Ten post dedykowany jest w szczególności Kamineko i
Kotołakowi. Oraz wszystkim kociarzom w
jakich znam i tym których nie. Drugi i trzeci punkt ma specjalną dedykacja dla
C.C. W końcu mamy Wasze Święto. Dzień Kota.
Z tej okazji postanowiłam ożywić swojego bloga i napisać
kilka słów o kotach występujących we współczesnej popkulturze. Może ten post pomoże wam przeżyć ten dzień
jeśli wasze futrzaste mordercze istotki nie są akurat u waszego boku? Oczywiście kotów w samych filmach jest od
groma. Wymienię więc tylko kilka z nich, nie zapominając o ich braciach z
literatury i innych dziedzin.
Na pierwszy ogień poleci
opowiadanie które czytałam całe wieki temu. „Muzykanci” A. Sapkowiskiego.
Prowadzone jest śledztwo w sprawie
dziwnych morderstw. Brakuje jakikolwiek sensownych śladów. W końcu znajduje się
coś co łączy ofiary. Katowały zwierzęta. Czy to
może być motyw? Historia jest opowiedziana nie tylko z ludzkiego punktu
widzenia, ale także z kociego, co dostarcza smaczku.
Skoro
już o Sapkowskim mowa to wspomnieć trzeba o opowiadaniu „Złote popołudnie”,
gdzie historia Alicji z Krainy Czarów zostaje opowiedziana na nowo. „Na nieróbstwo, jak mawiają, trzeba sobie
zapracować.” To jedno z pierwszych zdań w tej historii. Myśl głównego bohatera
a zarazem narratora. Kota z Cheshire. Chestera.
Opowiadanie to zajmuje miejsce wśród moich ulubionych historii. Głównie
dzięki pokazaniu historii od strony kociej postaci. Przy pierwszym spotkaniu sugeruje Alicji, że
ćpała i właśnie dzięki temu zjawiła się w tej Krainie. Krainie Dziwów , a nie
Czarów. Poza kochanym przez wszystkich,
znikającym kocurem , który w tej wersji stanowczo przewyższa inteligencją
wszystkich swoich znajomych i jest bardziej wredny i niebezpieczny, występuje
tu także inny kot. Właściwie kotka. Diana. Która nie waha się oddać życia by
ratować swoją panią. „Było złote popołudnie. Było smaszno. I smutcholijnie. Jak
to u nas. Zresztą, przeczytajcie sobie o tym sami. W oryginale.” Tak żegna nas ta historia. A skoro odsyła do
oryginału.…
Samego Kota z Cheshire poznać możemy w
niejednej odsłonie. Zdobył on już nasze serca gdy w dzieciństwie czytaliśmy
(lub ktoś nam czytał) historie złotowłosej Alicji która przez króliczą dziurę
dostała się do krainy pełnej dziwów. Poznała tam między innymi specyficznego kocura, który czasem, od tak,
znikał sobie. W powietrzu zaś pozostawał tylko jego uśmiech. Tim Bartton w swojej ekranizacji przypomniał
nam o tej miłości. „ Nie jestem
wariatem. Moja rzeczywistość po prostu stanowczo różni się od Twojej” Cóż mogę
rzec? Ten kot zdecydowanie pozostaje w pamięci. Zwłaszcza jego uśmiech.
Teraz kolej na rudzielca. Bohatera komiksów, animacji a nawet
filmu. Kochającego słodkie lenistwo
niemal równie mocno co lasagne.Rzucającymi niezwykłymi mądrościami na prawo i
lewo. „Kochaj mnie, karm mnie i nie
opuszczaj.” Pewnie już wiecie o kogo chodzi?
Macie racje. Któżby to mógł być jak nie Garfield? Powiedział nawet coś co pasuje do obecnej
sytuacji w naszym wspaniałym kraju. „Dobre czasy są za nami lub przed nami – z
pewnością nie ma ich teraz.”. Ten kocurek jest moim idolem. Przekręcę się więc
na plecy i poczekam aż ktoś mnie pogłaszcze i nakarmi. „Normalnie cię uwielbiam. A teraz idź się
pobaw w mikserze.” (Mówię Wam , ma cytat na każdą okazje.)
