poniedziałek, 30 października 2017

Na Na Na Batman!


    Kolejne hasło z słoikowego wyzwania. „Na na na Batman”. Sama raczej kiepsko znam świat nietoperzego bohatera, więc nie chciałam zanudzać Was całkowicie ogólnikowymi bzdetami. Zamiast tego poprosiłam dwójkę znajomych o pomoc. Stąd inny niż zazwyczaj styl notki. To miał być wywiad ale rozmowa właściwie sama się poprowadziła, bez mojej pomocy. Dziś więc za post specjalne podziękowania dla Anny Cecylii i Szymona. Dwójki wiernych fanów nietoperzego bohatera. Poniżej zapis ich zażartej dyskusji z moimi krótkimi wtrąceniami. Dowiecie się, kto jest jednym prawdziwym głosem Batmana. Co łączy naszego bohatera i Alicję w Krainie Czarów. Kto jest najlepszym antagonistą i jaka postać kobieca nadaje charakteru uniwersum. Oraz, czy w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Miłego czytania.

Dany: Gotowi ? To możemy zaczynać J Moja wiedza na temat uniwersum Batmana jest dość ograniczona, dlatego poprosiłam Was o pomoc. Oboje jesteście fanami nietoperzego bohatera. Pamiętacie może kiedy i w jaki sposób po aż pierwszy zetknęliście się z tym uniwersum ?

Anna Cecylia: Na początku były kreskówki na Cartoon Network. Kiedy byłam w podstawówce puszczali tam Justice League i Batman Beyond. Ale to jeszcze nie była miłość, w tamtym czasie oglądałam ciągiem prawie wszystko, co leciało na CN.  Potem naszło mnie na obejrzenie wszystkich filmów aktorskich o Batmanie. Ale to też było tylko chwilowe zainteresowanie tematem. Chyba związane było z moją ówczesną fascynacją kinem Burtona. Kiedy poszłam do liceum na ekrany kin zawitał Mroczny Rycerz. Film ten obejrzałam jakiś rok później i pamiętam, że byłam pod dużym jego wrażeniem. Ale to nadal nie było to. Próbuję sobie przypomnieć dlaczego nagle na studiach zaczęłam oglądać Batman: The Animated Series. Chyba wyszłam od obejrzenia ostatniego sezonu Teen Titans, kreskówki, którą uwielbiałam i z której otwartym zakończeniem długo nie mogłam się pogodzić. I wydaje mi się, że poprzez postać Robina przeszłam do Batman TAS. I to już była miłość. Do dzisiaj to jest dla mnie jedyny prawdziwy Batman i wiem, że nie jestem w tym twierdzeniu odosobniona. Potem obejrzałam jeszcze Superman: The Aniamted Series, jeszcze raz JL i BB (tym razem z oryginalnym dubbingiem) oraz wszystkie dostępne wtedy w intrenecie filmy animowane. Przeczytałam też kilka najważniejszych komiksów oraz te, w których pojawiają się motywy z Alicji w Krainie Czarów (a jest ich całkiem sporo). Dzisiaj moja fascynacja może trochę osłabła, nie nazwałabym się też znawczynią tematu. Ale to nie zmienia faktu, że Batman nadal zajmuje drugie miejsce w moim fanowskim serduszku i na zawsze tam już pozostanie <3

Szymon: Pamiętam, jak jako dzieciak oglądałem na Polsacie kreskówki Batman TAS i Batman Beyond. Miałem może ze cztery lata, ale intro z muzyką Danny'ego Elfmana nadal definiuje dla mnie tę postać. W pierwszej klasie podstawówki przeczytałem pierwszy komiks - TM-Semica z lat 90. o walce Batmana z nastoletnim kadetem, który wykorzystując nauki Sun Tzu i Cezara przejął władzę nad gangami Gotham. Były też gry na Pegazusa i edukacyjny point and click na Peceta. Dopiero w liceum przeczytałem takie cuda jak Batman: Year One, czy Black and White i obejrzałem filmy aktorskie  oraz animacje, które wypada znać.

A.C.: Czyli dla ciebie Batman jest bardziej częścią dzieciństwa niż dla mnie. Mi on się tam gdzieś pojawiał, ale tak naprawdę zainteresowałam się nim dopiero na studiach.

S: Tak, choć jest obecny w takiej, czy innej formie na każdym etapie mojego życia. Ciężko to zdefiniować. Na przykład w gimnazjum czytałem ciekawostki z portalu Bat Cave i oglądałem The Brave and the Bold, a już w liceum grałem w Arkham Asylum i rozpływałem się nad Michaelem Keatonem w roli Gacka. Batman się nigdzie nie wyniósł, tylko jego obraz ewoluuje. Chyba dlatego, że bardzo mi zaimponował na początku i się do niego przywiązałem. To coś między fascynacją postacią i jej interpretacjami, a zwyczajną sympatią. Nie wiem czy tak byś to ujęła, ale to więź.

A.C.: W pełni rozumiem. Zresztą Batman postacią o tak wielu twarzach, że spokojnie można z nią dorastać i w zasadzie nigdy nie "wyrosnąć". To kolejna cecha, która łączy go z moją ukochaną Alicją w Krainie Czarów. Obie postacie na początku pojawiają się w utworach dla dzieci, ale szybko trafiają do wyobraźni dorosłych, gdzie ulegają zupełnej reinterpretacji. I w ten sposób na każdym niemalże etapie życia człowiek może znaleźć takiego Batmana, który będzie mu odpowiadał. A swoją drogą, skoro tak ci się podobał Keaton jako Batman, to oglądałeś Birdmana? Jakie były twoje wrażenia?

S: Niestety nie, ale pewnie nadrobię. Keaton świetnie zagrał Vulture'a w nowym Spider-Manie. Batman i Alicja w krainie czarów są po prostu ponadczasowi. Aż żal, że Mad Hatter nie pojawił się w żadnym filmie.

A.C.: Mad Hatter jest chyba za mało charyzmatyczny dla kina. Poza tym ludzie powszechnie uważaliby go za "mało pomysłowy crossover" a nie oryginalną postać, która funkcjonuje w uniwersum Batmana od lat 40. Wspomniałam o Birdmanie, ponieważ w tym filmie twórcy zgrabnie pogrywają faktem, że gra go Keaton, który przedtem grał Batmana. Sam film zresztą polecam.

S.: Sprawdzę koniecznie.

D:Widzę, że dyskusja prowadzi się sama, bez mojej pomocy. Zacnie. Teraz krótka piłka: film, animacja czy komiks ? Co zajmuje bliższe waszymi sercu miejsce ?

A.C.: Jak już pisałam, DC Animated Universe.

S: Chyba komiks. Bo może pokazać to, na co kreskówka nie ma czasu, albo na co film nie może, albo nie chce sobie pozwolić. Na przykład nie powstał film o detektywistycznym aspekcie Batmana. Jest osobny komiks tylko o kryminalnych opowiadaniach i było to w kilku odcinkach kreskówek, ale filmowy kryminał o Batmanie ma dopiero powstać. Ale kreskówka nie może być zbyt brutalna. Nie zaadaptuje poważnej historii, w której Robin wymierza sprawiedliwość chłopakowi maltretującemu psychicznie i fizycznie młodą dziewczynę, która przerażona popełnia samobójstwo

A.C.: Masz racje. Gdyby  pytanie było o najlepszy utwór o Batmanie, to bez zastanowienia powiedziałabym Arkham Asylum. Serious House on Serious Earth, a potem zastanawiałabym się nad innymi komiksami. Poza wymienionymi przez ciebie cechami, komiksy są często dużo ciekawsze 
graficznie. Ale jeżeli pytana jestem o serce, to Batman ma głos Kevina Conroya.

S: Film nie daje takich możliwości. Ekranizacja aktorska Azylu byłaby chyba niemożliwa.

D: Co zaś tak bardzo podoba się Wam w nietoperzym bohaterze? Czy chodzi właśnie o tę różnorodność dzięki której można odnaleźć "właściwego" Batmana do każdego etapu życia?

S: Bohater jest bardzo charyzmatyczny i jest taki jakim chcielibyśmy być (bogaty celebryta w dzień, superbohater nocą). Ale dużo robi to, jaki jest ludzki w porównaniu z innymi bohaterami. No i otoczenie. Sprzymierzeńcy i przeciwnicy są niezwykle różnorodni i złożeni, jak sam Batman. Każdy ma swoją historię, jest na swój sposób pokrzywdzony. Jeśli chodzi o ludzki aspekt Batmana, to istnieje komiks, w którym bohater po porażce w trakcie ratowania dziecka uzależnia się od substancji zwiększającej jego siłę fizyczną.

A.C.: Ludzkość, nadludzkość i nieludzkość Batmana to temat na głębszą dyskusję. Wiele w tym względzie zależy od konkretnego utworu i tego w jaki sposób jest w nim pokazany. Ale zgodzę się, że jedną z najciekawszych rzeczy w Batmanie jest ten "ludzki aspekt" nie tyle samej postaci głównego bohatera, a całego świata przedstawionego. Batman stoi niejako w kontrze do jasnego Supermana. Nie jest postacią, która mamy naśladować. Powód, dla którego walczy ze złem, wynika z nieprzepracowanej traumy. I de facto niewiele się w tym różni od swoich przeciwników. W przeciwieństwie do innych komiksów, w których wrogowie są często nieciekawymi kukłami do bicia, przeciwnicy Batmana, jak zauważył Szymon, mają swoje własne historie. Stanowią niejako personifikacje ludzkich słabości i problemów.  W opowieściach o Batmanie uwielbiam właśnie ten aspekt psychologiczno-filozoficzny. A poza tym bardzo lubię występujący tam temat szaleństwa oraz graficzny projekt świata przedstawionego, o stonowanej gamie kolorystycznej i onirycznym charakterze. Oczywiście nie mówię o serialu z lat 60. czy komiksach z lat 40. - to jest zupełnie inna bajka i zupełnie inny Batman ;)

S: Co do tego, co Anna napisała o nienaśladowaniu Batmana: w Batman: Hush Nietoperz przyznaje przed Supermanem, że jest złym człowiekiem, bo determinacja i trauma popychają go do balansowania na krawędzi prawa. Batman to antybohater i dobrze o tym wie.
 Właśnie. Nie wiem, czy można mówić o jednym Batmanie. Chyba i ty, i ja, i każdy fan ma swojego Batmana. Syntezę tego, co kochamy w tej postaci. Jest bardziej lub mniej poważny, brutalny, szalony czy kolorowy. Sam lubię dojrzałe historie, których ton kontrastuje z głupkowatością postaci. Celują tu odcinki TAS, np. : Feat of Clay lub Heart of Ice. Z komiksów historie z lat 70. Są bardzo kolorowe, ale i dość szalone i brutalne.

A.C.: Wielu superbohaterów zostaje dopasowanych do czasów obecnych, a u Batmana wydaje mi się, że jeszcze lepiej to widać, ponieważ on i jego przeciwnicy wręcz odzwierciedlają współczesne społeczeństwo, jego emocje i dylematy. Nie przepadam za zbytnią brutalnością, ja akurat najbardziej lubię te filozoficzne, nieco oniryczne opowieści, pełne alegorii, pytań i rozważań nad naturą ludzką.

S: Brutalność w komiksach z Batmanem to dla mnie element realistyczny albo i nawet naturalistyczny. To element kontrastu, który sobie cenię. Może ona prowadzić do takich rozważań, o jakich mówisz. Tak właśnie jest w świetnym Batman: Ego.

A.C.: Naturalistyczność nie jest elementem, którego wymagam od komiksu. Brutalność może dla mnie być jako środek do celu, ale nie jako cel sam w sobie. Dużo większe wrażenie zrobi na mnie wywiad lekarski z Mad Hatterem niż Joker zdejmujący swoim ofiarom skórę z twarzy. Ale tego drugiego też nie odrzucę, jeżeli poprzez ten środek wyrazu ma coś ciekawego do opowiedzenia.

D: Jak widać gama powodów jest szeroka a samo pojmowanie postaci Batmana czy jego świata zróżnicowane. Może zdradzicie mi teraz czy macie jakąś ulubioną postać kobiecą w tym uniwersum?

A.C.: Trudne pytanie... Chyba najbardziej lubię Poison Ivy, w dużej mierze za sprawą głosu Diane Pershing w DCAU. Ale poza tym uważam, że jest to ciekawa postać, w przeciwieństwie do innych żeńskich w tym uniwersum oderwana od męskiego wpływu, powracająca do pierwotnych wierzeń w więź kobiety z naturą. Bardzo podoba mi się motyw jej przyjaźni z Harley Quinn, którą próbowała wyrwać z toksycznego związku z Jokerem. A poza tym lubię Wonder Woman, przynajmniej tę z animowanej JL. Silna, ale jednocześnie kochana i współczująca. Bez większych traum, przyjaciółka, jaką każda chyba chciałaby mieć. Bo jasne postacie też są nam w życiu potrzebne.

S: Barbara Gordon. Choćby za to, że pokazała charakter i siłę woli, gdy przykuta do wózka inwalidzkiego po postrzeleniu przez Jokera zaczęła działać jako Oracle, baza danych dla superbohaterów. Mimo niepełnosprawności była bohaterką, nie załamała się. Świetny wzór dla ludzi po wypadkach.

D: Widzę, że macie przemyślane wybory. Ciekawe czy i w przypadku złoczyńców tak jest. Jakiś ulubiony antagonista ?

S: Lubię Riddlera. Jego zagadki to także wyzwanie dla odbiorcy, więc każdy jego występ to niezamierzone burzenie czwartej ściany. Two-Face z kolei świetnie przedstawia dualizm natury człowieka ze swoimi dwiema osobowościami. Dodatkowo jako przyjaciel Bruce'a Wayne'a ma ciekawą dynamikę z Batmanem. Toczy się walka o duszę sprzymierzeńca. Bardzo wzruszająca jest historia Mr Freeze'a. Jego działania dyktowane są przez dobro chorej żony i próby wyleczenia jej. Po przeczytaniu Rise of the Batmen zaciekawił mnie Clayface. Z przestępcy zamieniono go w sprzymierzeńca Batmana. Jest resocjalizowany, co ciekawe dalej chodzi na castingi pod ludzką postacią, bo dalej marzy o powrocie do dawnego życia aktora

A.C.: Generalnie cenię sobie wszystkich antagonistów Batmana, ale nie jestem w stanie wybrać z nich swojego ulubionego. Oni wszyscy są bardzo interesujący, ale za bardzo przerysowani, by wzbudzić moją szczerą sympatię (nawet wspomnianą wcześniej przeze mnie Poison Ivy postrzegam bardziej jako ikonę, archetyp niż pełnokrwistą postać). Natomiast z całego uniwersum DC naprawdę lubię Lexa Luthora. Podoba mi się fakt, że arcywrogiem największego herosa jest człowiek, rządny władzy polityk, który pogrywa z Supermanem na płaszczyźnie moralnej. Jest on też w tym wszystkim najbardziej "ludzki" i "normalny", znamy takich ludzi - ambitnych, pozbawionych skrupułów, przybierających różne maski w zależności od sytuacji - z historii i ze współczesnej polityki, a czasem może nawet z własnego życia (choć działających na mniejszą skalę).

S: Faktycznie, osoby publiczne, niejednoznaczne moralnie są mniejszością wśród wrogów Batmana, zwykle pojawiają się na jedną historię. Dużo więcej jest klasycznych gangsterów jak Rupert Thorne. To chyba wynika z targetu, jaki sobie wybrał Mroczny Rycerz. Zwalcza raczej skorumpowanych policjantów, a nie lobbystów, z czego znany był na początku kariery Superman.

A.C.: Tak i też czemu innemu służą. Joker, główny antagonista Batmana jest często postrzegany jako jego druga osobowość, co tłumaczy, dlaczego muszą z sobą wiecznie walczyć i Batman nigdy go nie zabije (mówię o pewnej idei, nie żeby to nigdy nie miało miejsca). Ale na podobnej zasadzie działają pozostali przeciwnicy Batmana. Natomiast gangsterzy nie-wariaci nigdy nie wyszli specjalnie interesująco (a przynajmniej ja takich nie znam). Natomiast Luthora lubię w zestawie z wszechmocnym Supermanem i pojawiający się w nim konflikt moralny herosa. Tego jak uosobienie ludzkiego zepsucia (ale tego powszechnie akceptowanego, a nawet podziwianego przez społeczeństwo) walczy z mitycznym bohaterem bez skazy. Luthor jest jak Frank Underwood i na podobnej zasadzie mnie intryguje. Dlatego też bardzo żałowałam, że w Batman v Superman: Dawn of Justice z Luthora zrobiono pseudo Jokera. A tak jeszcze wracając do kobiecych postaci, jak odbierasz Harley Quinn?

S: Wiem, jak fandom uwielbia HQ, ale sam uważam, że jest tylko ok. Dodaje Jokerowi ciekawej dynamiki, sama dobrze współgra z Panem J. i Ivy. Radzi sobie jako solowa postać, jak każdy przeciwnik Batmana. Ja jednak nie uważam, że to wystarczający powód, żeby ją lubić AŻ TAK. Dużo na pewno zrobił Suicide Squad, ale on akurat wypaczył obraz Harley. Nie zmienia to faktu, że jak każdy lubię Mad Love. Wracając jeszcze do Luthora: najlepsze w nim jest to, że on jest tylko człowiekiem, a dorównuje Supermanowi dzięki intelektowi. W Action Comics, które teraz wydał u nas Egmont, Lex przekonany o śmierci Supermana zajmuje jego miejsce. Nosi specjalny strój i gdy przychodzi co do czego, walczy u boku Clarka, nie ustępując mu ani na moment.

A.C.: Nie słyszałam o tym komiksie, ciekawy koncept. Tak, to że Lex jest człowiekiem jest w tym najlepsze. A co do HQ, pytam, ponieważ mnie ta postać przeraża. Przeraża mnie, ponieważ jest niesamowicie prawdziwa. Uosabia szaloną, poddańczą, destrukcyjną miłość, z którą niestety często spotyka się w rzeczywistym świecie. Oglądając zachowania Harley nie sposób nie pomyśleć o wielu innych kobietach, które postępują podobnie, godząc się na różnego rodzaju upokorzenia i wykorzystywanie w imię "miłości".  Relacja HQ i Mr. J w Suicide Squad jest inna, ponieważ tam Jokerowi zależy. I chociaż zupełnie zmienia to podstawowy koncept tych postaci, ale miło było choć raz zobaczyć Harley w, powiedzmy, dobrym związku. Poruszyłam temat HQ, ponieważ jest to i kobieta i antagonistka, której wprawdzie nie mogę powiedzieć, że "lubię", ale która na pewno mocno na mnie oddziałuje.

S: Jest żywą alegorią toksycznego związku i jednocześnie postacią wymyśloną na potrzeby kreskówki. Kolejny dowód na to, że Batman TAS to arcydzieło. Nie zwróciłem uwagi na ten aspekt jej postaci. Tak na prawdę "Szalona miłość" może trafić się każdemu. Chyba powinienem przeczytać coś więcej o Harley.  Nie wiem, czy słyszałaś, ale Bruce Timm wrócił z animacją inspirowaną TAS - Batman and Harley Quinn.

A.C.: Słyszałam, że powstała taka animacja, ale nie wiedziałam, że stoi za nią Bruce Timm. Oglądałeś już ją?   Tak wracając do jednego z poprzednich pytań, w Batmanie intryguje mnie właśnie ta archetypiczność bohaterów, to jak poszczególne postaci prezentują różne rodzaje szaleństwa, które może ogarnąć człowieka.

S: Widziałem jakieś fragmenty na yt, ale nie całość. Słyszałem, że średnie, bo dostali kategorię R za żarty, fabuła to zaadaptowany odcinek pt. Harlequinade, a Harley nie gra aktorka z TAS tylko Bernadette z Teorii Wielkiego Podrywu.  Różnorodność szaleństwa rzeczywiście jest ciekawa. Są obsesje, urojenia, schizofrenia. Mało ludzi zwraca na to uwagę, ale jak działają razem Jim Gordon i Batman. Gdzieś było coś takiego, że Gordon reprezentuje prawo, a Batman sprawiedliwość. I w sumie jest to prawda. Czy to oznacza, że prawo nas ogranicza, a jedyne, co nam potrzebne do bycia sprawiedliwymi to sumienie?  Wszystko się zgadza, o ile Robin jest sumieniem.

A.C.: O, ciekawa koncepcja, nie pomyślałam o tym!  Myślałam o tym na zasadzie takich bardziej "codziennych", często nie leczonych szaleństw. Uzależnienia od adrenaliny (Catwoman), obsesji na punkcie wyglądu (Clayface), kompleksu niższości (Pingwin), obsesyjnej potrzeby kontroli otoczenia (Mad Hatter), dwulicowość (Two Face), itp.

S: Riddler to z kolei chorobliwa próba udowodnienia wszystkim swojej wyższości, a Brzuchomówca i Scarface jest trochę duszoną frustracją i myśleniem "Kiedyś mu wygarnę, na pewno!"

A.C.: To jest też różnica między Supermanem i Batmanem. Superman działa wg ustalonych zasad i prawa. Dlatego ma taki problem z Lexem. Natomiast Batman żyje w skorumpowanym świecie, w którym prawo przestało działać w imię sprawiedliwość. Jest vigilante, który sam wymierza sprawiedliwość wg własnego sumienia. Ale jednocześnie vigilante nie jest prawidłowym sposobem funkcjonowania społecznego, dlatego Batman jest antybohaterem i jest ścigany przez prawo. Dyskurs prawo kontra sumienie to kolejny ciekawy motyw pojawiający się w Batmanie. Riddler jest jak aktor na scenie, przestępstwo jest tylko drogą do zwrócenia na siebie uwagi, nie celem samym w sobie. I kto z nas nigdy nie był jak ten Brzuchomówca i nie marzył o byciu kimś silniejszym, groźniejszym i bardziej poważanym.

S: W starej grze, o której wspominałem pojawia się wiadomość od Two-Face'a "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my". Sens gry jest taki, że "Pan Dwie Twarze" się myli. Jednak, jakby się nad tym zastanowić, to nie ma sprawiedliwości, bo każdy, powiedzmy, że w Gotham City, definiuje ją inaczej. Batman uzna, że sprawiedliwym jest bronić tych, którzy nie mają możliwości obrony, bez względu na podjęte środki. Z kolei np. Killer Crock uzna, że sprawiedliwym jest to, co jest dla niego i tylko dla niego korzystne. Po między nimi jest Rene Montoya, która wierzy, że prawo=sprawiedliwość. Wtedy Batman posługiwałby się własnym sumieniem, ale miałby świadomość, że jego poczynania obserwuje Robin, co też jest istotne, bo niejako łagodzi decyzje i skłania go do refleksji nad brutalnością i bezpieczeństwem.

A.C.: Ja bym powiedziała, ze mamy tu do czynienia ze starciem trzech sił: prawa, sprawiedliwości i sumienia. Z pozoru wydają się one tożsame, ale w gruncie rzeczy różnice są ogromne. Robin i cala BatFamily to jeszcze osobna kwestia i pewien wspaniały dysonans charakteru naszego bohatera.

D: Cóż, z mojej strony to już wszystko. Widać, że moja pomoc w nakierowaniu dyskusji nie była nawet potrzebna. Dziękuję Wam za rozmowę, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy o Batmanie i jego świecie. Życzę Wam nowych komiksów i udanych kreskówek oraz filmów. Dzięki  J

      Mam nadzieję, że ta dyskusja pomogła Wam dostrzec jak zróżnicowane jest uniwersum Batmana. Każdy chyba znajdzie tu coś dla siebie. Sprawiedliwość, szaleństwo, przygody, walki, zagadki, miłość. Są  komiksy, filmy aktorskie, animacje. Cała gama powodów by spróbować zagłębić się w świat nietoperzego bohatera. Myślę, że moi rozmówcy wyczerpali temat już na tyle, że nie muszę nic dodawać. To jak? Widzimy się w kinie na Justice League?


      Jeszcze raz podziękowania dla Anny Cecylii i Szymona. Jesteście wspaniali a fandom w Was jest silny J 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz