
żegnali się na schodach.
-Wiem. Wspominałeś kiedyś.-westchnęła wywracając oczami.
–Tylko nie byłeś w stanie podać konkretnego argumentu dlaczego.
-Po prostu uważam, że powinnaś spędzać z kimś…bardziej
odpowiednim.-stwierdził dziwnie zamyślony, po czym dodał- Ale, w sumie,
dobrze, że spędziłaś ten dzień po swojemu. Teraz jednak powinnaś już
pójść do góry i zacząć szykować się do wieczoru. Musisz być olśniewająca.
-Wiesz, że dziwnie się zachowujesz?-spytała przyglądając się
mu uważnie. Nigdy nie był typowym ojcem. Ale też nigdy się tego po nim nie
spodziewała. Już samo to, że był znanym, ekscentrycznym muzykiem a jego żoną
była znana modelka raczej nie dawało szans na normalne dzieciństwo. Do tego
dochodził fakt, że Ona nie była jej matką, tak samo jak bliźniacy byli jedynie
w połowie jej braćmi. Własną matkę widziała ostatni raz kilka lat temu. Do tego
zaś dochodziły wszystkie nietypowe rzeczy związane z rodziną jej ojca… Tak.
Harry, jak większość go nazywała, zdecydowanie nie był normalnym ojcem. Nigdy
też specjalnie nie przejmował się tym co robiła. O ile tylko pamiętała o
noszeniu klejnotu i dochowywaniu tajemnicy.
Oraz zachowywaniu się jak jego „prawowita dziedziczka” gdy trzeba. Tak
jak dzisiaj.
-Każdy ma do tego czasem prawo, czyż nie?-odparł ten
posyłając jej olśniewający uśmiech, po czym podszedł do niej i potargał jej
włosy- Nawet się nie zorientowałem kiedy tak wyrosłaś. Jeszcze niedawno bawiłaś
się lalkami. A teraz? Jesteś już dorosła.
-Oj, zdecydowanie jest coś nie tak- stwierdziła szczerze
zdziwiona jego zachowaniem.
-Daj spokój. Zwyczajnie dopadła mnie drobna melancholia. Leć
już do góry. Wieczorem masz być tak piękna, żeby nawet moja bratanica padła z
zazdrości- nakazał puszczając jej oczko. Machnął ręką a wokół jego dłoni
pojawiła się czarna mgła, która momentalnie zgęstniała i zamieniła się w
szklaneczkę z burbonem.
-Nie przesadź z tym przed wieczorem. Wątpię by wujek cieszył
się jeśli będziemy musieli wtoczyć Cię na bal.-ostrzegła uśmiechając się
półgębkiem.
-Nie pouczaj ojca!-ostrzegł mężczyzna odwzajemniając jej
uśmiech.
***
Ubrany w dopasowany smoking z taką samą kamizelką,
nieskazitelnie białą koszulą i czerwoną chusteczką w butonierce, pod kolor
krawatu, ani trochę nie przypominał zapitego mężczyzny z rana. Dodatkowo był
gładko ogolony, a włosy miał starannie zaczesane, tak, że nawet pojedynczy
kosmyk nie zasłaniał jego twarzy i przenikliwego, aczkolwiek nieco znudzonego,
spojrzenia zielonych oczu.
-Wciąż nie rozumiem dlaczego koniecznie muszę tam być-
mruknął zapinając spinki przy mankietach.
-To przestań nad tym rozmyślać i po prostu przygotuj się do
wyjścia- odparł mu głos brata dobiegający z łazienki, gdzie ten aktualnie
walczył z swoimi włosami.
-Nic dobrego z tego nie wyjdzie- ostrzegł rudowłosy
wyciągając z szuflady małą butelkę wódki. Zerknął przez ramie, upewniając się,
że jest sam w pokoju i pociągnął z niej spory łyk, krzywiąc się przy tym lekko.
-Przestań marudzić. Dobrze Ci zrobi wyjście gdzieś z
rodziną. Ostatnio albo siedzisz sam albo upijasz się w barach, robiąc wokół
siebie niezły szum. Kiedy ostatni raz byłeś trzeźwy więcej niż przez pół dnia?
-Na trzeźwo świat jest nudny. –odparł ten poprawiając
krawat.
-Dzisiaj będziesz musiał go takim wytrzymać.
***
-Wyglądasz przepięknie- zapewniła ją Persefona , patrząc na
jej odbicie w lustrze, podczas układania jej włosów.
-Skoro Ty się mną zajmujesz to nie mam innego
wyjścia-odparła ta posyłając jej uśmiech w lustrze. Miała na sobie dopasowaną,
ciemnoczerwoną sukienkę, sięgającą kostek, z rozcięciem zaczynającym się na
udzie. Jej nogi ozdabiały czarne buty na wysokim , niemal
piętnastocentymetrowym obcasie. W
dekolcie jej sukni połyskiwał czerwony klejnot w czarnym obramowaniu. Jej oczy zostały podkreślone czarnymi
smugami, a usta krwistoczerwoną szminką.
-Nawet Afrodyta będzie Ci zazdrościć-stwierdziła posyłając
jej uśmiech. Jednak nie był to szczęśliwy uśmiech, krył się w nim jakiś dziwny
smutek.
- Coś się stało, prawda? Czegoś mi nie mówisz. –stwierdziła
Sille ujmując jej dłoń, gdy ta kończyła szykować jej fryzurę.
-Nic się nie stało- zapewniła Persefona odwzajemniając jej uścisk.-Jesteś po prostu
niezwykłą, młodą kobietą na którą czeka jeszcze wiele przygód i wyzwań.
Chcę tylko, żebyś pamiętała, że wszędzie
i zawsze można odnaleźć szczęście.
-Ale ja nie mam z tym problemu. Jasne, czasem zdarzają mi
się gorsze dni, ale ogólnie jestem szczęśliwa. Takie życie mi pasuje. Mam
Ciebie, ojca, bliźniaków, Lucasa…
-Wiesz, że gdy poznałam się z Twoim ojcem za nic nie
chciałam z nim być?-spytała, opierając się o toaletkę, tak by spojrzeć swojej
przybranej córce w oczy. Ta zaśmiała się krótko:
- Łagodnie mówisz o porwaniu- zauważyła.
-Tak…Początek naszego związku zdecydowanie nie był
najlepszy. Właściwie nie pozostawił mi wyboru.
Musiałam zostać Jego żoną…Ale teraz? Jesteśmy szczęśliwi. Nie potrafię
wyobrazić sobie życia bez niego. Nie
wiem jak potoczyłby się mój los bez niego. I nie chcę tego wiedzieć. Znalazłam szczęście, tam gdzie nawet nie
chciałam go szukać.-głos kobiety był nadzwyczaj łagodny, a zarazem pobrzmiewała
w nim dziwna nuta. Smutku? Melancholii?
-Cieszę się, że tak wyszło. Jesteś najlepszym co trafiło się
mojemu ojcu podczas całego życia. Dla mnie jesteś jak druga matka…Ale nie
rozumiem dlaczego teraz o tym mówisz.
-Chcę po prostu żebyś pamiętała, że szczęście, a czasami
nawet miłość, można odnaleźć nawet wtedy gdy pozornie nie ma na to szans.
–odparła ta uważnie przyglądając się swojej podopiecznej. Naglę uśmiechnęła się szeroko, przepędzając
smutek w swoich oczach i zaklaskała w dłonie- No dobrze, skoro Ty jesteś już
taka piękna, to ja lecę się przygotować. Muszę dać Ci jakąś konkurencje-
stwierdziła, po czym pocałowała powietrze obok policzka dziewczyny i wyszła,
nie mówiąc nic więcej.