Było miło, było narodowościowo,
było bajecznie. Teraz zaś będzie pierwszy z fikcyjnych kotów przez które
zaczęłam obawiać się tego gatunku. Z
jedynej lektury którą prawdziwie polubiłam w liceum. Behemot z „Mistrza i Małgorzaty”. Picie w
wódki i pozbawianie ludzi głowy zdawało się być jego ulubiony zajęciem. Serio?
Jak można kazać coś takiego człowiekowi czytać jak połowa jego znajomych ma
koty. Wiadomo, że dobrze się to nie skończy. Aczkolwiek nie można zaprzeczyć ,
że w pewien sposób był szarmanci. „– Na
litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To
czysty spirytus.” Zna się na rzeczy.
Skoro jesteśmy przy literaturze i
kotach przez które miewam koszmary, pora na kolejnego czarnego kocura. „Przed
nią przebiegł mały czarny kot z czerwonym krawatem na szyi. Wyglądałby uroczo,
jak jeden z tych słodkich, puchatych kociaków z Internetu , gdyby nie jego spojrzenie. W jego oczach
kryła się cała kocia pogarda dla świata. Dla wszystkiego i wszystkich. Teraz
przede wszystkim dla Tinki.” Właśnie w
ten sposób poznajmy postać Pana Poppera w „Chłopcach” Jakuba Ćwieka. O jego postaci już kiedyś pisałam, więc nie
będę się zbytnio powtarzać. Uwielbiam
go. I panicznie się boje. Koniec. Bo jeszcze przyjdzie i spojrzy także na mnie.
Jeśli mowa o strachach to nie
można pominąć „Smętarza dla zwierzaków” (Cmętarz zwierząt) S. Kinga. Chyba nie
muszę mówić , że to nie jest historia dla dzieci? Hej, ludzie. To napisał
KING. To nie jest normalne. To nie jest
spokojne. Tu się boisz. Jeśli kiedyś
zdechnie wam kocur, to pamiętajcie o jednym. Nie twórzcie mu grobu na dziwnym
cmentarzysku w lesie. Zmartwychwstały kotek to niefajny kotek.
Warto zauważy także trzy koty z
Harrego Pottera. Ten którego poznajemy pierwszego. A raczej ją.
Profesor McGonagall pojawia się
przecież na samym początku powieści właśnie jako kot. Kot którego nienaturalne,
wręcz sztywne zachowanie budzi niepokój u wujka Verona. Kolejnym kotkiem jest
Krzywołap. Rudy pupil Hermiony o którego nieustannie kłóci się z Ronem. No i
oczywiście jest także kotka Flincha której trójka głównych bohaterów zawsze
próbowała unikać. Pani Norris. Przeżyła potkanie z bazyliszkiem!
Mamy także sporo kotów w bajkach.
Sylwester który zawsze goni Tweetiego. Po pewnym czasie zaczyna się mu kibicować.
Kot w butach. Zarówno ten z bajek
naszego dzieciństwa jaki ten z Shrecka który doczekał się nie tylko własnego
filmu ale i serialu. „Aryskotraci”- prawdopodobnie ulubiona animacja Kotołaka. W Stuarcie malutkim mamy zaś białego kota –
Śnieżka – który nie potrafi zaakceptować faktu, że jego właściciele
zaadoptowali mysz.
Oczywiście wspomnieć wypada także
o kotach które nie mając zbyt rozbudowanej oficjalnej historii, ale zna je
każdy. Niezapomniane połączenie tosta
posmarowanego dżemem truskawkowym z kotem z którego …wycieka tęcza. Nyancat!
Przyznajcie się. Ta melodyjka wciąż rozbrzmiewa gdzieś z tyłu głowy. Poza tym mamy także najbardziej ponurego kota
w sieci , który wciąż bawi i poucza. Zwłaszcza gdy człowiek powinien robić coś
bardziej efektywnego niż przeglądanie Internetów. Grumpy Cat.
Poza tym pragnę wam przypomnieć,
że każdy szanujący się złoczyńca powinien posiadać kota. Jeśli zamierzacie
przejść na „ciemną stronę” lepiej od razu sprawcie sobie jakiegoś futrzaka.
Inaczej z waszego planu nici.
Wesołego dnia kota! I do
przeczytania kiedyś!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz